- KARTKA Z KALENDARZA - 19 LIPCA -


- REKLAMA -

Pracę nad piątą, i zarazem ostatnią dla Harrisona Forda, odsłoną przygód Indiany Jonesa rozpoczną się dopiero w 2019 roku, jednak już teraz pojawiły się pewne spekulacje o tym, kto mógłby zastąpić aktora w tej kultowej roli. Steven Spielberg nie miałby nic przeciwko, żeby była to kobieta.

Wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć, nie inaczej jest z serią filmów o Indiana Jonesie z Harrisonem Fordem, który wcielał się w tą kultową postać na przestrzeni minionych lat. Steven Spielberg obecnie pochłonięty jest promowaniem swojego najnowszego obrazu „Ready Player One”, jednak nie jest to jego jedyne zajęcie. Pracuje także nad piątą odsłoną przygód Indiany.

Zgodnie ze słowami reżysera, Harrison Ford raz jeszcze nałoży dobrze znaną fanom fedorę, złapie za swój bicz i wyruszy na kolejną, niezapomnianą przygodę. Z tą różnicą, że będzie to już jego ostatnia podróż.

„To będzie ostatni Indiana Jones Harrisona Forda, jestem tego dość pewien, jednak seria z pewnością będzie kontynuowana.” – wspomina reżyser w rozmowie z „The Sun”.

W 2018 roku Harrison Ford kończy 76 lat, co oznacza, że w momencie premiery piątej odsłony przygód Indiany będzie się zbliżał do 80-siątki. Od ostatniego filmu z serii,  „Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki”, minęła dekada. Czas więc odejść, zrobić miejsce dla świeżej krwi.  

Wielu w kolejnym filmie widziało by Chrisa Pratta, który wcielał się już w podobne role: polował na dinozaury, bronił galaktyki czy małego miasteczka przed najazdem bandytów. Nie ma tam może zaginionych świątyń i artefaktów, jednak łatwo wyobrazić sobie tego aktora jako kolejne wcielenie Indiany.

Nie ma nic złego w tym, żeby kolejny Indiana Jones była kobietą

Reżyser zapytany o możliwość obsadzenia w głównej roli kolejnego filmu z serii kobiety stwierdził, że nie ma nic przeciwko temu.

„Musielibyśmy zmienić imię z Jones na Joan, ale na pewno nie byłoby w tym nic złego.”

Teoretycznie dlaczego by nie, jednak z drugiej strony nowa postać mogłaby stanowić pewnego rodzaju konkurencję dla przygód Lary Croft, no chyba, że tam pani Croft ustąpiłaby miejsca swojemu ojcu, a twórcy zabraliby nas w podróż w czasie.

Joan czy Jones, zmiany nigdy nie są łatwe, jednak często bardzo opłacalne. Gdy David Craig miał wcielić się w kultową postać Jamesa Bonda pojawiło się wiele głosów niezadowolenia spowodowanych m.in. blond włosami aktora. Ostatecznie powiew świeżości wyszedł Agentowi 007 na dobre, a koleje filmy ściągnęły do kin rzesze fanów.


Autor: Patryk Wolny