Historia Białego Królika

Biały królik zatacza koło, na powrót wracając do swojej ponurej nory, jeszcze bardziej narkotycznej i szalonej niż u Lewisa Carroll – pisze Patryk Wolny.

Kilkanaście dni temu, dokładnie 15 lutego, Disney pokazał światu kolejny zwiastun nadchodzącej wielkimi krokami Alicji po drugiej stronie lustra (premiera już w maju). Pierwsza Alicja Burtona porwała mnie z miejsca. Lubię ten specyficzny styl reżysera, straszny, szalony, często groteskowy. Uważam, że Alicja Carrolla w tej konwencji pasuje idealnie. Dziś jednak to nie Alicja będzie głównym bohaterem, a towarzyszący jej biały królik.

Alice Through the Looking Glass Extended Spot:

Zwiastun mnie zachwycił, nie tylko dzięki dobrej, intrygującej realizacji, ale także ze względu na utwór, który został w nim wykorzystany. Jest to cover White Rabbit z 1967 zespołu Jefferson Airplane, wykonany przez Pink specjalnie na potrzebny tego materiału. W moim odczuciu połączenie tych dwóch motywów (utwór był inspirowany prozą Carrolla) daje znakomity efekt końcowy.

Przysłuchując się uważniej Białemu Króliczkowi dostrzeżemy jednak, że nie są to jedynie słowa oparte na prozie, ale także ukryty przekaz nawiązujący silnie do doświadczeń psychodelicznych, eksperymentów z narkotykami halucynogennymi. Utwór był jednym z pierwszych, któremu udało się przebić przez cenzurę (Ameryka, lata 60.), by przemycić odniesienia odnośnie psychodelików wprost do stacji radiowych i niewątpliwie odcisnął się w sposób znaczący na ówczesnej kulturze.

White Rabbit nadal ma swój urok, pomimo że pojawiły się dziesiątki coverów, a sam motyw już kilkukrotnie wykorzystany został na dużym ekranie. Pojawił się w takich filmach jak: Resident Evil: Zagłada, Sucker Punch, Alicja w krainie czarów, czy American Hustle, gdzie został wykonany w wersji arabskiej. Dla mnie jednak biały królik już na zawsze pozostanie nierozerwalnie związany z Doktorem Gonzo i prozą Huntera S. Thompsona.

Biały Królik na ostro

– Dawaj jeszcze raz! – krzyczał. – Tak głośno, jak tylko ten złom da radę! A jak dojdzie do tego zajebistego momentu, gdzie królik odgryza sobie łeb, wieprz radio do wanny!

Hunter S. Thompson, autor Lęku i odrazy w Las Vegas, z której to książki pochodzi cytowany fragment, był mocno związany z twórczością Jefferson Airplane, był także ich przyjacielem. Wielokrotnie odwiedzał zespół podczas pracy nad albumem Surrealistic Pillow. Dlatego nie powinno nikogo dziwić, że utwór z tego albumu towarzyszył Thompsonowi podczas jego pracy i pojawia się w jego reportażach.

Scena opisana w książce, a później odegrana w filmie Las Vegas Parano reżyserii Terrego Gilliama przez Johnnego Deppa (Raoul Duke, alter ego Thompsona) oraz znakomitego Benicio Del Toro (Dr Gonzo) zapada w pamięć i powraca za każdym razem, gdy tylko usłyszę, jak biały królik odgryza sobie głowę. Gonzo w wykonaniu Thompsona w serii Fear and Loathing to prawdziwa psychodeliczna podróż pełna narkotyków i problemów Ameryki lat 60.

Fear and Loathing in Las Vegas: White Rabbit scene

Podróż, którą warto znać, bo wbrew pozorom ma dużo więcej do przekazania niż otumaniający ciąg nieustającego ćpania. Film Las Vegas Parano trafił do Polski na długo przed książką i co wielce smuci, przez znaczną część publiczności został odebrany jako swego rodzaju manifest narkotyczny. Nawet polski tytuł został pozbawiony części przekazu: Fear and Loathing, czyli strach i obrzydzenie w pogoni za amerykańskim snem zmieniono na zwykłe parano, co ze słownikową definicją tego słowo, wygląda jak głupi, nieśmieszny żart.

Pokuszę się o stwierdzenie, że nie ma nic bardziej Gonzo, niż sam Dr Gonzo proszący o usmażenie go w wannie z użyciem radia, które rozkręcone na cały regulator będzie wypluwać z siebie kolejne wersy Białego Królika, podczas gdy on rzuca się niczym ryba w narkotycznym cugu. White Rabbit ze względu na swoje psychodeliczne brzmienie dobrze pasuje do filmów Burtona o Alicji czy obrazu Sucker Punch, jednak to Las Vegas i Ameryka lat 60. są jego prawdziwym domem. Wspólnie opowiadają historię upadku ery dzieci kwiatów, pogoni za amerykańskim snem.

Biały Królik opowie wam historię…

Wreszcie na zakończenie, za słowami Huntera S. Thompsona:

– Od lat spieram się, twierdząc że muzyka to Nowa Literatura, że Dylan to odpowiedz lat 60. na Hemingwaya.

Dobrze dobrana muzyka potrafi wnieść film na wyższy poziom, opowiedzieć swoją własną historię, której często bohaterowie nie mogą lub nie powinni sami przytaczać. Takie utwory zapadają w pamięć, wgryzają się gdzieś głęboko i nie pozwalają o sobie zapomnieć. Podróż z Białym Królikiem u boku podsumuję słowami samego Doktora Gonzo:

– Jeden strzał tego towaru zamieniłby cię w coś z encyklopedii medycznej.

Autor | Patryk Wolny