- REKLAMA -

Zbigniew Krzyszkowiak nigdy nie miał łatwo. W każdym biegu na jego drodze pojawiały się przeszkody. Medal Igrzysk Olimpijskich mógł już zdobyć w Melbourne w 1956 roku.

*

KARIERA Z PRZESZKODAMI.

Zbigniew Krzyszkowiak urodził się 3 sierpnia 1929 roku. Był wybitnym lekkoatletą, ale także wielkim… pechowcem. W dzieciństwie przebyta choroba sprawiła, że nie mógł nawet chodzić. Potem, mając 18 lat, przeszedł tyfus, lecz nawet to nie zdołało go złamać. W 1952 roku trafił do kadry narodowej, jednak z powodu swojego pochodzenia (jego ojciec był urzędnikiem, a rywal pochodził z rodziny robotniczej), pojechał na igrzyska dopiero 4 lata później.

Podczas przygotowań do imprezy na Krzyszkowiaka czekały kolejne przeszkody. Biegacz zmagał się z kontuzją pachwiny, zapaleniem ucha, a potem zapaleniem płuc. Dolegliwości przykuły zawodnika do szpitalnego łóżka aż na sześć tygodni. Ostatecznie udało mu się wyzdrowieć.

W Melbourne 1956 pech dalej zdawał się  go nie opuszczać. W biegu na 10 kilometrów zajął 4. miejsce, a gdy poszedł pogratulować swojemu rywalowi – Władimirowi Kucowi, ten przez przypadek nadepnął go na stopę kolcem. Ta zaczęła krwawić.

Następnego dnia biegacz został pogryziony przez bezpańskiego psa błąkającego się po wiosce olimpijskiej. Apogeum nieszczęścia przypadło na dzień startu w biegu na 3 kilometry z… przeszkodami. Amerykanin Jones potknął się i potrącił Polak, a ten upadł na żużel. Krzyszkowiak zdołał się pozbierać i nawet zakwalifikować do finału, jednak w miejsce ran wdało się zakażenie, a następnego dnia pojawiała się gorączka i biegacz musiał pożegnać się z medalem olimpijskim.

Pech opuścił go jednak cztery lata później. Na Igrzyskach Olimpijskich w Rzymie w 1960 roku zdobył złoto właśnie w biegu na 3 kilometry z przeszkodami.


Zobacz też: KOLEŻEŃSKI SIDŁO (odc. 2)
TAJEMNICA WALASIEWICZ (odc. 1)


Autor: Oliwia Stasiak
Zdjęcia: Wikipedia