Improwizacje #1 w Capitolu Agaty Dudy-Gracz

Na sam dźwięk nazwiska Agata Duda-Gracz jednym włos się jeży na głowie, inni ze świętym oburzeniem przewracają oczami, a jeszcze inni nie mogą wyjść z podziwu. Jej autorski projekt Improwizacje budzi, więc gorące emocje zarówno wśród aktorów zaproszonych do udziału, jak i wśród widzów. W miniony poniedziałek wybuchły pierwsze oklaski na Scenie Ciśnień w Capitolu.

O cyklu Improwizacje wiem od kilku miesięcy. Jestem całym sercem w tym wydarzeniu. A jest ono niezwykłe. Bo niby jest w nim kreatywna pani reżyser, ale niewiele jest wyreżyserowane. Ustawiona jest scenografia i światła. Aktorzy na godzinę przed wyjściem na scenę otrzymują listy z zadaniami i opisem relacji, jakie ich łączą z poszczególnymi postaciami. W pierwszym secie do Wrocławia przyjechali aktorzy różnych szkół, teatrów, z różnymi doświadczeniami i w różnym wieku. Jedna rzecz ich połączyła. Wizja Dudy-Gracz. Zaczęła dość klasycznie, bo pierwsze Improwizacje oparła na „Trzech siostrach” Czechowa. Chciała by na scenie wespół stanęli właśnie w takiej konfiguracji: Dorota Pomykała – Olga, Mirosław Baka – Wierszynin, Dominika Bednarczyk – Masza, Agnieszka Grochowska – Natasza, Anna Smołowik – Irina i jeden, ale jakże wyśmienity muzyk – Piotr Dziubek – Narrator – Pomniejszacz. A oni stanęli. Niemal nadzy. Bez peruk, pudru, kostiumu. Bez pamięciowego opanowania tekstu, bez wyreżyserowanych kroków. Bez szczegółowo scharakteryzowanych cech postaci, którymi mieli się stać na ten krótki czas improwizacji. Kiedy pierwszy raz zapytałam Agaty, co tam może się wydarzyć, powiedziała, że wszystko. I ja jej zaufałam. Zamknęłam się z myślami w ciasnej przestrzeni sceny. Jedna tylko rzecz nie dawała mi spokoju. Czerwony kapelusz, który miałam na głowie. Przez niego trudniej było mi oglądać szermierkę słowną i emocjonalną.  Nie, kapelusz nie był za mały. On był znakiem. Sygnałem, symbolem odrębności. Odrębność polegała na tym, że ja znałam wszystkie listy reżyser z zadaniami do wykonania, zanim poznali je improwizujący aktorzy. Dlaczego ja? Taki pomysł pojawił się dzień przed improwizacjami i wpisze się w nie na stałe. Na kolejnych improwizacjach wśród publiczności również pojawi się osoba, która będzie znała wszystkie listy. Zostanie wybrana drogą konkursu, który niebawem zostanie ogłoszony.

Duda-Gracz zamknęła na scenie białą taśmogranicą aktorów z najwyższej półki. Nie celebrytów, lecz ludzi o znakomitym warsztacie. Znajomości technik aktorskich. Umiejętności wchodzenia w role mocno i bezbolesnego z niej wychodzenia. Fakt, ich zadania były trudne. Mieli tylko godzinę na zapoznanie się z nimi i zapamiętanie wskazówek. Weszli na scenę i już się działo. Już duch teatru unosił się nad deskami. Światła zmieniały kolory od żółtego, poprzez czerwony, aż do niebieskiego. Zmieniały się emocje. Muzyka pojawiała się delikatnie, lecz dotkliwie wkradała w sam środek wydarzeń. To tam pierwszy raz na scenie zobaczyłam Agnieszkę Grochowska, Dorotę Pomykałę i Dominikę Bednarczyk. Warsztat pozostałych podziwiałam już na innych scenach, w spektaklach oczywiście znakomicie wyreżyserowanych. W Capitolu zobaczyłam ułamek, jakąś cześć tego, co można widzieć w trakcie prób. Świeże, szczere, obnażone spojrzenia, relacje budowane po omacku, ale jak pięknie. I zobaczyłam w nich bardzo ciekawy team, z którego jakiś reżyser miałby niezły materiał do pracy, który wzięty w dobre ręce miałby wiele do zaoferowania. Zobaczyłam coś, czego, nie dane mi było wcześniej oglądać. Coś, co jest jednym z najciekawszych momentów w pracy aktora z reżyserem. Coś, co nie wychodzi poza teatr, ale jakże mocno jest teatrem właśnie. Coś, co nie jest dla oczu widza. A jednak widz z pazernością przyglądał się. Coś, co rozpala zmysły, co nie daje spokojnie oddychać, nie daje fałszywych nut. Improwizacje, to świadomość, że naprawdę wszystko może się zdarzyć. Burza w szklance wody. Tsunami z emocji.

Szkoda mi tylko, że nie byłam białą kartką wchodząc na widownię. Że aktorzy nie byli dla mnie czyści. Wiedziałam, jakie są założenia Agaty Dudy-Gracz i Tomasza Wesołowskiego, który napisał listy z ruchem scenicznym. I ta wiedza, na krótko, ale jednak odbierała mi świeżość widzenia. Wiedziałam, że Irina ma być samowarem, kiedy, usłyszy gwizdek, a Olga ma być szafą, kiedy usłyszy dzwonki. Wiedziałam, że Wierszynin może ruszać się tylko wtedy, kiedy jest cisza, a Masza ma imieniny. Że Wierszynin nie widzi Olgi i myśli, że umarła, że Natasza może ukraść szminkę czy lusterko i dlatego Irina ma ich pilnować. Że Masza jest zegarem i musi tykać w rytm swoich uczuć. Wiedziałam też dlaczego Natasza patrzy ze łzami przed siebie, że widzi tam Protopopowa w saniach. Jednakże improwizacja była tak głęboka, że nie tylko wiedziałam, ale też czułam. Jak Natasza tęskni za nim, jak go jej brak. Czułam, jak Masza kocha Wierszynina. Bolało, gdy Olga płakała po matce. Czułam, kiedy pożar opisany w listach szalał i jak duszno mi się robiło, gdy dom kurczył się za sprawą Narratora – Pomniejszacza.  Było to zupełnie niezwykłe spotkanie bowiem spotkały się tak różne osobowości i emocje, że nie sposób ich ogarnąć jedną miarą.

Na podobna dawkę wrażeń liczę już za miesiąc. W ostatni poniedziałek miesiąca – 23 lutego na Scenie Ciśnień zobaczymy Justynę Szafran, Katarzynę Borek, Zbigniewa Kaletę, Bartosza Topę i Tomasza Schuchardta.

Na razie w oczekiwaniu… zdradzę, jakie listy otrzymali aktorzy… warto przy okazji odświeżyć też „Trzy siostry”… o czym widzowie przed Improwizacją nie wiedzieli. Wiadomo jednak, że tylko ten jeden jedyny raz Improwizacja przygotowana była w oparciu o tekst. Kolejne 10 spotkań (z przerwą wakacyjną zakończonych, w styczniu 2016 roku) ma pokazywać Improwizacje na co raz to nowe sposoby. Zapowiada się niesamowita przygoda.

*

LISTY

Improwizacje 1 – Listy Agaty Dudy-Gracz

Improwizacje 1 – ruch sceniczny – Listy Tomasza Wesołowskiego

Zdjęcia | Marek Maziarz / BTW photographers