Ze smutkiem zawiadamiam, że dnia 25 stycznie AD 20016 w Teatrze Muzycznym Capitol zakończył się cykl Improwizacje powołany do życia przez Agatę Dudę-Gracz.

Ostatni będą pierwszymi. Kto się śmieje, ten się śmieje ostatni. Ostatni, co tak poloneza wodzi… Ostatni raz. Ostatni bastion. Ostatni gwizdek. Kto ostatni, ten gasi światło. W tym przedziwnym przedsięwzięciu, jakim były Improwizacje światło gasiła tylko jedna osoba. Za jej inicjatywą zapaliło się ono pierwszy i ostatni raz. Tym razem na deski Sceny Ciśnień zaprosiła aktorów-dyrektorów.  Zestaw ludzki kosmiczno-komiczny bawił publikę przez dobrą godzinę. Założeniem reżyserskim Agaty Dudy-Gracz było zbudowanie historii rodem z teatralnego bufetu, gdzie nad kotletem, ogórkową i herbatą z wkładką rozgrywa się prawdziwy teatr, nie taki ze sceny. W listach do postaci przemieszała więc wymyślone zdarzenia i własne doświadczenia z aktorami, dyrektorami, kompozytorami i behapowcami, akustykami i bufetowymi z teatrów całej Polski. I tak bufetowym został Igor Michalski, kompozytorem Paweł Passini, behapowcem Konrad Imiela, aktorem dramatycznym „robiącym w słowie” w zastępstwie za Krzysztofa Mieszkowskiego – Cezary Studniak, choreografem zaś Sebastian Majewski, a przygłuchym akustykiem Piotr Sieklucki.

Sprawy w swoje ręce wziął bufetowy.  A, że ciekawie mówił, to i dobrze się słuchało o tym, że sercem teatru jest bufet, że to tam przychodzi złachany rolą, a czasem prywatnym życiem aktor i narzeka, że żona mu walizki za próg wystawi, a czasem przyjdzie taki i zupełnie nic nie powie… tylko siedzi. Co kilka minut na scenie pojawiali się kolejni „bywalcy bufetu” same osobowości. Każdy miał coś do powiedzenia. Każdy dostał list. Każdy miał zadanie. Kompozytor, który już miał gotową do spektaklu muzykę siedział i się złościł na głuchego akustyka, ale muzyki nie puszczał, choć podobno gotowa. Bo on jest zawsze przygotowany, nie jak ten reżyser, co to  nie oddał jeszcze tekstu i aktor dramatyczny, co to robi w słowie, a póki co, to nie ma co grać. Nie ma co grać, tańczyć nie chce się nauczyć, a choreograf łazi i pląsa i dupę zawraca, bo taką ma pracę. Akustyk z racji głuchoty odpowiada na pytania skierowane nie do niego i wychodzi z tego kupa śmiechu. Wszyscy popijają z piersiówki bufetowego, tylko behapowiec wścieka się, że nie chcą mu powiedzieć, co w tej piersiówce jest, a on musi przecież w teatrze o bezpieczeństwo dbać. Bo jakby to było, gdyby ktoś nogę po pijaku złamał albo od tego ich palenia papierosów po kątach, garderobach i kulisach coś się zapaliło, to on przecież by beknął, a ten reżyser, czy każdy inny dupek przyjezdny, to pojedzie skąd przyjechał a on, behapowiec będzie tu gasił pożary.

W tej przekomicznej atmosferze wszyscy znakomicie się bawili. Widzowie ani na moment nie zostali opuszczeni. Jednak biorąc pod uwagę relacje miedzy postaciami, to można by się troszkę czepiać, że nie czujni na siebie, że nie grali do jednej bramki. Ale jak mówi sprawczyni tego całego zamieszania tu nie chodzi o ocenianie, o recenzowanie. Improwizacje miały pokazać kawałek aktorskiego warsztatu, trochę emocji i magii rodzącej się w sali prób. Ten wycinek pracy, który sprawia, że widz wychodzi z teatru oczarowany, dotknięty, wesoły i smutny. Ten moment czarodziejstwa, po który do teatru się przychodzi.

I jak to w życiu, coś się kończy, coś zaczyna. Improwizacji na Scenie Ciśnień już nie będzie. Będą za to publikowane rozmowy ze wszystkimi, którzy w Improwizacjach wystąpili. Polecam zatem naszą stronę Improwizacje.pl

Autor | Sabina Misakiewicz

 


Festiwal Dramatu STREFY KONTAKTU