- KARTKA Z KALENDARZA - 22 LIPCA -


- REKLAMA -

Wszystko jasne. Albo nawet jaśniejsze. Wciąż jeszcze tli się nadzieja na nowego mistrza. Chorwacja pokonała Anglię i awansowała do finału, w którym zmierzy się z drużyną Francji. Nie będzie „It’s coming home” w wykonaniu Anglików. 

Anglicy szybko wbili pierwszy nóż. Pierwszy i ostatni, bo trafili w tym spotkaniu tylko jedną bramkę. To był wymarzony początek długiej drogi do finału. Jednak Chorwaci też chcieli jechać tym pasem, więc swoją nogę próbował tam wcisnąć Ivan Perisić. Próbował i zrobił to. Przestawił Chorwację na gaz, a Anglię na hamulec.

 

Potem już poszło. Chorwaci dokonali czegoś niesamowitego. Zagrali swoją trzecią dogrywkę pod rząd. Ta jako pierwsza nie skończyła się rzutami karnymi.

Anglicy mogą teraz mieć pretensję do swoich przodków. Wszędzie pchali się z kolonializmem, handlem i rozwojem. Do tego stopnia, że to właśnie angielscy robotnicy w 1873 roku (przy okazji budowy fabryki w Rijece) zaprezentowali, czym jest piłka nożna i jakie są jej zasady. Że też nie pomyśleli o swoich potomkach, którzy w 2018 roku mogli przez to przegrać półfinał mistrzostw świata. Mogli przegrać i przegrali, bo nie docenili czarnego konia mundialu. Mają jednak jeszcze szanse na tytuł, bo są bardzo młodą drużynę i za 4 lata mogą być w finale.

Tak więc finał Francja – Chorwacja. Mecz o III miejsce Belgia – Anglia. Szansa na nowego mistrza wciąż się tli.


Autor: Oliwia Stasiak
Zdjęcia: Twitter, FIFA.com