Jacek Antczak „Adam Wójcik: Rzut bardzo osobisty”

To książka, na którą czekałem od dawna. Czytałem ją z zapartym tchem przypominając sobie poniekąd historię mojego życia. W jego tle zawsze był Adam Wójcik. Przypominałem sobie też tamten świat. Świat sprzed ery Internetu. I myślę, że był prostszy.

Recenzując taką książkę nie można tego zrobić w oderwaniu od siebie. Adam Wójcik to przecież nie tylko znakomity koszykarz. To taki polski Michael Jordan, którego gra sprawiała, że coraz więcej dzieciaków garnęło się do grania. Wiem co mówię, bo byłem wśród nich. Koszykarzem nie zostałem. Kontuzja. Udało się natomiast mojemu młodszemu koledze z Astorii Bydgoszcz – Filipowi Dylewiczowi. I o tym czym dla Dylewicza było zagranie w jednej drużynie z Wójcikiem jest też ta książka. Też. Bo w zależności od tego ile masz dzisiaj lat, możesz znaleźć tam dla siebie różne rzeczy. Mnie się w trakcie jej czytania przypomniało, że jak były jakiekolwiek mistrzostwa to nie było zmiłuj się, tylko wszyscy oglądali mecze i o tym następnego dnia rozmawiało się w szkole. Choćby miał to być hokej. Było łatwiej, bo programy były tylko dwa. Nie było internetu. Wolny czas spędzało się na podwórku. Chyba, że akurat były mistrzostwa, to wtedy na podwórku było pusto i wszyscy oglądali mecze. Na tym podwórku graliśmy w piłkę jako Wojtek Kowalczyk czy Andrzej Juskowiak, albo w koszykówkę jako Keith Williams czy Adam Wójcik. W koszykówkę. To może było zbyt duże słowo. Na początku lat 90-tych koszy było jak na lekarstwo. Obok podwórka był natomiast asfalt, garaże, a na każdym z nich zgodnie z przepisami wisiał numer rejestracyjny samochodu, który stał w środku, czy któremu garaż był przypisany (tego już dokładanie nie pamiętam). Wymyśliliśmy wtedy grę, która była połączeniem koszykówki z piłką ręczną. Trzeba było sobie w końcu jakoś radzić. Kozłowaliśmy więc normalnie, ale zamiast rzucać do kosza celowaliśmy po prostu w te tabliczki rejestracyjne. Oczywiście graliśmy piłką do nogi, bo nikomu się wtedy nie śniło, że można mieć własną piłkę do koszykówki. Te gumowe trafiły na dużą skalę do sprzedaży kilka lat później. O skórzanych nawet nie wspominam. Graliśmy chętnie i często… aż tabliczki się poluzowały i pospadały, a właściciele garaży zaczęli nas gonić. Na szczęście dzięki Jordanowi zrobił się boom na koszykówkę na całym świecie i na wielu podwórkach powieszono prawdziwe kosze. I się zaczęło!

Pozwoliłem sobie na tę małą osobista wycieczkę celowo. Bo to wszystko o czym napisałem przypominało mi się w trakcie czytania książki Jacka Antczaka. Czekałem na nią i byłem ciekawy jak jest napisana. Denerwowało mnie wręcz, że nie wiem jak jest jej forma. Jak mam się nastawić. Co ten Antczak tam rzeźbił przez tyle miesięcy. Czy bliżej jego książce będzie do wspomnień Wojciecha Kowalczyka w zabawnej opowieści „Kowal. Prawdziwa historia”,  która jest odpowiedzią na pytanie co jest w życiu najważniejsze; czy może bardziej pewnego rodzaju spowiedzią i opowieścią życia jak w przypadku Earvina „Magica” Johnsona i jego książki napisanej z Williamem Novakiem pt. „Moje życie”. Książka o Adamie Wójciku jest jeszcze inna. Jest swoistym reportażem z życia. Jacek Antczak jak na prawdziwego dziennikarza przystało rozpoczął wnikliwe śledztwo. Pomagał mu w tym główny podejrzany, czyli Adam Wójcik, ale czuć, że aby powstało te blisko 400 stron trzeba było się sporo namęczyć i zebrać mnóstwo materiału. Książki Jacka Antczaka nie da się właściwie zrecenzować, bo jest tak wielopłaszczyznowa, że w zależności od doświadczeń życiowych każdy może znaleźć w niej coś innego. Odnaleźć cząstkę siebie. Odnaleźć swój sposób widzenia koszykówki. Powrócą wspomnienia i krzykliwe nagłówki gazet. Z przedstawionego obrazu Adam Wójcik jawi się jako człowiek niezwykle skromny i pracowity. Ale też być może pechowy. Na pewno jednak jako człowiek, który dla wielu, nie tylko młodych może być inspiracją.

„Są gracze, którzy przychodzą i odchodzą, tacy którzy wędrują i wędrują, ale są i tacy, którzy na zawsze w nas pozostają. Adam Wójcik jest jednym z nich. […] Dzięki, Adam, że istniejesz.”

Autor | Daniel E. Groszewski