Mendini z Brodą

„Muszę lecieć, idę szyć eksponaty”, rozumiecie, „szyć eksponaty”! Jedni szyją w felietonach podczas libacji na skwerku, a inni, jak moja kulturalna przyjaciółka ma to szczęście, że pomaga artyście przygotowywać dzieła sztuki na wystawę. I to nie byle jaką, w prawdziwym muzeum. Nowoczesnym, współczesnym, ale jednak muzeum. Ba, nie tylko szyje, ale i z bólem serca oddaje artyście przedłużacze elektryczne, czy inne rozdzielniki, żeby taki na przykład Byk Pikasa, (Dzielnice Wrocławia, nie poprawiać artysty – przyp. JA) miał odpowiednie nozdrza. Albo swoje zielone crocksy, żeby Frida Kahlo miała na swoim słynnym autoportrecie odpowiednie liści w tle. Nie wspominając już o druciakach do naczyń, bez których Vincent wan Gog (nadal nie poprawiać!) nie stworzyłby słoneczników, przynajmniej w wersji wrocławskiej Anno Domini 2014.

Admiratorem twórczości Tomasza Brody jestem od zawsze. No może od czasu, gdy pokazał światu, że nobliwą wrocławską katedrę można zrobić z dziecięcych rajstop a „gębę” Stanisława Tyma z parówki, dwóch połamanych grzebieni i pogryzionej bułki. Tomek ma swój niepowtarzalny styl, wyobraźnię, hmm… użytkową i poczucie humoru. Gdyby tylko nie patrzył z takim pożądaniem na moje ulubione rękawiczki, nie zabierał małżonce i córce wszelkich sprzętów użytku domowego i części garderoby. Strach pewnie zmywać czy odkurzać przy takim artyście. Dzięki niemu rozwiązana została przecież rozwiązana jedna z największych tajemnic wszech świata – gdzie znikają skarpetki.

broda1

Może znajdziecie je na wystawie ” Od Rubęsa do Pikasa, czyli zrób sobie arcydzieło” w Muzeum Współczesnym Wrocław. Naprawdę warto. Podobnie jak warto się udać do Muzeum Architektury i Galerii Neon w Akademii Sztuk Pięknych. Tam można sobie posiedzieć na eksponacie. Na fotelu Prousta,

broda2

arcydziele współczesnego designu. Co ja piszę, na fotelach, bo jest ich kilkanaście plus kilkadziesiąt małych, ceramicznych, znaczy nieprzysiadalnych. Można też sobie kupić eksponaty w sklepiku muzeum a potem sobie nimi otworzyć wino i wypić za zdrowie ich twórcy. Są korkociągi za 160 zeta, są i za 800. A wypić wypada, bo choć Alessandro Mendini trzyma się świetnie, to jednak ma już 83 lata. I poza legendarnymi fotelami czy zegarkami Swatcha „sam sobie zrobił” muzeum. Ba, kilka muzeów. I metro. Taki designer, taki architekt. Niestety, a może na szczęście, Wrocławiowi nie sprezentował projektu muzeum (mamy swoje bunkry) czy jakiegoś przystanku dla tramwajowej Skody. Za to zostawi nam 7-metrowego kolorowego Arlekina. Jak znam życie, to na jakiejś kolejnej wystawie Tomek Broda pokaże nam jak zrobić sobie własnego Mendiniego, z nosem z jego własnego korkociągu.

Autor | Jacek Antczak