Jacek Antczak: Libacja na skwerku #14

Rzecz o „Reporterce. Rozmowach z Hanną Krall”.

564 pytania

Hanna Krall zapytała: „Panie Jacku, ile pytań mi zadano? Milion? Pięćdziesiąt tysięcy?” Policzyłem. Zrobiłem „reporterską statystykę”, choć ten zwrot jest jakąś sprzecznością samą w sobie. W „Reporterce. Rozmowach z Hanną Krall” są więc 564 pytania. A odpowiedzi tak naprawdę 565, bo pierwsze pytanie nie pada. A właściwie pada, nawet kilka, tyle, że Hanna Krall zadaje je sama sobie. „Co ja w życiu zrobiłam? Wychodzi na to, że chyba go nie zmarnowałam. Zapisywałam to, co powinno być zapisane, co było godne, o czym należało zawiadomić świat”.

Pytań do Hanny Krall padało przez ostatnie 40 lat zresztą nieco więcej, na oko około 7-8 tysięcy (rany, znowu ta statystyka, która absolutnie nic nikomu nie powie i sensu w niej brak). W książce 564 z tych tysięcy, albo jak wydawało się Hannie Krall, milionów pytań, zadają je reporterce 82 osoby.

Dobrze, bardzo dobrze, zapamiętali te spotkania i te rozmowy. I opowiedzieli m o nich.

***

Michał Nalewski, redaktor działu literatury polskiej wydawnictwa Prószyński i S-ka powiedział:

„Uważność w obserwowaniu świata łączy się z uważnością w przeżywaniu życia. I to jest taka rzecz, której się człowiek zwykle uczy za późno” – Te dwa zdania i wiele innych z mojej rozmowy z Hanną Krall stały się dla mnie mottem życiowym i zawodowym. Miałem 26 lat i przez pół roku starałem się o rozmowę z Hanną Krall. Gościłem u niej w domu, a po wywiadzie przez dwa dni milczałem. Nie wiem dlaczego. Jej słowa, to jak je waży, wypowiedziane zdania, w których ociera się o coś nieuchwytnego, tak na mnie zadziałały. Dzięki tej wielkiej reporterce, dzięki tej jednej rozmowie, pierwszej w życiu, którą przeprowadzałem dla Newsweeka, gdzie wówczas pracowałem, nauczyłem się robić wywiady.

Na prośbę Hanny Krall przysłałem jej zapis faksem do autoryzacji, pani Hanna przeczytała i zaprosiła mnie do siebie po raz kolejny. Czekał na mnie niemiłosiernie pokreślony wydruk, na dodatek polany kawą, za co reporterka mnie przepraszała. Powiedziałem, że nie szkodzi i do dziś mam rozmowę w szufladzie i traktuję jako swego rodzaju relikwię, dzięki której wiem jak powinno się rozmawiać z ludźmi i że na przykład nie wolno zadawać pytań ludziom zawróconym od komory gazowej.

***

Mariusz Szczygieł, reporter, napisał:

Hanna Krall najpierw mi powiedziała, że piszę tak, jak się pisało dwadzieścia lat temu. Co więcej – tak jak ona pisała dwadzieścia lat temu. I że to trzeba natychmiast zmienić. Że świat toczy się już w innym tempie, więc i pisać trzeba w innym (styczeń 1990).

Zaraz potem powiedziała, że każde zdanie w moim reportażu trzeba napisać na nowo. (…) Potem powiedziała, że reporter ma zrozumieć. Nie usprawiedliwiać, nie bronić, nie oskarżać, nie osądzać, ale – zrozumieć.

Potem powiedziała, że za dużo u mnie chichotu, za mało współczucia.(…)

Potem (wreszcie!) powiedziała, że powinienem pisać właśnie tak, jak piszę.

Ostatnio nic nie powiedziała, tylko spytała, i to SMS-em: „Wiem, że już Pan czytał Reporterkę, chyba Pana (i Wojtka T.) nie skompromituję?”.

Napisałem: „Chyba”.

Odpisała: „Nie podoba mi się ta dwuznaczna lakoniczność”.

Pani Haniu, a kto mnie uczył, że każde zdanie „ma być szybciej”?

***

Anna Sekudowicz, reporterka Polskiego Radia Katowice, powiedziała:

„Siedzisz tu, gdzie zawsze siadał Kieślowski”, „Zobacz na wróble za oknem”, „Czemu robisz taką dziwną minę?” „Jakbyś się zachowała w takiej sytuacji, zaryzykowałabyś życie własnych dzieci?” – nigdy nie zapomnę tych pytań, jakie Hanna Krall mi zadawała.

Spotykałyśmy się przez dwa lata w domu reporterki. Broniła się, ale w końcu zgodziła. Przyjeżdżałam z Katowic i ją nagrywałam. Powstał 38-minutowy reportaż, ale zachowałam w archiwum kilkanaście godzin naszych rozmów. „Głośniej” ma formę monologu pani Hanny, moich pytań nie ma, choć czasem je zadawałam. Słychać to, ponieważ pani Hanna często się do mnie zwraca, przepytuje, komentuje… Dzięki temu reportaż nabrał szerszego wymiaru, dialogu nie ze mną, lecz ze słuchaczem. W reportażu prasowym można oddać wiele, ale w radiowym jest jeszcze coś, co się dzieje „między słowami”, między ciszą a głosem. Są emocje, ironia, czasem drżenie głosu albo dystansowanie się, charakterystyczna intonacja i brzmienie głosu Hanny Krall. Nagrywałam reporterkę w różnych sytuacjach, gdy była w świetnym nastroju albo melancholijna, raz była dowcipna, innym razem smutna lub zirytowana i wtedy prosiła, żebym jej nie męczyła, bo „po co to”, na pewno nikogo nie zainteresują jej opowieści… Zaprotestowałam, opowiada niesamowicie. Kiedyś powiedziała mi, że ona się do radia nie nadaje, bo słyszy swój głos, i dlatego, że sepleni. Zachowałam tą wypowiedź w reportażu. „Wytnij to” powiedziała Hanna Krall. Nie chciałam. Przekonałam ją. Zostało. To było jedno z najważniejszych przeżyć w moim życiu zawodowym. A z Hanną Krall spotykamy się nadal.

Posłuchajcie tego reportażu. Posłuchajcie głośniej:

http://www.polskieradio.pl/9/396/Artykul/363010,Glosniej-reportaz-Anny-Sekudewicz-o-Hannie-Krall

Autor | Jacek Antczak

 

Zobacz: Jacek Antczak: „Reporterka. Rozmowy z Hanną Krall”