PAMIĘTAM, ŻE…

„Pamiętam, że nie mogłem zrozumieć, dlaczego ludzie po drugiej stronie świata nie spadają” – napisał 45 lat temu amerykański artysta i ekscentryk Joe Brainard. I dodał jeszcze jakieś tysiąc pięćset takich akapitów, zapisków, fragmentów, spostrzeżeń. A każde z tych zdań zaczynało się od „I Remember…”. Breinard pamiętał o sprawach głośnych w swojej epoce – najpierw bitników, potem dzieci kwiatów. I pamiętał o swoich codziennych, zwykłych odkryciach czy obserwacjach. „Pamiętam aparaty ortodontyczne oraz to, że w pewnym momencie w szkole stały się oznaką prestiżu” – pisał w roku 1969. Zupełnie jak dziś, o czym się nie pamięta. Jego prosty pomysł na autobiografię, pokazującą meandry pamięci, był genialny. Dlatego stał się inspiracją do powstania dziesiątek książek opartym na tym fantastycznym pisarskim patencie.

Dzięki pomysłowi Karola Pęcherza i jego niezmordowanej ekipy z Fundacji Tymoteusza Karpowicza, Wrocław też będzie miał swój „I Remember…”. Ale to ma być zapis pamięci zbiorowej wrocławian.

Pamiętałem, że książka ma ukazać się już w grudniu i jeżeli chce się swoją pamięć uwiecznić trzeba było zgłosić trzy swoje propozycje i wypełnić formularz do soboty. Termin się przedłużył, tak jak Komisja Wyborcza przedłużyły ogłoszenie wyniku wyborów. Mogę więc jeszcze napisać, po bożemu, niechronologicznie…:

Pamiętam, że Steven Spielberg już 10 lat temu był na pierogach we wrocławskim barze Bazylia, więc nie ma się, co podniecać, tym, że tym razem spaceruje sobie po Nadodrzu i Mierniczej wraz z Tomem Hanksem.

Pamiętam, że w 1992 roku po koncercie w klubie Indeks przy Szewskiej, Maciej Zembaty ugotował dwa gary hinduskiego jedzenia, chodził po Kredce i ściągał do swojego pokoju gościnnego wrocławskich studentów. I urządził imprezę, której uczestnicy pamiętają, że… niewiele pamiętają. To przez to jedzenie. I używki.

Pamiętam, że w 1990 roku wrocławscy kulturoznawcy mieli ćwiczenia z socjologii z dobrze zapowiadającym się filozofem o nazwisku Bogdan Zdrojewski. Opowiadał im o kosmosie, czyli „chwytach socjotechnicznych” stosowanych przez polityków w Ameryce. Miesiąc po wpisaniu zaliczeń został prezydentem Wrocławia.

Pamiętam, że, w lipcu 1997 roku kolega w ostatniej chwili ewakuował samochód spod swojego bloku na Kozanowie. I zaparkował na podwórku przy Podwalu. Dzięki temu jego wóz zatonął trzy godziny później.

Pamiętam, że na egzaminie z historii kultury zadano mi pytanie, kto wymyślił asfalt, że wykłady z ekonomii socjalizmu odbywały się w sali Nehringa, a egzamin odwołano tydzień przed terminem, bo właśnie definitywnie zlikwidowano w Europie socjalizm. Ale pamiętam, że ci, którzy ukończyli studia w 1993, 4 czy nawet 5 roku na każdej stronie indeksu mają pamiątkową pieczątkę, zaświadczającą, że studiowali we Wrocławiu na Uniwersytecie Bolesława Bieruta.

Pamiętam, że propozycje miały być tylko trzy, a „Libacja na skwerku” nie powinna przekraczać 2000 znaków, no cóż…

Autor | Jacek Antczak