MIASTO WYBRAŁO. SKOCZYLASÓW.

Uwielbiam to miasto, naprawdę. Mamy świetny PR, a jeśli chodzi o kulturę to moim zdaniem, nawet zasłużony. Ale i tak ciągle nam mało. Chcemy mieć najlepszą „jakość życia”, najwięcej ścieżek rowerowych, śpiewać najlepsze piosenki, a i metrem byśmy nie pogardzili. Dlatego nawet w wyborach samorządowych, których absurdalnym przebiegiem interesował się tym razem naprawdę cały kraj, też musieliśmy być pierwsi. To znaczy ostatni. Na Dolnym Śląsku głosy (zwłaszcza te ważne, czyli nieważne) liczono najdłużej, bo gdzieś we Wrocławiu ktoś się pomylił, wpisując Skoczylasa na dwie różne listy. Komedia omyłek, mało zresztą szekespirowska, gdzie nikt nie jest tym na kogo się głosuje.

I to na naszą dużą wrocławską dzielnię (dzielenia, mnożenia głosów), znów patrzyła cała Polska, bo przecież tu w Stolicy Kultury Wszech Świata decydowało się, czy w całym kraju wygra PIS czy może jednak PO. Jak się w końcu okazało, wygrały obie partie. Niemożliwe? W Polsce wszystko jest możliwe, a już szczególnie w mieście spotkań, lub jak kiedyś bezskutecznie próbowano je nazwać „Wrocławiu mieście z klasą…”. „…Robotniczą”, dopisywano do tego hasła, nie tylko w dzielnicy Fabryczna.

A ponieważ tu niemożliwe staje się możliwe nie tylko w spektaklach Lupy, tylko tu będzie w Radzie Miejskiej dwóch Jerzych Skoczylasów, obu wybranych z okręgu nr 1. Tyle, że jeden jest z Elity, a drugi z Ołbina. Skoczylasi (Skoczylasowie?) mogliby nawet rodowo nazywać się jak kot prezydenta Dutkiewicza – „Popis”. Ciekawe, czy będą szefowali Komisji Kultury w duecie, czy może Jerzy Skoczylas będzie zastępcą Jerzego Skoczylasa lub odwrotnie?

Co prawda ten pierwszy, nazwijmy go Skoczylas nr 1, elitarny, pełen kultury gość o nienagannych manierach, niedawno został podsłuchany, gdy ponoć szepnął do innej radnej swojskie „spier…j”. No cóż, zdarza się. Wszak nie każdemu, proszę państwa, staje… (cytat z marszałka Józefa Zycha z PSL, trzeciej partii, która wygrała wybory)… cierpliwości.

Jerzego Skoczylasa nr 2, niestety, nie znam i nie wiem czy zabłyśnie satyrycznie, ale wierzę, że jest Prawy i Sprawiedliwy więc na Golgotę Picnik by się wybrał. Na Golgotę rano, na piknik wieczorem. Fajnie by było, żeby był radnym kulturalnym, a najlepiej żeby wszyscy wrocławscy radni tacy byli. To znaczy kulturalni, a nie żeby nazywali się Skoczylas.

Pożyjemy, pogłosują, zobaczymy. Bo na razie te nasze wybory są trochę jak takie miauczenie psa. O kulturę polityczną, kulturę społeczną, czy też po prostu codzienną, bezprzymiotnikową. Bo jak niedawno napisał słusznie Jerzy Skoczylas, ten z nr. 1:

„Szczeka kot, miauczy pies, ćwierka lis,
Na głowie wszystko staje.
Miesza się wokół dobro i zło,
Tanieją obyczaje.
Mędrzec kelnerem, panem buc,
Profesor indolentem.
Autorytetem prostak lub klaun,
Podrywacz impotentem.
Jak się odnaleźć w tej paranoi ?
I w jaki sposób tutaj żyć ?
Gdy bałwochwalców chór przekonuje:
Że tak musi być !”

Musi?

Autor | Jacek Antczak