Aplikacja Krajewskiego

Mój ulubiony wrocławski „kryminalista” kilka lat temu stanął przed bardzo życiowym problemem dotykających ludzi twórczych. Ludzi wolnych, którym czas mija za szybko. Stwierdził, nie bez racji, że doba ma 24 godziny i warto by było sobie ją tak podzielić, żeby miał zarówno czas nad poszukiwanie morderców (wraz z Eberhardem Mockiem), jak i pobieganie, posłuchanie muzyki, poczytanie książki, pooglądanie meczu ukochanego piłkarskiego Śląska Wrocław, sprawy rodzinne, spotkania z przyjaciółmi itd, itp, itd. Słowem, na pełnię życia. Wszak pisarze też je mają.

Jak wspominał niedawno ten oryginalny autor, nazywający się z uporem godnym Popielskiego, pisarzem klasy B, postąpił więc… standardowo: „Uznałem czas za linię ciągłą i pociąłem ją jak od siekiery na cztery odcinki: A. śniadanie i czynności poranne (bieganie, zdrowie, higiena); B. praca (z przerwą na kawę i drugie śniadanie); C. obiad i czynności codzienne (sprawy rodzinne i domowe); D. kolacja i odpoczynek (lektura, słuchanie muzyki etc.)”.

Niestety, świat nie chciał podporządkować się takim pomysłom i zsyłał deszcz „w czasie na jogging” (swoją drogą, co to za przeszkoda, panie Marku, niech pan nie przesadza) czy sprawiał, że w sąsiada wcielał się demon designera z wiertarką w momencie, gdy autor włączał płytę z ulubionymi kawałkami. Pisarz wpadał wtedy w gniew (pardon, gniew to akurat Miłoszewski), no to powiedzmy we frustrację.

I pewnego razu wpadł na genialny pomysł. Dostosował się do świata. Zamontował w swoim smartfonie aplikację. Taką, która pozwoliła mu nie wadzić się ze światem, lecz się do niego dostosować. Wieczorami ustawia sobie ten multitimer na przykład w takiej konfiguracji: „A. śniadanie i czynności poranne (bieganie, zdrowie) – 2 godz. B. praca z przerwą na kawę i śniadanie – 8 godz. C. obiad i sprawy domowe – 4 godz.; D. kolacja, lektura, słuchanie muzyki – 2 godz.”. Gdy autor „Władcy liczb” pracuje nad kolejną książką a zadzwoni telefon od kogoś z rodziny, wyłącza minutnik B (praca) i uruchamia minutnik C („sprawy rodzinne”). Po rozmowie wraca do B, a C wyłącza. Kiedy idzie pobiegać uruchamia A („zdrowie”) itd, itp.

Nie chciało mi się wierzyć, ale pisarz, gdy przeprowadzałem z nim wywiad, zapewniał, że to działa. Ba, gdy zapytałem, czy nasza rozmowa będzie zaliczona w pliku A, B, C czy D, przyznał, że nie wyłączył „pracy”, ale obiecał to odnotować. Cóż, wiem, że rozmowa z reporterem to często punkt E („męczarnie”), ale mam nadzieję, że nie trafiłem do takiego pliku albo, że nie ma go w aplikacji, która, jak przyznał Marek, nie jest zbyt subtelna.

Każdy, kto czyta kryminały Marka Krajewskiego zna jego zamiłowanie do matematyki, kabalistyki, logiki i w ogóle nauk wszelakich. Lubię jego książki i ich autora, u którego imponuje mi warsztat, sprawność pisarska, zamiłowanie do detalu i parę innych zalet tej klasycznej już prozy kryminalnej, o których recenzenci już wielokrotnie się rozpisywali. No to może już czas, poradzić sobie z czasem korzystając z „aplikacji Krajewskiego”? Aplikacji życia? Aplikacji pisania, biegania, czytania i przerwy na 10 kaw (to mój przypadek)? Czy raczej lepiej dać jednak czasowi czas, jak śpiewał Stachura? Muszę sprawdzić w ustawieniach aplikacji, czy jest taka opcja.

Autor | Jacek Antczak