Book z tobą? Ale wiocha.

19 milionów Polaków nie przeczytało w ubiegłym roku nawet fragmentu książki. To jedna z konkluzji raportu o czytelnictwie przygotowanym przez Bibliotekę Narodową.

Hmm, gdyby, któryś z tych milionów, zaplątał się na mój skwerek, wypadałoby zacząć dzisiejszą książkową libację od wyjaśnienia niezrozumiałych słów w powyższym zdaniu. Otóż słowo „biblioteka”

biblioteka

oznacza takie coś, jak wypożyczalnia blu-rayów, tylko, że tam są książki. Na wszelki wypadek dodajmy, że słowo „książka”, to tak jakby podzielić fejsa na pół, to ta druga połówka, oznacza książkę. Taki Book. Stąd Bookcrossing, Audiobook, czy na przykład wydawnictwo Bukowy Las. I stąd book z nami, a raczej bez nas.

Nic dziwnego, że nie mogę napisać, że jedna z gazet „opublikowała” na swoim portalu raport z tych badań. Ona go pokazała. Za pomocą filmiku YouTube, w takiej, wiecie, „prezentacji projektu”. Wiecie, wiecie. Bo co to jest YouTube, prezentacja, a zwłaszcza projekt/event, wie każdy z tych 19 milionów Polaków, założymy się? Prezentacji nie będzie już na maturze z polskiego. Wracamy do średniowiecza?

Gazeta, którą oczywiście znajdziesz na Twitterze, Google+ i Instagramie (trzy wiedźmy początku XXI wieku?) oraz rzecz jasna na Facebooku, przytacza różne mniej lub bardziej przerażające dane o czytelnictwie, okraszając to przyjemną muzyczką. Na przykład, że co czwarty student nie zmierzył się w ostatnim roku z żadną lekturą w całości. Fakt, widziałam popłoch w oczach wielu studentów, gdy zaproponowałem im jedną (słownie jedną) książkę do przeczytania w czasie semestru. Przyznaję, miała 400 stron. Teraz rozumiem, jestem humanistycznym faszystą.

Ciekawe, że pięć i pół miliona Polaków nie ma w domu ani jednej książki. Serio, nawet o fitnessie Anny Chodakowskiej, nawet o diecie bez pszenicy, czy nawet dzieła Makłowicza/Okrasy, którą rozdawali za darmo w Lidlu. Chyba, że badani nie wiedzą, że to są książki.

Tak właściwie, drogie „Dzielnice Wrocławia”, spokojnie mogę zakończyć felieton. Statystycznie rzecz biorąc, strasznie już bowiem umęczyłem „polskiego czytelnika”. Rzadko który jest bowiem w stanie dotrzeć do trzeciego akapitu jakiegokolwiek tekstu, łącznie z newsem w internecie. Jeśli więc drodzy autorzy, czujecie misję i chcecie poszerzać krąg odbiorców, radzę: sto znaków na twitera, najlepiej z hasztagiemiem, #teżnieczytamalepiszę, albo jednozdaniowy cytacik na fejsa plus filmik o śmiesznych kotkach czy czymś tam…

 i załatwione.

Ten powyżej akurat był o książce, naprawdę, taki trailer wymyślił Andrzej Ziemiański promując kolejne tomy Achai. Nie ma się co dziwić.

To idę poczytać, #ofranku. Nie, nie o szwajcarskim, o Jakubie Franku. Wstyd mi trochę, znam już takich, którzy przeczytali i nawet mają tą książkę w domu, ale wiocha.

Autor | Jacek Antczak