Jacek Antczak: Libacja na skwerku #1 [FELIETON]

SĄ JUŻ LAUROWIŚNIE NA DZIELNI,
KTÓREJ NIE MA

 

„Policjanci dostali zgłoszenie,
że na skwerku w jednym z wrocławskich parków
grupka mężczyzn pije alkohol.
Gdy funkcjonariusze przyjechali na miejsce
okazało się, że nikogo tam nie ma”.

 

Ponieważ to mój pierwszy raz w „Dzielnicach Wrocławia”, wypadałoby się przedstawić. A przynajmniej włączyć lokalizację, podać swoją dzielnię. Otóż, pochodzę z zachodu. Z dzielnicy, na której brylowali dotąd sami bohaterowie przestworzy od Drzewieckiego, przez Hynka, po Bajana, a ostatnio zagościł na niej nawet sam Leonardo Da Vinci. Budują tu osiedle o takiej nazwie, a właściwie osiedle w osiedlu, taką matrioszkę, babę w babie. A w środku jeszcze pergolę w miniaturze. Pochodzę z dzielnicy, której nie ma. Bo Wrocław formalnie w ogóle dzielnic nie ma, zniknęły z map razem z komunizmem, na początku lat 90. Ma osiedla, jednostki przestrzenne, administracyjne czy jak je tam zwał. Ale dzielnic nie ma, choć oczywiście ma. Każdy to wie, bo na świecie, nie ma nic pewnego poza tym, że Urząd Skarbowy – Fabryczna czy tam Krzyki o nas będzie pamiętał. A czasem dzielnicowy ze Środmieścia czy Psiego Pola. Pochodzę więc z dzielni, której nie ma, za to ma ona w pobliskim parku nowy skwerek. Ponieważ, opatrzyłem felieton tytułem cyklu i mottem z jednego z najsłynniejszych artykułów, jakie się ukazały w Wrocławiu w ostatniej dekadzie (pardon, że cytuję w całości, bo gdybym dał 10 procent wyszłoby tylko „nikogo tam nie ma”, a przy takich ogólnodostępnych informacjach prawo autorskie nie obowiązuje), poszedłem zobaczyć, co się tam dzieje. Na nowym „skwerku w jednym z wrocławskich parków”. I nie ma żadnej libacji. Grupka mężczyzn sadzi kwiatki. Laurowiśnie wschodnie, tawuły japońskie czy tam piwonie chińskie, o takich różach, tulipanach, trzech tysiącach krokusów i śmieguliczkach białych w liczbie sztuk pięćdziesięciu nie wspominając.

Pochodzę więc z zachodu Wrocławia, z okolic „kosmosu”, jak określa się moją dzielnię. Z miejsca, gdzie w parku pełnym ludzi nie było wejścia, a teraz jest, „zrewitalizowane”, i kwitną, rosną sobie na nim wschodnie laurowiśnie. Z radością więc informuję: Na Zachodzie bez zmian, czyli same zmiany. Na razie w zieleni. Ścięli kilka drzew i zasadzili nowe.

O czym będę pisał za skwerku? To może napiszę o czym nie będę pisał, bo o tym już było. Otóż nie będzie tu…
… o tym, że Sinéad tańczy dla mnie, a Nowak pikietuje dla sławy
… o tym jak polubiłem to, że jestem pierwszym znajomym wśród swoich znajomych.
… o księdze cipek, serku, Smoleńsku i innych czytadłach
… o tym czy Jarosław Gowin przejdzie do Bayernu?
… o tym, jak zablokowałem całe miasto Wrocław i że marzy mi się, taki paraliż co tydzień
… o rewolucji śmieciowej, która zjadła własne śmieci
… o tym, że imię jego trzydzieści i trzy, czyli dlaczego Tramwaj Plus zszedł na „Dziady”
… o Pendolino z nosem Pinokia, ale bez pisiora
… o Robercie Lewandowskim, czyli synu matki ostatniego kwartału
… o tym, że niedaleko pada jabłko od michałków
… o Buona sera Franciszku, czyli o tym, że habemus Grodzka
… o tym jak weszliśmy w Rok Węża, Daisy i Statystyki
… o ustawach bez ustępu, czyli jak zrozumieć urzędników
… o tym jak nie przegapiłem najgorszego dnia roku
… o tym jak przychodzi baba do rzeczniczki pasażerów MPK
… o Mistrzyniach i Małgorzatach, czyli twarzach z okładek
… o zdjęciu związku partnerskiego Cooperów dwóch
… o tym jak Wrocław został miastem złodziei bilonu
… o piwie na wyspie, czyli takim kosmosie, że masakra
… o tym jaki PKB ma Chuck Norris i jak nie zdałem testu z ekonomii
… o tym jak to jest być pięknym jak Carla Bruni i bogatym jak ślepy Grek
… o seksie w wielkim mieście i innych przyjemnościach.

O tym już nie będzie…Albo nie, o tych małych przyjemnościach w wielkim mieście to pewnie jeszcze nieraz napiszę. Może już za tydzień…

Autor | Jacek Antczak