Samotny ex-major wraca w dobrej formie, nie zapomniał jak się walczy ani strzela, tylko najzwyczajniej nie polubił się z reżyserem. Dwie różne wizje, jeden efekt końcowy.

Mam wrażenie, że Jack Reacher właśnie udał się na emeryturę. Bohater wykreowany na kartach ponad dwudziestu powieści autorstwa brytyjskiego pisarza Lee Childa z pewnością może zaskoczyć niejedną ciekawą historią. Brzmi jak plan na kilkuczęściową serię, taki kolejny Mission Impossible, tylko w trochę innym sosie. I wierzę, że mogło się to udać, jednak po seansie Nigdy nie wracaj pojawiły się pewne obawy.

Jack Reacher (Tom Cruise) zjawia się w Waszyngtonie, by spotkać się z dawną współpracowniczką major Susan Turner (Cobie Smulders), jednak dowiaduje się, że została ona aresztowana za szpiegostwo i obecnie przebywa w wojskowym więzieniu. Oczywiście wydaje się mu to podejrzane, dlatego postanawia pomóc w śledztwie. Nie zostaje to niezauważone, a ludzie, którym zależy na skazaniu pani major postanawiają pozbyć się także Reachera, wrabiając go w morderstwo. Całości dodaje smaczku Samantha (Danika Yarosh), córka Jacka, o której dowiedział się ze swoich wojskowych akt, a której życie także jest zagrożone. I tak dwóch zbiegłych więźniów w stopniu majora i (jak to bywa) najmądrzejsza na świecie nastolatka muszą stawić czoła paramilitarnej organizacji, ujawnić wielką aferę i oczyścić się z zarzutów. Brzmi ciekawie.

Choć raczej powinienem napisać: niezrozumiale, na szczęście zawiłość akcji jest tylko iluzoryczna. Na pierwszym planie mamy przede wszystkim świszczące koło ucha kule i solidnie lanie, które Reacher spuszcza nękającym go draniom. Wygląda to trochę mniej subtelnie niż w prequelu, lecz to wciąż ten sam samotny ex-major, opanowany profesjonalista, który nigdy nie daje się ponieść emocjom. Jednak, czy aby na pewno? Otóż widać, że reżyser Edward Zwick planował pokazać głównego bohatera także od strony bardziej psychologicznej, ująć jego rozterki, ale zwyczajnie nie podołał, przez co film momentami może wydawać się przydługi, nużący. Emocje nie stały się główną siłą napędową filmu. Przytłumione kryją się gdzieś na drugim planie. Z czego osobiście się cieszę, bo uważam, że nie są one wcale potrzebne, obraz trochę znudzonego Reachera mi odpowiada, jego zmęczenie koniecznością opiekowania się córką także działa na plus.

W filmie pojawia się subtelny wątek miłosny, zarówno do córki, która pojawia się niespodziewanie w życiu Reachera, jak i do kuszącej pani major. Muszę przyznać, że ta cześć historii naprawdę mi się podobała i uważam, że została zgrabnie rozegrana. Nie będę tutaj zdradzał finału, jednak spoglądając w stronę utartych schematów, jakich pełno w filmach akcji z wątkami miłosnymi, jestem pełen zachwytu. Drobny element, który bardzo miło mnie zaskoczył.

Nie inaczej wypadają postaci. Spoglądając na dorobek aktorski Toma Cruise’a ciężko mi wyobrazić sobie kogoś innego w roli Reachera. Nie będę ukrywał, że praktycznie każdy film akcji z Cruisem oglądało mi się przyjemnie i moim zdaniem potrafi wpasować się w proponowane mu role. Tak samo było w przypadku Jacka Reachera i to do tego stopnia, że nawet jeśli nie mamy tutaj do czynienia z arcydziełem, to na ewentualną trzecią część do kina idę w ciemno. Pani major zaskakuje. Przyzwyczajona do rządzenia niechętnie odpuszcza i podporządkowuje się poleceniom innych, jednak wciąż potrafi z niemal matczynym uczuciem podejść do Samanthy. Cobie Smulders zagrała dobrze, a na uwagę zasługuje właśnie stopniowa zmiana jej charakteru, przyzwoicie zostało to oddane na przestrzeni całej historii. Zmienia się także jej wygląd z zimno wojskowej schludności na odrobinę seksapilu i kobiecości. Detal, a dodaje całości nieco uroku.

W filmie pojawiają się wątki, które są niejasne, możliwe, że gdzieś w poprzednich przygodach ex-majora były one poruszane i mają swoją głębię. Na ekranie niestety jej nie dostrzeżemy, no chyba, że ktoś przeczyta powieści Childa. Wszystko są to jednak drobne elementy, które z łatwością można zaakceptować i wciąż dobrze się bawić.

Jeśli liczycie na powiew świeżości to nie będzie to film dla was. Jack Reacher: Nigdy nie wracaj można uznać za rzemieślniczą powtórkę wszystkiego, co filmy akcji mają do zaoferowania. Fajnie się ogląda sceny, w których dochodzi do starć, na tych spokojniejszych, bardziej emocjonalnych możecie ziewnąć kilka razy. Nie jest to film zły, szkoda także, że nie jest dobry.

P.S. Pełnego żalu Reachera z tym jego moralnym kodeksem mimo wszystko uważam za jednego z moich ulubionych bohaterów akcji.

Autor | Patryk Wolny

Film obejrzałem dzięki uprzejmości Multikina