- REKLAMA -

Koniec II wojny światowej nie oznaczał ustania konfliktów na świecie. W Europie pozostawało wielu partyzantów, którzy nie zgadzali się z nowym, ustalonym porządkiem. Sprawa ta nie dotyczy wyłącznie Żołnierzy Wyklętych, którzy stawiali opór komunizmowi oraz Urzędom Bezpieczeństwa działającym w Polsce. Znacznie tragiczniejszy i okropny w skutkach konflikt rozgrywał się na południu, w słonecznej Grecji, skąd ludność cywilna i lewicowi bojownicy musieli uciekać przed represjami ze strony monarchii. Uchodźcy schronienie znaleźli między innymi… w Polsce.

Historia ta zaczyna się 10 października 1944. Wtedy to do Kremla przylatuje Winston Churchill, by spotkać się z Józefem Stalinem. Panowie siadają w sali przed kominkiem i rozpoczynają dyskusję. Obaj mają świadomość, że II wojna dobiega końca. Churchill wyciąga kawałek papieru i zaczyna coś pisać. Podaje wiadomość Stalinowi. Ten czyta: „Rumunia 90/10%, Węgry 75/25%, Bułgaria 90/10%, Jugosławia 50/50%, Grecja 10/90%„. Chodzi oczywiście o podział wpływów w podbitych krajach. Stalin podpisuje listę z zastrzeżeniem, że Polskę też bierze dla siebie. Churchill ma wyrzuty i z żalem przyznaje, że decydowanie o losie milionów ludzi na zmiętolonym skrawku papieru wydaje się być nieco cyniczne. Brytyjski premier bierze „dokument” i chce wrzucić go do kominka. Stalin powstrzymuje Churchilla, mówiąc, żeby lepiej zachował ten papier.

Początek konfliktu

Od tego momentu było jasne, że Grecja trafi pod zachodnią strefę wpływów. Coś, o czym marzyli Polacy wtrąceni siłą do bloku wschodniego, zostało chłodno przyjęte przez Greków. Tamci nie mieli negatywnych wspomnień związanych z komunizmem, a ponadto nie znosili monarchii i kolaborującego z Niemcami rządu. Okres okupacji nazistowskiej pozostawił na Grekach piętno i wielu mieszkańców uczynił ludźmi lewicy. Na takim gruncie powstała formacja ELAS podlegająca Frontowi Wyzwolenia Narodowego (EAM).

Organizacje te można porównać pod względem organizacji i części założeń do Armii Krajowej działającej w czasie II wojny światowej w okupowanej Polsce. Różnica polegała na lewicowym zabarwieniu greckich formacji – opowiada prof. Michał Hrisulidis, scenograf filmowy.

Greccy partyzanci z ELAS

Już w grudniu tego samego roku doszło do starć pomiędzy siłami ELAS, a brytyjskimi oddziałami wspieranymi przez dawne jednostki militarne kolaborujące z Niemcami na terenie Grecji oraz EDES – zwolenników monarchii. Sytuację udało się opanować dzięki porozumieniu podpisanemu w letnisku Warkiza nieopodal Aten. Miało dojść do rozbrojenia obu stron konfliktów, powołania wspólnego wojska, przeprowadzenia referendum dotyczącego utrzymania monarchii, demokratycznych wyborów oraz ukarania kolaborantów. Niestety postanowienia te nie zostały dotrzymane. Członków ELAS czekały represje, mordy i nieuczciwe sądy. Referendum zostało przeprowadzone w atmosferze strachu, a nowo wybrany rząd sprzyjał monarchii. Do urn nie przystąpiło aż 45% społeczeństwa. 27 września 1946 roku do kraju powrócił król Jerzy II, który cieszył się poparciem Brytyjczyków.

Król Jerzy II w trakcie przeglądu wojska.

Wojna domowa

Miesiąc później Komunistyczna Partia Grecji ogłosiła utworzenie nowej formacji partyzanckiej – DSE (Dimokratikos Stratos Ellados – Demokratyczna Armia Grecji). Siły DSE pod wodzą Markosa Wafiadisa postawiły sobie za cel obalenie rządu i przyłączenie państwa do radzieckiej strefy wpływów. Komunistyczna partyzantka w początkowych miesiącach liczyła ok. 20 tysięcy ludzi, którzy szybko zostali zaopatrzeni przez socjalistyczną Jugosławię, Albanię i Bułgarię. Wybuchł konflikt, który miał trwać do 1949 roku.

Siły brytyjskie walczące z greckimi partyzantami

Do lutego 1947 DSE opanowała ponad 100 wsi na zachodzie i północy Grecji oraz górzyste regiony północy kraju. Na ziemiach pozostających pod jej kontrolą organizowano alternatywną administrację, prowadzono pobór podatków i szkolenia wojskowe. Wobec sukcesów komunistów dotychczas neutralne Stany Zjednoczone, udzieliły rządowi Grecji pomocy ekonomicznej (z czego wycofała się Wielka Brytania). Pomoc tę nadzorowała Amerykańska Misja Pomocy dla Grecji (AMAG). Amerykanie dostarczali również siłom rządowym sprzęt wojskowy oraz kierowali do kraju swoich doradców militarnych. W 1948 siły wojskowe odnosiły coraz większe sukcesy w walce z partyzantami. Decydowało o tym wykorzystanie lotnictwa, w tym używanie bomb napalmowych, które do Grecji dostarczyły Stany Zjednoczone.

Wojna pochłonęła w zależności od źródeł od 50 do 150 tysięcy ofiar. Zginęło 5 tysięcy cywilów niezwiązanych z żadną ze stron, zostało zniszczonych 12 tysięcy domów. Bilans ofiar był ogromny biorąc pod uwagę, że Grecję wówczas zamieszkiwało ok. 7,5 mln ludzi.

Wsparcie Polski 

Po porażce partyzantki komunistycznej, do państw bloku wschodniego trafiło 56 tysięcy uchodźców, w tym 17 tysięcy dzieci. Do Polski przywieziono blisko 14 tysięcy Greków i Macedończyków. Wśród nich schronienie w Polsce znalazło ponad 3 tysiące dzieci ewakuowanych z terenów objętych działaniami wojennymi. Polskie władze stworzyły dla greckich uchodźców centralny ośrodek w Zgorzelcu. Miasto nie było jeszcze w pełni zasiedlone dlatego poniemieckie budynki wyremontowano i oddano do użytku Grekom. To właśnie tam zamieszkało 7 tysięcy uchodźców.

Był to ogromny wysiłek, gdyż po II wojnie światowej Polska była wyniszczona i biedna. Pomimo tego udało się zorganizować uchodźcom dobre warunki sanitarne, edukację i pracę. Rząd PRL-u starał się także zorganizować pomoc materialną. Do Grecji płynęły nawet dolary – opowiada prof. Michał Hrisulidis.

Początkowo PRL pokrywał wszelkie wydatki na życie Greków (mieszkanie, ubranie, wyżywienie, leczenie), potem emigranci musieli się usamodzielnić. Uchodźcy zamieszkali również w innych miastach na Dolnym Śląsku (spora część we Wrocławiu), a także w dawnym województwie rzeszowskim, szczecińskim, gdańskim i krakowskim. Po 1974 roku i obaleniu junty wojskowej w Grecji, Polskę opuściło ponad 5 tysięcy. W naszym kraju pozostało nadal ponad 3 tysiące dawnych uchodźców, którzy zdecydowali się żyć z Polakami.

Na pomoc rannym

W 1949 roku powstał specjalistyczny 250 Szpital Wojskowy w Dziwnowie. To właśnie tam kierowano wszystkich rannych partyzantów przetransportowanych z Grecji. Szpital działał w tajemnicy, ale mieszkańcy i tak wiedzieli, co się w nim dzieje. Odpowiedzialny za powstanie i funkcjonowanie szpitala był śp. Władysław Barcikowski, późniejszy generał brygady Wojska Polskiego, który jeszcze w czasie wojny służył w Armii Krajowej. Pierwszy transport z partyzantami dotarł do Polski 25 lipca 1949 roku. W szpitalu udało się zorganizować blisko 1000 łóżek, co na warunki pierwszych lat PRL-u było ogromnym sukcesem. Powstało kilka oddziałów, przede wszystkim chirurgiczny, blok operacyjny, zatrudniono kilkudziesięciu lekarzy wszystkich specjalności, liczny personel pomocniczy i wojskowy. Wraz ze szpitalem oddano do użytku bazę transportową, stołówkę, kasyno, domki dla pracowników, a nawet sklepy. Placówka musiała działać w tajemnicy, dlatego zadbano o wiele potrzeb personelu. Przez szpital przeszło ok. 3 tysiące rannych, z czego wielu poważnie. Polscy lekarze okazali się jednak skuteczni. Ze wszystkich przywiezionych Greków, na skutek zakażeń zmarło tylko 25. Tak niska umieralność w powojennych warunkach była zasługą bardzo dobrej opieki medycznej.

Do dziś w Dziwnowie możemy odnaleźć pomnik stojący w miejscu dawnego szpitala 250. To właśnie tam co roku przyjeżdżają greckie delegacje, by uczcić pamięć walczących i zmarłych.

 


Autor: Wojciech Kosek
Zdjęcia: wikipedia commons