Dolnośląska Giełda Fonograficzna to regularne targi płytowe, które w każdą sobotę odbywają się w Klubie Firlej. Królują tam oczywiście winyle, ale nie brakuje kompaktów, czy nawet kaset magnetofonowych. Na giełdzie znajdziemy gramofony, prasę muzyczną, a nawet plakaty. O DGF rozmawiamy z Jakubem Zasadą.

*

Mam w domu kilka winyli, których nie słucham, mogę z nimi przyjść na giełdę?

JAKUB ZASADA: – No oczywiście, ale dlaczego ich nie słuchasz?

Nie mam na czym.

– No to polecam wpaść na giełdę po gramofon. Bywają od czasu do czasu, a z płyt będziesz mieć jeszcze użytek.

Dobrze, ale gdybym jednak chciał się ich pozbyć.

– To jest duża szansa, że na giełdzie znajdą się tacy, których zainteresują twoje płyty. Miejsce znajdzie się na pewno. Reguły uczestniczenia w giełdzie są bardzo proste – przychodzisz ze swoimi płytami, dostajesz stolik jeżeli chcesz i już. Możesz się wymieniać, odsprzedawać, pożyczać lub rozdawać swoje płyty.

Rozdawać? Są tacy co rozdają?

– Dlaczego nie. To się akurat regularnie zdarza z kasetami magnetofonowymi. Ludzie przynoszą, bo chcą się ich pozbyć, ale nie chcą wyrzucać. To bardzo fajne podejście. Przecież jeszcze niedawno podobnie było z płytami gramofonowymi – ludzie się ich masowo pozbywali.

Ale nie trzeba przynosić swoich płyt, aby uczestniczyć w giełdzie?

– Naturalnie, że nie. Większość ludzi przychodzi tylko, by nabyć płyty. Nie każdy lubi rozstawać się ze swoją kolekcją.

Dużo ludzi przychodzi na giełdę?

– Powiedziałbym, że z frekwencją jest różnie. Bywało świetnie. Ostatnio jest raczej umiarkowanie. Raz jest więcej osób, raz mniej. Chociaż, jak na wydarzenie odbywające się co tydzień, nigdy nie ma pustek. Wystawiający się nie zawodzą, może trochę gorzej jest z kupującymi. Giełda ma szerokie grono stałych bywalców, ale też prawie co tydzień są goście, którzy przychodzą po raz pierwszy. Nierzadko przyjeżdżają spoza Wrocławia. Mnie się marzy, aby wracali do nas systematycznie. Powiem więcej, moja wymarzona sytuacja to taka, kiedy ktoś chcąc na przykład kupić mamie płytę w prezencie urodzinowym, zamiast do sieciowego marketu, przychodzili właśnie na giełdę do Firleja. To by dopiero było fajnie!

Dlaczego miałoby być fajnie?

– Dokładnie tego nie wiem. Może wydaje mi się to bardziej przyjemne, bardziej, że tak powiem, naturalne dla środowiska. Z pewnością odstawałoby to od normy. Chociaż być może kupowanie muzyki na nośnikach to już odstępstwo od normy. Tutaj na giełdzie doświadczamy bezpośredniego, autentycznego kontaktu z drugą osobą. Z osobą, która przychodzi tu najczęściej dla własnej przyjemności, nie z konieczności. Widzę różnice w kupowaniu muzyki na giełdach, to samo dotyczy małych sklepów płytowych, a kupowaniu jej w sieciowym hipermarkecie. To oczywiście bardzo romantyczne ujęcie. Jednak to na giełdzie możemy sobie spokojnie, bez pośpiechu pogawędzić ze sprzedającym, którym najczęściej jest pasjonat muzyczny. Prosząc go o polecenie jakiejś ciekawej muzyki, możemy mieć pewność, że nie będzie próbować nam wcisnąć czegoś na siłę i że nie będzie mówił o czymś, o czym nie ma pojęcia. Często ludzie przychodzą na giełdę, żeby miło spędzić czas w otoczeniu innych dobrze zakręconych na punkcie muzyki. Właśnie ten element, towarzyski, integrujący ludzi zawsze silnie podkreślam kiedy mówię o giełdzie.

No tak, pięknie, tylko na giełdzie nie ma takiego wyboru jak w wielkich sklepach, a większość płyt jest używana – nie każdy to lubi. Zresztą teraz jest internet.

– To prawda. To znaczy na giełdzie oczywiście są też nowe płyty winylowe. A wiele egzemplarzy, mimo że starsze, bywa w idealnej kondycji. Ale cóż, trudno być tu konkurencją dla wielkich sklepów, nie mówiąc już o portalach typu Discogs, czy Ebay. Jednak dla mnie przynajmniej, nie o to tu chodzi. Oprócz tego co już mówiłem, giełda to wydarzenie, które od początku do końca realizowane jest pasjonacko. Tutaj tak samo jak muzyka ważni są ludzie. Funkcjonowanie giełdy opiera się na podchwytliwym mechanizmie, bo tworzą ją sami uczestnicy. Im więcej jest wystawiających się ludzi z płytami, im szersze mają horyzonty muzyczne, tym większy wybór płyt. Z kolei też rozmaite zapotrzebowanie przychodzących po płyty, może generować przynoszenie danych tytułów na kolejne giełdy przez sprzedających. To wymaga zaangażowania od dwóch stron. Wiem, że jest to trudniejsze, ale myślę, że w konsekwencji jest to bardziej wartościowe.

Planujecie w najbliższym czasie jakieś dodatkowe atrakcje przy okazji giełdy?

– Właśnie skończyliśmy, wspólnie ze sklepem Winylove oraz Shopiqiem konkurs fotograficzny polegający na robieniu fotografii, nawiązujących do polskich, starych, uniwersalnych okładek płyt. Będzie z tego fajna pamiątka. Przymierzam się teraz do przeprowadzenia prawdziwej licytacji płyt. Kiedyś na giełdach takie aukcje miewały miejsce – mam nadzieję, że to będzie ciekawe urozmaicenie i fajna zabawa. Coś zresztą się jeszcze wymyśli. Sezon powoli się kończy, więc namawiam do giełdowej mobilizacji. Naprawdę warto.

Kiedy następna giełda?

– Giełdy odbywają się zawsze w soboty w godzinach od 13 do 15 w Klubie Firlej przy ulicy Grabiszyńskiej 56. Wstęp na nią jest wolny dla każdego. Zapraszam.

Rozmawiał | Witold Kobrzycki
Zdjęcia | Anatolia Maria, Grzegorz Radwański, arch. DGF