Trener Ślaska Wrocław spotkał się z dziennikarzami na konferencji prasowej, poświęconej podsumowaniu obozu przygotowawczego w Side. Nie zabrakło jednak pytań o transfery, wzmocnienia, poszczególnych piłkarzy czy atmosferę w drużynie.

Obóz w Side

Jan Urban: Byliśmy w Turcji tak naprawdę 8 dni, bo dwa trzeba odliczyć na podróż. Było dużo więcej zajęć z piłkami, ale i fizycznych było też sporo. Na koniec obozu drużyna to odczuła. Było to widać po drobnych dolegliwościach mięśniowych. Takie sytuacje mają miejsce, gdy kumuluje się zmęczenie po dwóch wymagających treningach codziennie. Wpada się w pewną monotonię, trening, kąpiel, jedzenie, znowu trening. Z tego powodu nie jest to okres, za którym piłkarze bardzo tęsknią. Zagraliśmy trzy sparingi, choć rywale nie byli zbyt wymagający. Mieliśmy też szczęście co do pogody, tylko jeden dzień trafił nam się taki, że było chyba zimniej niż w Polsce. Z naszą panią fotograf [Krystyną Pączkowską – dop. red.] śmialiśmy się, że nawet zdjęcia zamarzały.

Ogólnie obóz oceniam pozytywnie. Wiele drużyn było dłużej w ciepłych krajach, ale nasz nie musiał być dłuższy. Wiedziałem, że będzie jedno zgrupowanie w Polsce, jedno zagraniczne. Trzeba też pamiętać, że i tak wszystkie drużyny wrócą i będą grać o punkty w tym samych warunkach. Zawsze są rozmowy, czy ligę rozpoczynać wcześniej, czy później. Bo czasem warunki nie pozwalają na płynną grę, każdy martwi się przede wszystkim, by nie stracić bramki i zaczyna się troszeczkę „kopaninka”.

Nie mieliśmy możliwości zagrania z innymi przeciwnikami. Bywa jednak, że podczas sparingu drużyna męczy się również na tle słabszego rywala. Bo odczuwa skutki obozu, a przeciwnik jest w innym momencie przygotowań. Każdy trener też inaczej przygotowuje zespół. Dlatego sparingi nie są najważniejsze, jeśli chodzi o wyciąganie wniosków, jak będzie prezentowała się drużyna. Często również zawodnicy inaczej prezentują się w meczach towarzyskich, a inaczej w grach o stawkę.

Były momenty, to nie jest tajemnica, że jak przychodziłem do klubów, to atmosfera nie była najlepsza i trzeba ją było naprawiać. W Śląsku nie było takiej sytuacji. Mimo że w drużynie jest wielu obcokrajowców, a do tego klub nie jest w tabeli tam, gdzie chciałby być, to na atmosferę nie można narzekać. Nie ma zwalania winy jeden na drugiego, chemia w drużynie jest dobra. W okresie przygotowawczym jest tak z reguły. Wszyscy walczą o miejsce w jedenastce i skupiają się na pracy. Skład się krystalizuje.

Wzmocnienia drużyny

Nie oszukujmy się – przydałoby się jeszcze wzmocnienie drużyny. Są braki na niektórych pozycjach. Wiemy jednak jaka jest sytuacja, nie mamy za bardzo za co kupić piłkarzy. Przydałaby się na przykład rywalizacja dla Bilińskiego. Mervo czy Idzik to młodzi zawodnicy, zaczynają karierę, nie można ich obarczać nie wiadomo jaką odpowiedzialnością za sytuacje Śląska. Co do wypożyczenia Mervo i jego ewentualnego skrócenia – sytuacja może potoczyć się różnie, różne są opcje. Znalazłyby się i inne pozycje, które dobrze byłoby wzmocnić. Ale okienko transferowe dopiero się zaczyna.

W sparingach graliśmy często jednym defensywnym pomocnikiem. Wiemy, że po odejściu Hateleya i Hołoty w tym miejscu Śląsk stracił bardzo ważnych zawodników w niesamowicie istotnej strefie boiska. Występował tam Kokoszka, poradził sobie, ale to mimo wszystko stoper. Stąd pozyskanie Kovacevicia. Mam w głowie, kto z trójki Dvali-Kovacević-Morioka może zacząć pierwszy mecz na ławce.

W okienku transferowym są sytuacje, że nie masz długo oferty za jakiegoś piłkarza, a potem dostajesz atrakcyjną ofertę za niego. Trudno rozmawiać o takich sytuacjach, bo ruchy transferowe na dobre się rozkręcają. Dvali może odejść, ale wcale nie musi. My próbowaliśmy kontraktować graczy, ale z niektórymi się nie udało, uciekli nam. Jednak rozmawiamy z następnymi. Wolelibyśmy Polaków, bo liczba obcokrajowców w drużynie jest spora. Tak naprawdę to szukamy zawodników po prostu dobrych. Jeśli nie możemy sprowadzić Polaka, bo nas nie stać, albo nie chce do nas przyjść, to rozglądamy się również za zagranicznymi.

Poszczególni piłkarze z obecnej kadry

Madej umie grać w piłkę, też tak uważam. I powinien się zająć wyłącznie tym, by grać jak najlepiej. Z jednego względu: za niedługo przestanie fizycznie dawać radę.  Ja też nie zapomniałem, jak się gra, tylko nie daję rady fizycznie. On ma umiejętności i jeszcze sporo sił, ale rzeczywistość jest taka, że nie można grać w nieskończoność. Łukasz rozumie swoją sytuacje, podchodzi do tego jak zawodowiec.
Ja uważam, że młodzi piłkarze powinien grać. To, że oni są w pierwszej drużynie – fajna sprawa. Przyzwyczajają się do innej intensywności na treningach, uczą się od starszych zawodników, to bardzo ważne. Ale to pierwszy okres. Potem potrzebują gry. Są tacy, którzy już w wieku 16-18 lat potrafili wskoczyć na najwyższy poziom. Miałem Borysiuka, Rybusa i oni to zrobili. Ale Jędrzejczyk, Kosecki, czy Rzeźniczak – oni byli na wypożyczeniu, grali, potem wrócili do drużyny i zostali na tym wysokim poziomie. Nie ma wyraźnego progresu bez gry. Przez jakiś czas, jeden sezon – może tak. Ale na dłuższą metę trzeba grać.
Podoba mi się zachowanie Kamila Dankowskiego. Młody chłopak, a szybko łapie to, o czym rozmawiamy, również pod względem taktycznym. Dobrze wyglądał również Sito Riera.  Co do Kovacevicia – on może nam dać nie tylko umiejętności piłkarskie, ale również dodać drużynie charakteru. A nad tym można jeszcze popracować. Atmosfera jest dobra, ale zespół musi być bardziej agresywny, twardy. Powiedziałem to zawodnikom. Musimy zmienić styl gry, gdy nie jesteśmy w posiadaniu piłki.
Augusto jest dla mnie lewym obrońcą. Wiem, że może zagrać na pozycji defensywnego pomocnika, ale traktuje go jako bocznego defensora. Rozmawiałem z niemal wszystkimi zawodnikami indywidualnie i pytałem o pozycje, gdzie czują się najlepiej, a gdzie indziej ewentualnie może zagrać. Czasami gdy przesunie się piłkarza na inne miejsce, to on dopiero odkrywa, że tam potrafi zagrać lepiej.
Autor: Jędrzej Rybak
Zdjęcia: Krystyna Pączkowska