Jarosław Fret: Różewicz przemienił myślenie o teatrze [ROZMOWA]

O „Kartotece  rozrzuconej” i „Teatralnej Jesieni” z Jarosławem Fretem, przewodniczącym rady kuratorów Europejskiej Stolicy Kultury  rozmawia Sabina Misakiewicz.

*

Sabina Misakiewicz: Teatralna Jesień we Wrocławiu ma bardzo bogaty program. Dlaczego wrocławianie powinni w niej uczestniczyć?

JAROSŁAW FRET: – Oczywiście intensywność programu teatralnego, to niewystarczające usprawiedliwienie dlaczego wrocławianie powinni w tym uczestniczyć. To usprawiedliwienie znajdujemy o wiele głębiej. Po prostu w potrzebie. Natomiast mam wrażenie, że ta potrzeba spotka się na jesień, szczególnie ze strony teatru, z ogromna satysfakcją. Każdy kolejny weekend, a tak naprawdę kolejny tydzień począwszy od najbliższego weekendu do końca roku zostanie wypełniony bardzo intensywnym  programem teatralnym. Zaczynamy dwoma równoległymi projektami mam na myśli „Dni Patronów w ramach Strefy Kontaktu Teatru Współczesnego” i „Kartoteką rozrzuconą – Tadeusz Różewicz”, podkreślę, a nie Tadeusza Różewicza. Ta nasza inicjatywa, w której małymi akcjami w Parku Południowym, w galerii Sky Tower, na dworcu, w zajezdni, w poczekalni, w sali wykładowej, na parkingu, w przejściu podziemnym, czy na dziedzińcu teatru naznaczamy widzów fragmentami twórczości Różewicza przygotowanej przez wspaniałe nazwiska. Tą stałą obecność nieredukowalnej myśli Różewicza w naszym teatrze, w naszej kulturze. Próbujemy zdać sobie sprawę z tego w jaki sposób już ponad pół wieku temu on swoją obecnością, swoim nie obawiam się tego słowa użyć – arcydziełem – przemienił myślenie o teatrze polskim i teatrze światowym także. Za tydzień natomiast, 14 października zaczynamy już Olimpiadę Teatralną i na otwarcie proponujemy Dolnośląską Platformę Teatru, miedzy 15 a 18 października. To będzie 37 spektakli, w dwudziestu paru miejscach w 4 dni, w 6 ścieżkach. Jest to odpowiedź teatru na potrzeby. Za karnet na ścieżkę zapłacimy symboliczne 2016 groszy. Możemy obejrzeć od 7 do 9 spektakli. Spektakli dramatycznych, spektakli dla dzieci. Trzeba wybrać ścieżkę i wybrać się do teatru.

Sabina Misakiewicz: Wróćmy jeszcze do „Kartoteki Rozrzuconej„. Teatr nie pierwszy raz wychodzi w przestrzeń publiczną, spektakle będą wystawiane w różnych nieteatralnych zupełnie miejscach jak zajezdnia, Sky Tower czy poczekalnia dworca, ale co z tymi miejscami poza budynkami, gdzie jednak trzeba się liczyć z warunkami atmosferycznymi?

JAROSŁAW FRET: – Będziemy w przestrzeni otwartej, w Parku Południowym, w miejscu gdzie Różewicz zwykł bywać, tam mamy jedną akcję – Leszka Mądzika z jego sceną plastyczną KULU. On zgodził się przetworzyć, dokonać swoistego recyklingu spektaklu „Odchodzi”, który bazuje na tekście „Matka odchodzi”. I w miejscu gdzie sam Różewicz bywał i ja tak sobie wizualizuję odejście mistrza, że on nam odchodził stamtąd. Więc jesteśmy w parku, to jest jedyna miejsce tak naprawdę „pod chmurką”. Mamy nawet przygotowane parasole, sto parasoli , dla wszystkich uczestników. Jest tramwaj, który będzie woził widzów po „Kartotece rozrzuconej”, i będzie pozwalał nam to rozrzucenie skleić. Tramwaj jako miejsce ze świata wyobraźni Różewicza. Było dla nas bardzo ważne, że to są jednorazowe wydarzenia, żeby w ciągu tych czterech dni dokonać połączenia w jedną wielką całość, jedną wielką kartotekę, już nie Różewicza, ale taką, która my robimy dla Różewicza. Oczywiście tym powtarzaniem, tym podążaniem za nim w różnych konstelacjach. W przejściu podziemnym, czy na parkingu będziemy całkowicie chronieni, ale w całkowicie nieoczywistej przestrzeni. Znów absolutnie różewiczowskiej. Tam przelewa się świat, tam nam przeszkadza i przerywa, co jest bardzo różewiczowskie. W ten sposób przypominamy sobie, że przestrzeń teatru, źródłowo, nigdy nie chciała się odróżniać odciąć od przestrzeni społecznej, otwartej. Teatr zamknął się w budynku, zwanym też w języku polskim „teatrem”, i w przestrzeni sceny o pewnym określonym kształcie, już dzisiaj nie mającej nic wspólnego ze scena typu włoskiego. I tam pozostał. Wciąż postuluje się o to wyjście. Ono dla Różewicza było fundamentalne i oczywiste. Dla niego teatr nigdy nie dział się tak naprawdę w budynku. On tylko używał budynku, żeby coś się w nim mogło zadziać. Więc my autentycznie staramy się te różewiczowskie fragmenty zrealizować i włożyć w przestrzeń nieoczywistą.

Sabina Misakiewicz: Festiwal jest otwarty na widza i dla widza. Rozumiem, że wydarzenia są niebiletowane?

JAROSŁAW FRET: – Tak, są niebiletowane, ale trzeba się zarejestrować poprzez stronę internetową kartotekarozrzuconaart.pl. Ja gorąco zachęcam do udziału w całym programie w ciągu tych czterech dni. Będą w tym czasie także pełnowymiarowe spektakle, mam na myśli „Kartotekę” Tadeusza Różewicza w reżyserii Marcina Kalisza z Teatru w Nowej Hucie. Jest to jedna z nielicznych, ale kapitalnych realizacji. Po co mieliśmy zapraszać do Wrocławia realizacje słabsze i zmuszać wrocławian do oglądania czegoś niedobrego jeszcze raz i jeszcze raz? Dlatego też proponujemy pokazanie fragmentów, ale wybitnych realizacji. Będzie z nami Wiesław Komasa, Ewa Wycichowska z Teatrem Tańca, Leszek Mądzik, Janusz Opryński z Teatrem Prowizorium. Osoby, którym naprawdę Różewicz leży na… na wątrobie.

Sabina Misakiewicz: Dobrze, żeby i nam, widzom leżał po tym festiwali, żeby w nas został.

JAROSŁAW FRET: – On nie jest trudny, nie jest ciężki do rozumienia. Jest tylko tak bardzo na serio. Na serio mówi, o tym kim jesteśmy i to jest często bardzo nakłuwające. No, ale od tego jest sztuka.

Rozmawiała | Sabina Misakiewicz

  • Zdjęcie | Europejska Stolica Kultury 2016