O „Sile kobiet”, nowym klipie, przyjaźni i mężczyznach z Martą Dzwonkowską i Joanną Cholewą z zespołu Girls on Fire rozmawia Sabina Misakiewicz.

 

Sabina Misakiewicz: Dziewczyny, spotykamy się w kilka dni po tym, jak w Nietocie zagrałyście materiał z debiutanckiej płyty „Siła kobiet”, ale też przedpremierowo pokazałyście teledysk do piosenki „Kto da więcej?”. W teledysku występujecie we trzy, dziś jesteśmy bez Moniki [Wiśniowskiej-Basel – dop. red.], ale opowiedzcie również w jej imieniu, o pracy nad płytą i klipem. Wspomnę tylko, że zaangażowałyście do niego Marcina Czarnika, aktora związanego kiedyś z Teatrem Polskim we Wrocławiu.

MARTA DZWONKOWSKA: – Tak, Marcin był bardzo miły i podjął się tego zadania. Ogromnie nam pomógł w realizacji naszego pomysłu. Biorąc pod uwagę fakt, że teledysk, jak i płytę wyprodukowałyśmy za własne pieniądze, to było to dla nas wyzwanie. A sam pomysł był taki, żeby pokazać mężczyznę wśród kobiet, może w świecie kobiet, bo przecież nie ma historii kobiety bez historii mężczyzny. Relacje damsko-męskie były, są i będą. Na tej warstwie wszystko się buduje, a seksualność, która w teledysku się przewija, jest czymś, na czym tak naprawdę opiera się świat, nie ma co udawać. To jest coś, co dla nas wszystkich jest bardzo ważne. Kochamy mężczyzn, bo bez nich tego świata po prostu by nie było. Nie byłoby nas. Idąc dalej, nasza płyta skierowane jest nie tylko do kobiet. My prywatnie jesteśmy w związkach, a zawodowo z mężczyznami pracujemy. Mamy czterech mężczyzn w zespole, właściwie bywa ich dużo więcej, bo współpracujemy z wieloma muzykami i gdyby nie oni, pewnie byłoby nam trudniej.

JOANNA CHOLEWA: – Samo nagranie teledysku było dla nas dużym wyzwaniem aktorskim, klip wyreżyserowałyśmy wspólnie z ekipa produkcyjną i oczywiście bezczelnie obsadziłyśmy się w głównych rolach [śmiech]. Fajne jest to, że mogłyśmy to zrobić po swojemu, bo nikt nas nie ograniczał, nikt nam niczego nie zabraniał. Same sobie wszystko finansujemy, jesteśmy producentkami i odpowiadamy za całokształt, a taki kształt tego, co tworzymy nam się podoba. Nie chcemy się dać zamknąć w jakąś szufladę, nie mamy jedynego słusznego nurtu muzycznego, jednego poglądu na wszystko. Chcemy swoją płytą, swoimi teledyskami powiedzieć o tym, że ważne są dla nas różne aspekty życia, nie tylko świadczące o tym, że jesteśmy kobietami. Wspominam o tym, bo pierwsza nasza piosenka „Siła kobiet” stała się hymnem protestu kobiet, przez co wylała się na nas fala hejtu.

MARTA: – To dla nas była rzecz jednak oczywista i przewidywalna. Skoro już poszłyśmy w stronę show-biznesu, no to liczymy się z kosztami. Zdarzy się więc i dobre słowo i wiadro pomyj. Nie uważam, że to jest dobre być na nie gotowym, ale już nas to po prostu nie zdziwi, nie mówię, że nie dotknie. Mocno stoimy na ziemi, ale też mamy swoje słabości i wydaje mi się, że nasza siła, to umiejętność przyznania się do nich.

Kiedy myślałyście o zrobieniu płyty, od początku miałyście plan, żeby być odpowiedzialne za całość? Zrobić ją na własną rękę, za własne pieniądze nie wiążąc się z żadną wytwórnią i z nikim, kto w jakikolwiek sposób mógłby na Was wpływać?

JOANNA: – Gdzieś tam po drodze było kilka propozycji, kilka umów, które przejrzałyśmy, ale nam się nie podobały.  Były dla nas nie do przyjęcia w związku z czym, czekałyśmy na swój moment.

MARTA: – Było tak: wiedziałyśmy, że jak zrobimy to same, po swojemu, to nikt nas nie odłoży na półkę, nikt i nic nie zwiąże nam rąk. Oczywiście nie generalizuję, bo są na rynku różne wytwórnie, dobre i złe. Jedne wyprodukowały wiele wspaniałych karier, a inne wykorzystały artystów i blokują ich materiał. Stwierdziłyśmy więc, że nie będziemy czekały nie wiadomo na jaką ofertę, i że chcemy to zrobić same, bo tak będzie szybciej i prościej. Może nie prościej, ale po swojemu. To była taka decyzja: chcemy płytę? To ją sobie zróbmy.

I tak się stało. Płyta jest, ale też są już dwa teledyski.  Dla tych, którzy jeszcze jej nie znają, powiedzcie, o czym ona jest? Bo ja mam wrażenie, że tworzy spójną całość, ale coś ukryłyście między wierszami, mam rację?

Joanna: – Tak myślisz? Ale czujna jesteś [śmiech]. To prawda, choć niewiele mogłyśmy między tymi wierszami ukryć. Poza tym odbiór jest bardzo indywidualny. A na płycie mówimy o tym, że nie patrzymy na życie przez różowe okulary, ale też nie jesteśmy depresyjne. Jesteśmy po prostu naturalne.  Bierzemy życie takim, jakie jest i też siebie z niedoskonałościami, wadami. Clou tego wszystkiego jest to, że można w sobie znaleźć naprawdę dużo więcej niż nam się często wydaje. Że jesteśmy naprawdę dużo silniejsze niż nam się wydaje. Być może to banalne, ale to wszystko, co się działo przy nagrywaniu tej płyty przy komponowaniu, zbieraniu materiału, to w jaki sposób zdobywałyśmy ostatnie pieniądze pokazuje, że można wszystko, że jesteśmy po prostu silne, nie tylko my, jako zespół, ale po prostu kobiety. Jesteśmy silne. Pamiętam, że uparłyśmy się, że oprócz płyty zrobimy też duży koncert i promocję, więc był to spory wysiłek. Ale zrobiłyśmy to, wielki koncert w Imparcie. Przyszła pełna sala ludzi! Kupili bilety! To się stało! A my same przygotowałyśmy jeszcze bankiet… Niektórzy nie mogli w to uwierzyć, że zadbałyśmy o każdy detal i stworzyłyśmy nawet ciasteczka w kształcie ust, taki symbol, który znajduje się na płycie. To wszystko było szalone, bo z jednej strony miałyśmy materiał, nad którym się jeszcze pracowało, a z drugiej zastanawiałyśmy się, skąd pożyczyć 800 kieliszków.

JOANNA: – Był to szalony czas, biegałyśmy po stacjach radiowych i telewizyjnych. Pełna determinacja i siła.

MARTA: – A do jednej ze stacji, to weszłyśmy z wycieczką. Miałyśmy dosyć wysyłania maili, których nikt nie czyta. Pojechałyśmy do Warszawy na koncert, który miałyśmy umówiony w Polskim Radio Czwórka, zabrałyśmy całą walizkę płyt i postanowiłyśmy, że podbijemy telewizje. Pojechałyśmy do TVP. Nauczone już doświadczeniem z TVN-u, że łatwo tam nie wejdziemy, zaczęłyśmy szukać sposobu. Nagle patrzymy, jakaś wycieczka zwiedzających gmach. Podszedł do niej przewodnik i zabrał tę wycieczkę ze sobą. My niewiele myśląc z tymi walizami pełnymi płyt ruszyłyśmy za nimi, aż dotarłyśmy do windy. Niestety nie mogłyśmy nią pojechać, bo nie miałyśmy karty klucza. Dopadłyśmy jakiegoś człowieka, który miał ważną plakietkę i kartę i dzięki niemu dostałyśmy się do działu rozrywki. Tam już nie było odwrotu, powiedziałyśmy wszystkim ciężko pracującym, że wydałyśmy właśnie płytę i chciałybyśmy wystąpić w telewizji i o tym opowiedzieć.  I pomyślałam, to jest moment albo nas wypierniczą na zbity pysk, albo na to pójdą. Nagle te wszystkie panie podniosły głowy znad biurek i powiedziały no to zajebiście, tylko jak wyście tu weszły? A my na to: z wycieczką! O, jaka determinacja-stwierdziły panie i to już był znak. Po chwili wszystkie pracujące tam kobiety miały odpalony nasz profil facebookowy i sprawdzały kim jesteśmy, co śpiewamy, co robimy. A my już siedziałyśmy z nimi na biureczkach, rozmawiałyśmy, popijałyśmy kawkę i zbierałyśmy telefony do samych ważnych wydawców. Na koniec było Halo Polonia, Teleexpress… Po prostu dali nam te wszystkie ważne numery!

I to będzie właśnie tytuł wywiadu z wami „dali nam wszystkie numery”.

JOANNA: – Nie, bo wszyscy będą do nas teraz dzwonić i też będą chcieli od nas te numery, a my ich nie możemy dać. Taki był warunek.

MARTA: – To nie koniec, bo tak się złożyło, że byłyśmy tam w piętek, a w poniedziałek miałyśmy już wystąpić, i też w poniedziałek miał być międzynarodowy dzień szczęścia. I tak nam się właśnie poszczęściło w tej telewizji, konkretnie w bufecie. Wiadomo, że w bufecie wszystko się może zdarzyć, więc usiadłyśmy sobie tam i jadłyśmy bardzo długo nasze kanapki i rozdawałyśmy wszystkim płyty. Dzięki temu poznałyśmy Marię Szabłowską, która nas zaprosiła do swojego programu tego samego dnia. I mamy taką radę, jakby ktoś chciał planować swoją karierę, to polecamy załapać się na wejście do telewizji z jakąś wycieczką, a później to już idzie z górki [śmiech].

To dlatego, że się przyjaźnicie?

MARTA: – Tak, z Asią znamy się mniej więcej od 13 lat. Poznałyśmy się tutaj w teatrze muzycznym, jeszcze na starych śmieciach. Wcześniej była z nami Aga Damarych.  Z przyjaźni zrodziła się idea zespołu, później pomysł wystąpienia w X Factor.

JOANNA: – Wystąpiłyśmy w „X Factor”, ale nie miałyśmy wówczas jeszcze gotowego planu na zaistnienie. Oczywiście po występie zaczęło być o nas głośniej. Nie przemyślałyśmy jednak wtedy ścieżki kariery. Był casting, pomyślałyśmy, że pójdziemy się zabawić i z tej zabawy okazało się, że jesteśmy w finale. No i zaczęło się poważniej wszystko toczyć. Siłą rzeczy zainteresowanie nami wzrosło. Pojawiły się propozycję. Dopiero wtedy przygotowałyśmy ofertę koncertową i maszyna ruszyła. Wyszliśmy z salki prób. Przyszedł pomysł, żeby iść w stronę autorską. Na tym etapie pojawiła się wśród nas Monika i wszystkie autorskie rzeczy zrobiłyśmy już z Moniką. Jednak „X Factor” i Kuba Wojewódzki przyczynili się do tego, że powstała „Siła”. Wrócę tu do momentu, kiedy po miesiącach ciężkiej pracy nad wokalem i wykonywaniem na scenie przed publicznością i jurorami piosenek, w ostatnim naszym odcinku Kuba Wojewódzki obraził nas na oczach milionów ludzi. Jego komentarze zdecydowanie przekraczały granice dobrego smaku.

MARTA: – Bardzo nas to poruszyło. Nie mogłyśmy tak tej sprawy zostawić i całą złość ukierunkowałam w napisanie „Siły kobiet”. Potem ta właśnie „Siła” stała się hymnem strajku kobiet. Natomiast dzisiaj między nami a Kubą nie ma złości, nawet dostał naszą płytę. A cała ta lekcja pokazuje, że warto być wiernym sobie!

A jak jest z tą wiernością sobie na waszej płycie?

MARTA: – Oczywiście tak samo! Jesteśmy sobie wierne we wszystkim, co robimy. W tekstach, w muzyce zawarłyśmy, to co nam bliskie. Na naszej płycie są dwa teksty, które napisał i skomponował do nich muzykę, Tomek nasz pianista i jednocześnie mąż Moniki. Jest jeden tekst Osieckiej, a reszta jest mojego autorstwa.

JOANNA: – Oczywiście wcześniej były jakieś próbki, ale zostawiłyśmy je i doszłyśmy do wniosku, że prawdziwa płyta, to jest energia osób, które są i będą razem, które myślą podobnie. Wtedy zmienił się skład, dołączyła do nas Monika. Nie udałoby się to, gdyby nie wspólna energia, wspólna siła. A ona zależy od pewnego zaplecza mentalnego, nie udałoby się to, gdybyśmy wszystkie nie myślały podobnie, szczególnie w tych trudnych dla kobiet czasach.

Mówicie, że słowa waszej piosenki poznały kobiety w całej Polsce. Jak do tego doszło?

JOANNA: – Zaczęło się od tego, że „Gazeta Wyborcza” zrobiła z nami duży wywiad wraz z okładką. Napisali, że szykuje się premiera płyty i że są dziewczyny, które śpiewają ważne teksty, że jest utwór idealnie pasujący w temat. Nie ukrywamy jednak tego, że utwór powstał wcześniej i jak wspominałyśmy powstała w innych okolicznościach. Jak wiadomo serce strajku jest we Wrocławiu. Tu są dziewczyny założycielki, organizatorki. Wszystko potoczyło się błyskawicznie dostałyśmy maila od nich, że właśnie chciałyby wykorzystać piosenkę podczas marcowego strajku. Wtedy kobiety przede wszystkim chciały wyjść na ulice przeciwko przemocy i temu, co się dzieje w polityce. Chciały by wszystkie kobiety się zjednoczyły wobec przemocy, czy to przemocy, która ma być zapisana w ustawach, czy przemocy w czyimś domu. Jako kobiety czułyśmy i czujemy się zobowiązane wobec innych i tą piosenkę dołożyłyśmy naszą cegiełkę. My śpiewamy w imieniu kobiet, sportowiec będzie biegł, a ktoś inny zrobi jeszcze coś innego.

MARTA: – Natomiast samego 8 marca byłyśmy zamknięte w sali prób i szykowałyśmy premierę. Nawet nie wiedziałyśmy, jaka jest skala tej sytuacji, bo okazało się, że w całej Polsce w szczekaczkach, w głośnikach, w wielu miastach rozbrzmiewały słowa naszej piosenki.

Czy jako kobiety odczułyście naciski ze strony w cudzysłowie „męskiego świata”? Jakieś szowinistyczne komentarze wobec Was, czy działania, które by wam przeszkadzały?

JOANNA: – Oczywiście, że nas to spotyka. Nie wiem, czy byłaś na youtubie, tam pod naszym teledyskiem warto poczytać komentarze. To, co się tam dzieje, pokazuje, jak kontrowersyjny jest to temat.

A skąd w Was taka siła i determinacja?

JOANNA: – Odpowiedź na to pytanie znajduje się w ostatniej piosence na naszej płycie, która jest zamknięta w pewnego rodzaju klamrę. Zaczyna się od „Siły kobiet”, od megafonu, przez który wołamy: ludzie, mamy coś ważnego do powiedzenia, następnie opowiadamy o miłości, o tęsknotach, o wirtualnym świecie. O wszystkim, co nas otacza. I… teraz się wzruszę, wreszcie ostatni utwór „Do K.”, do kobiety. To jest piękny tekst Marty, w którym śpiewamy „byłaś-jestem”. On jest napisany do pra-kobiety, ale też bardzo mocno do własnej mamy, matki w ogóle, do kobiet występujących na przestrzeni wieków. Do symbolu miłości, dobra jakim potrafi być kobieta. Jak ktoś nieuważnie posłucha „Siły kobiet”, to może przykleić nam łatkę feministek, ale jeśli poszuka głębiej, znajdzie coś jeszcze innego.

I że na fali protestów chcecie się wybić?

MARTA: – Dokładnie tak, słyszałyśmy to nieraz.

JOANNA: – Jak ktoś posłucha uważnie tej płyty i tej puenty, (nie przez przypadek, to jest ostatni utwór na tej płycie i jest kompletnie inny niż pozostałe wcześniejsze kawałki),  to zrozumie, że to jest podziękowanie skierowane trochę do matki natury, trochę do tego, kto nas stworzył. Podziękowanie za to, że cudownie jest być kobietą, o ile kierujemy się nie tylko sercem. Ta płyta jest ukłonem w stronę kobiecości, szacunku do kobiet i tego, że możemy doświadczać cudu bycia w ciąży, bycia mamą. To są te tematy, które chciałyśmy wspólnie poruszyć i to nie jest feminizm walenia pięścią w stół, ale za tym stoi mądrość, bo my wierzymy w to, że kobiety są mądre i naprawdę trzymamy za nie kciuki.

 

 


Rozmawiała: Sabina Misakiewicz

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTomasz Kireńczuk: Absolutnie niezbędna rozmowa
Następny artykuł10 dni do Igrzysk
Pedagog, dziennikarz i animator kultury. Zakochana w teatrze. Jako reżyser postawiła już pierwsze kroki, jednak wciąż uczy się chodzić. Swoimi tekstami dodaje teatralnym wydarzeniom emocjonalnego wymiaru i piękna.