Na próżno patrzycie na Norwegię jako ostoję spokoju w świecie targanym wojnami, ekstremizmami i terrorem – mówi nam w „Czerwonym gardle” Jo Nesbø. Tuż obok was, schowany w cieniu kosmopolitycznego, nowoczesnego i zamożnego społeczeństwa żarzy się wciąż płomień zła. Zła, jakie w duszach Norwegów sześćdziesiąt lat wcześniej rozpaliły idee, wedle których ludzi można dzielić na lepszych i gorszych, zbijać i niszczyć w imię idei, zwanej nazizmem – pisze Przemysław Poznański z ZupelnieInnaOpowiesc.com.

Do średniowiecznej twierdzy Akershus, wzniesionej u bram portu w Oslo, nad pionową granią wysokiej skały, wejść można dziś praktycznie o każdej porze. Z murów roztacza się doskonały widok na miasto, w cieniu wystających z muru luf armatnich można przysiąść na trawie, choćby po to, by poczytać „Czerwone gardło”. Po drodze, na jednym z dziedzińców zamku znajdziemy tablicę, upamiętniającą członków ruchu oporu, którzy w czasie II wojny światowej zginęli z rąk nazistów, rozstrzelani pod murem twierdzy. Pod tym samym murem, za kolaborację i zdradę, rozstrzelany został w 1945 roku Vidkun Quisling, przywódca konserwatywnej, a następnie faszystowskiej partii Nasjonal Samling, dwukrotny premier Norwegii. Akershus doskonale symbolizuje więc najnowszą przeszłość tego kraju – rozdartego między heroizmem w walce o zasady cywilizowanego świata a koniunkturalnym nazizmem. Mogłoby się wydawać, że w jednym z najbogatszych krajów świata, spoglądającym z lekkim pobłażaniem, spod nieco sennych powiek, na Europę i resztę globu, to dramatyczne rozdarcie jest tylko wspomnieniem, wartym upamiętnienia tablicą, ale niewartym rozdzierania szat. Nesbø mówi nam wprost: nic bardziej mylnego. Nazizm wciąż istnieje w głowach Norwegów – tych młodych, neonazistów niepotrafiących na innych podstawach oprzeć poczucia własnej wartości, ale i tych, którzy w czasie wojny zarazili się nim nieuleczalnie. Ci ostatni, schorowani starcy, żyją wciąż dawno przebrzmiałą dumą, jaką dawała im idea pangermanizmu – przekonanie o wyższości narodów germańskich, ale i świadomość, że współpraca z Hitlerem oznaczała walkę – choćby pod Leningradem – z zagrażającym Europie bolszewizmem. Żyją sfrustrowani, bo nierozumiani, a jeśli do tego dochodzi wspomnienie osobistej krzywdy, to może się okazać, że do głosu dojdą demony, zdolne do popełnienia najokrutniejszej zbrodni. Bohater cyklu, Harry Hole, to doskonały śledczy, który wie, do jakiego okrucieństwa zdolny jest człowiek. Dlatego nie potrafi zignorować informacji o przemyconym do Norwegii karabinie snajperskim Märklin. Zbrodnia zbliża się wielkimi krokami i Hole nie potrafi zignorować swych przeczuć nawet w obliczu lekceważenia ze strony przełożonych. Pozostaje mu czekać, aż Märklin zostanie użyty. Aż bieg wydarzeń zaprowadzi go też pod ową tablicę pamięci na zamku Akershus.

„Czerwone gardło” to trzecia powieść z Harrym Hole w głównej roli. Nie czytam serii chronologicznie, dlatego po „Pancernym sercu” i „Policji” ta książka to swoista retrospekcja, historia, która na gruncie prywatnego życia bohatera oznacza dopiero początek jego związku z Rakel Fauke, a na gruncie zawodowym faktyczny początek kariery. Hole – w wyniku własnej nadgorliwości – trafia do POT – policyjnych służb bezpieczeństwa, gdzie udowadnia wszem i wobec, że… lepiej byłoby mu w policji kryminalnej.

Powieść powstała w 2000 roku i dziś czyta się ją chyba inaczej, niż przed szesnastu laty – intuicja Nesbø okazała się prorocza. Jedenaście lat po premierze książki doszło wszak w spokojnej, nieco sennej Norwegii do szaleńczego ataku Andersa Breivika na siedzibę premiera w Oslo i wyspę Utøya, u źródeł którego stał wszak nacjonalizm i rasizm, pogarda wobec odmienności, fascynacja ideami, które kilkadziesiąt lat wcześniej zaszczepił w ludziach nazizm.

Autor | Przemysław Poznański / zupelnieinnaopowiesc.com