Polscy siatkarze po raz trzeci w historii stanęli na najwyższym stopniu mistrzowskiego podium. Co teraz czeka zawodników Vitala Heynena? Zdaniem Łukasza Kadziewicza niewiele się zmieni.

Włosko-bułgarskie mistrzostwa świata dobiegły końca. 12 meczów, 8 w Warnie i 4 w Turnie. Dokładnie tyle zagrali Biało-Czerwoni podczas tegorocznego mundialu. Zaczęli z wysokiego C od  wygrania wszystkich spotkań fazy grupowej. Kolejno z Kubą, Portoryko, Finlandią, Iranem i Bułgarią.

Potem przyszła chyba najtrudniejsza część tych mistrzostw. W drugiej fazie Polacy trafili na Argentynę, Francję i Serbię. Dwaj pierwsi rywale okazali się być poza zasięgiem naszych siatkarzy. Mecz z zawodnikami Nikolii Grbića był grą o wszystko. Przegrana oznaczałaby koniec medalowych marzeń. Tak się jednak nie stało. Biało-Czerwoni stanęli na wysokości zadania i pewnie pokonali Serbów 3:0.

Sport jest zawsze zero jedynkowy, tym bardziej siatkówka, w której spotkania nie da się zakończyć remisem. Ja sam po meczu z Francją nie postawiłbym ostatnich pieniędzy na to, że zdobędziemy medal w tym turnieju. Wierzyłem, bo zawsze jestem z nimi, ale moja wiara nie była podparta żadnymi argumentami – przyznaje Łukasz Kadziewicz, wicemistrz świata z 2006 roku, dziś ekspert Polsatu Sport.

W trzeciej fazie spotkało się sześć najlepszy drużny: Włochy, Serbia, Polska, Brazylia, USA i Rosja. O podziale na dwie grupy zadecydowało losowanie, wokół którego wytworzyło się wiele spekulacji. Do jednej grupy trafili gospodarze – Włosi, Polacy i Serbowie. Do drugiej zaś mistrzowie olimpijscy – Brazylijczycy,  brązowi medaliści tegorocznej Ligi Narodów – Amerykanie i mistrzowie Europy – Rosjanie. Nic więc dziwnego, że kibicom taki stan rzeczy wydał się nieprzypadkowy.

Osobiście nie wierzę w to, że gospodarze pomogli sobie w trzeciej fazie losowaniem. Czasem możesz wszystko poustawiać, ale potem boisko samo zweryfikuje to, ile jesteś wart. Tam dla każdego piłka waży tyle samo, w tym miejscu wygrywasz albo przegrywasz, a nie przy zielonych stolikach – dodaje Kadziewicz (Polsat Sport).

W pierwszym meczu tej fazy Polacy po raz drugi w tym turnieju pewnie pokonali Serbów 3:0. Aby walczyć o medale potrzebowali wygrać tylko jednego seta w starciu z gospodarzami. Gdy bez większych problemów prowadzili w tym spotkaniu 1:0, Vital Heynen dał odpocząć kluczowym zawodnikom, wystawiając całkiem nowy skład. Młodzi gracze nie odstawali wyraźnie od Ivana Zaytseva i spółki. Choć polska reprezentacja przegrała ten mecz 2:3, to bez przeszkód awansowała do strefy medalowej z pierwszego miejsca w grupie.

W Final Six nigdy nie ma słabych drużyn, na tym etapie spotykają się najlepsi z najlepszych. Oczywiście w jednym zespole jest więcej światowych gwiazd, w drugiej coś innego może decydować o jej sile. Wszystko zawsze kończy się na parkiecie – podsumowuje Kadziewicz (Polsat Sport).

Tam, po przegranej z Brazylią, czekali Amerykanie, którzy od początku tego turnieju byli jednym z pewniejszych faworytów do medalu. Mecz z siatkarzami Johna Sperawa z pewnością nie należał do łatwych. Pierwszy set wygrany bez problemów. Później Amerykanie obudzili w sobie wolę zwycięstwa i urwali dwa sety. W czwartej partii powrócili na dobre tory, a w tie-breaku postawili kropkę na i, wygrywając 3:2.

Mecz finałowy z Brazylią był niczym throwback do finału sprzed czterech lat. Polacy dominowali w każdym elemencie i szybko zdali sobie sprawę, że obrona tytułu jest w zasięgu ręki. Tak też się stało, bez straty seta Biało-Czerwoni pokonali Canarinhos i po raz drugi z rzędu zdobyli złoty medal mistrzostw świata.

Chyba każdy z nas czuł, że grali bardzo swobodnie. Ich forma rosła w trakcie całego turnieju, z meczu na mecz grali coraz lepiej. W spotkaniu z Brazylią było podobnie, od początku kierowali swoją grą i tym, co działo się na boisku. Mój kolega – redaktor Jerzy Mielewski po drugim wygranym secie zapytał prześmiewczo czy nie pójdę z nim na kawę. Wiele meczów trzymało nas w napięciu, ale finał mieli pod kontrolą – przyznaje Kadziewicz (Polsat Sport).

W trakcie całego turnieju, oprócz całej drużyny, szczególnie rozwinął się jeden zawodnik. Bartosz Kurek, który nie zagrał w poprzednich mistrzostwach, teraz wrócił ze zdwojoną siłą. Był bardzo ważną postacią na boisku i poza nim. Nie tylko wyróżniał się sportowo, ale także w trudnych momentach to on uspokajał swoich kolegów.

Fajna, życiowa, prawdziwa historia. Nieważne, ile razy upadasz, ale ważne czy potrafisz wstać. Bartek obronił się sportowo i udowodnił, że jest światowej klasy atakujący. Ciekawa postać, nie tylko pod względem sportowym, ale także życiowo. Może być sporą inspiracją dla wielu z nas – dodaje Kadziewicz (Polsat Sport).

Po 12 meczach nasza reprezentacja wróciła do kraju. Na warszawskim lotnisku czekały tysiące kibiców, którzy chcieli im podziękować za ten sukces i za wszystkie emocje, których im dostarczyli. Niestety zarówno polscy kibice, jak i sami zawodnicy na ten moment musieli długo czekać. Na lotnisku w Mediolanie doszło do uszkodzenia samolotu i wylot złotych Orłów znaczenie się przedłużył. Zamiast wylądować koło godziny 12, wylądowali po 18.

Jak może czuć się zawodnik, który po takim turnieju czeka kilkanaście godzin na lotnisku, bo samolot się popsuł? Jeśli tyle osób na nich czeka, pojawiają się politycy – premier, prezydent, to nasza federacja powinna o to zadbać. Niestety, wielu będzie się ogrzewać w blasku tego złota. Nawet Ci, którzy na to nie zasługują – komentuje Kadziewicz (Polsat Sport)

Teraz nasi zawodnicy mają chwilę oddechu. Większość z nich do ligowych zmagań powróci 12 października, wtedy rusza nowy sezon PlusLigi. Jak Polski Związek Piłki Siatkowej poradzi sobie z udźwignięciem drugiego tytułu mistrza świata? Miejmy nadzieję, że lepiej niż przed czterema laty. Wtedy po zdobyciu złota, nasi siatkarze nie zostali zbyt dobrze wypromowani.

 – Tamten sukces nie został w ogóle wykorzystany. Sam jestem ciekaw czy teraz się coś zmieni, ale szczerze mówiąc wątpię, że te rozbudowane działy marketingu i wszelkiego rodzaju promocji będą w stanie sobie z tym poradzić. Federacja powinna się otaczać osobami, które potrafiłyby sprzedać mniej chodliwy produkt niż drużyna mistrzów świata. Jak na razie moim zdaniem takich osób tam nie ma. Chciałbym się mylić – kończy Kadziewicz (Polsat Sport).


Autor: Zuzanna Kuczyńska
Zdjęcie: Instagram