Minionej niedzieli na żużlowym torze fatalnie porozbijał się Piotr Świderski. „Czarny owal” to nie szachy, ale konsekwencje bywają paskudne. Jak podawał oficjalny serwis „Świdra”, ma on złamaną kość lewego podudzia, a prawdopodobnie także pogruchotane żebra.

Piotr Świderski z autorem artykułu Bartkiem "Skrzynią" Skrzyńskim / fot. arch. własne

Faza ligowych rozgrywek wchodzi w decydującą fazę. Nie ma miejsca na pomyłki i odpuszczania kolejnych gonitw. Skazywana na porażkę ekipa Betardu Sparty Wrocław, dowodzona przez Piotra Barona w pełni zasłużenie awansowała do play-off’ów. Pierwszą ekipą weryfikującą umiejętności wrocławian był Unibax Toruń. W potyczce nie odpuszczał Tomek Jędrzejak groźnie upadając w efekcie walki z Chrisem Holderem w III odsłonie ostatecznie przegranego pojedynku (32:58). Pomachał mu wcześniej na łuku młody „Kangur” nogą, a na „Ogóra” (rocznik ’79) podziałało to jak płachta na byka. Nie chciał się poddać, jechał „z zębem” i na drugiej prostej groźnie katapultował się z motocykla. Twardo jednak powrócił do ścigania się w meczu o ważne punkty, choć – z oczywistych przyczyn – z niekoniecznie najlepszym skutkiem.

Nie odpuszczali też pozostali spartanie: Maciek Janowski, Keneth Bjerre. Kibice na trybunach chłodno kalkulowali przed meczem. Minimalna wygrana we Wrocławiu, porażka do „35” oczek w grodzie Kopernika, przy jednoczesnym triumfie ekipy Stali Gorzów z leszczyńską Unią w jednym i drugim pojedynku, dawała Betardowi Sparcie awans do pierwszej czwórki, jako „lucky luser”. Wiedział o tym sztab szkoleniowy, jak i zawodnicy. Bardzo chcieli z uporem i ambicją.

Walczył od startu do mety swoich wyścigów także Piotrek Świderski. Kapitan ekipy chciał dawać przykład, jak zwyciężać. Na samym początku XI gonitwy każdy z jeźdźców chciał jak najlepiej dla swojej drużyny. Drogę przy krawężniku obrał Michael Jepsen Jensen, bardzo późno z kolei planowali złożyć się w pierwszy łuk Keneth Bjerre, a w „efekcie domina” za nim Chris Holder, miejsca nie starczyło już dla Piotra Świderskiego. Urodzony w Rawiczu sportowiec na wyprostowanym motocyklu wjechał w okalającą tor bandę.

Nie ma Chris Holder dobrej opinii u wrocławskich fanów, zdaje się zapracował na to swoim wyniosłym stylem bycia i sposobem postępowania. „Kangur” próbował stawać w pozasportowe szranki, podczas jednej z ubiegłorocznej rund Grand Prix ze swoim rodakiem Jasonem Crump. Mistrz jedynie pstryknął palcami w kask nieopierzonego jeźdźca, pokazując… klasę mistrza. Nie było jednak premedytacji Holdera w upadku „Świdra”. Ferwor walki, pierwszy łuk, ciasno, nikt nie chciał odpuścić i stało się. Australijczyk jako jeden z pierwszych skoczył do pomocy kapitanowi Sparty w wyciąganiu motocykla i uwalnianiu go spod pneumatycznej bandy. Warto czasem kibicować żużlowi w ogóle, a nie tylko szowinistycznie swojej ekipie.

Dziś to już mniej ważne, jak i wynik rewanżowego meczu w Toruniu. Liczy się zdrowie Piotra Świderskiego. Od lat zaangażowanego w pomoc drugiemu człowiekowi. Spotykamy się z sympatycznym zawodnikiem, przeważnie zimową porą, pomagam w konstruowaniu oferty dla sponsorów. Rozmawialiśmy też o wsparciu żużlowca Fundacji „W-skersi”(www.w-skersi.org), w ramach której organizujemy w pełni integracyjny rejs dalekomorski. Zawodnik zgodził się bez wahania zostać Ambasadorem projektu, z zapałem wsłuchując się w opowiadania o przygotowaniach.

Od niedzieli to „Świder” potrzebuje wsparcia tych, którym dawał radość, walcząc do ostatnich metrów na żużlowym torze. Obecnie po paskudnej kontuzji rozpoczął – w ciszy wyłączonego telefonu – podróż, której celem jest powrót do pełnej sprawności, co w tej chwili najważniejsze. „Czarny owal” też pewnie pojawia się na horyzoncie, choć pewnie bardzo dalekim z czego zdawała sobie w pełni sprawę, zapłakana po wizycie w karetce ze Świderskim – Krystyna Kloc, szefowa wrocławskiego klubu. Zdrowia zatem „Świder”, trzymamy kciuki!

 

(Bartłomiej „Skrzynia” Skrzyński /skrzynski.info.pl)

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułMusiałek: Szykują się ciężkie treningi
Następny artykułLekarz o stanie zdrowia Świderskiego
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.