Wrocławski Teatr Komedia posiada w swoim repertuarze prawdziwie wyjątkowy posiłek. I choć omlet ze szczypiorkiem wydaje się być banalnym daniem, odpowiednio podany jest w stanie nasycić największego sceptyka, nie dając mu zapomnieć, że jest ot tak, po prostu dobry.

Pokrótce o fabule. Zamożny wydawca, w którego rolę wciela się dobrze znany wrocławskiej publiczności Paweł Okoński, wraz ze swoimi znajomymi, organizuje co tydzień tytułową kolację dla głupca. Zapraszani na nią „specjalni” goście, kompromitując się na oczach intelektualistów, mają dawać im mnóstwo powodów do śmiechu i radości. Znane z wielu motywów relacje bogatych z biednymi i mądrych z głupimi, w tym przypadku mają wspólny mianownik. A przynajmniej tak wydaje się na początku. Szybko jednak okazuje się, że niezwykle łatwo jest pomylić głupotę z nieszablonowością, a ten, który się śmiał, szybko spotka na swojej drodze wyrównującą rachunki karmę. Franciszek Pinion (rewelacyjny Mirosław Kropielnicki), pracownik Urzędu Skarbowego i zapalony konstruktor budowli z zapałek, którego porzuciła żona, wydaje się być odpowiednim obiektem do drwin i szyderstw. Przez większą część widowiska faktycznie można odnieść wrażenie, że jest to „głupek na skalę światową”. Nagłe zwroty akcji ukazują natomiast, co w życiu jest tak naprawdę ważne. Głupiec, choćby największy, może okazać się przyjacielem o wielkim sercu, a inteligent – smutnym bogaczem z dziurą w piersi.

Spektakl idealnie wbija się ramy Teatru Komedii, jest świetnym wyborem, jeśli oczekujemy sporej dawki rozrywki ze szczyptą egzystencjalnych przemyśleń. Sprawdzone gagi śmieszą zawsze, tym bardziej, jeśli pozwolą im żyć odpowiednio dobrani do tego aktorzy.

Autor | Radosław Sikora