Śląsk Wrocław zremisował z Koroną Kielce 1:1. W pierwszej połowie zawodnicy Pawła Barylskiego trafili dwukrotnie, jednak bramka Arkadiusza Piecha nie została uznana. W drugiej części WKS musiał grać w osłabieniu, przez co nie zdołał utrzymać prowadzenia i wywalczył tylko punkt.

Ostatni mecz Śląska na Stadionie Wrocław w tym roku był jednocześnie pierwszym spotkaniem, w którym WKS prowadził nowy trener – Paweł Barylski. Do zwycięstwa Trójkolorowych poprowadzić miał także nowy kapitan – Marcin Robak.

Dwa trafienia, jedna bramka

Początek spotkania zdecydowanie należał do Korony. Goście starali się zagrozić bramce Jakuba Słowika, jednak ich próby były nieskuteczne. W 9. minucie okazję miał za to Igors Tarasovs, który nie trafił do pustej bramki. Piłka przeleciała kilka centymetrów nad poprzeczką, a Śląsk musiał próbować dalej. Kolejna szansa pojawiła się dziesięć minut później. Dośrodkowania Robaka nie wykorzystali jednak ani Arkadiusz Piech ani Mateusza Radecki. W 27. minucie Śląsk w końcu zdołał wykorzystać okazję. Szybki atak zakończony strzałem Roberta Picha, dał Trójkolorowym prowadzenie. Korona starała się zbudować akcję, po której mogliby doprowadzić do remisu. Drugi cios zadali jednak gospodarze. Po rozegraniu stałego fragmentu gry, bramkarza Korony pokonał Piech. Piłkarze cieszyli się już z gole, a w tym czasie sędzie skorzystał z videoweryfikacji. Po sprawdzeniu VAR, trafienie napastnika Śląska nie zostało uznana. W doliczonym czasie gry Korona oddała jeszcze strzał w poprzeczkę, jednak na przerwę schodziła z bramkową stratą.

Same straty

Druga część zaczęła się nie najlepiej dla Trójkolorowych. Już w 53. minucie czerwoną kartkę za faul obejrzał Djorde Cotra. Najpierw sędzia pokazał obrońcy żółty kartonik, jednak po videoweryfikacji, zdecydował się ukarać zawodnika surowiej. Śląsk musiał grać w osłabieniu. Korona wykorzystała to najlepiej, jak mogła. W 64. minucie po strzale główką Michaela Gardawskiego, goście zdołali doprowadzić do remisu. Śląsk prezentował się zdecydowanie słabiej niż w pierwszej połowie. Korona zapędzona zdobytym golem, zaczęła dominować, a piłkarze trenera Barylskiego cofnęli się do obrony. Goście dłużej utrzymywali się przy piłce, a tempo gry wyraźnie zwolniło. Śląsk zdołał stworzyć sobie jednak groźną sytuacje, ale strzał odbił się od poprzeczki. Gospodarze ostatecznie wywalczyli tylko punkt. W ostatnim meczu na własnym boisku 1:1 zremisowali z Koroną Kielce.

Nie mam zbyt wiele do powiedzenia. Chcemy przeprosić własnych kibiców za to, co dzisiaj pokazaliśmy. To był jeden z naszych najsłabszych meczów. Mieliśmy dzisiaj szczęście, że zremisowaliśmy. Zabrakło nam fantazji w grze, a Śląsk walczył o każdą piłkę – mówi Gino Lettieri, trener Korony Kielce.

Staraliśmy się przygotować zespół do tego, żeby zdobyć punkty. W pierwszej połowie byliśmy dobrze zorganizowani, a Korona nie zdołała nam zagrozić. Mimo czerwonej kartki, zespół dobrze na to zareagował. Nie jesteśmy zadowoleni z wyniku, wszyscy dążymy do zwycięstwa. Jednak żeby zacząć wygrywać, najpierw trzeba zacząć punktować – mówi Paweł Barylski, trener Śląska Wrocław.


Śląsk Wrocław – Korona Kielce 1:1 (1:0)

27′ Pich
64′ Gardawski

Śląsk: Słowik – Broź, Pawelec, Golla, Cotra – Tarasovs, Radecki, Pich, Farshad Ahmadzadeh (70. Gąska) – Piech (79. Chrapek), Robak.

Korona:  Hamrol – Kovacević, Diaw, Marquez (45. Jukić), Możdzień – Żubrowski, Cebula (80. Kosakiewicz), Petrak (45. Górski), Gardawski, Pucko – Soriano.

Żółte kartki: Broź, Chrapek (Śląsk); Petrak, Marquez, Żubrowski, Diaw (Korona).

Czerwone kartki: Cotra (Śląsk).

Sędzia: Paweł Raczkowski.

 


Autor: Oliwia Stasiak
Zdjęcie: Ola Sopuch