Wielkie zwycięstwo nad dotychczasowym liderem w Hali Orbita, przy ponad 2 tysiącach kibiców – tak wyglądało niedzielne spotkanie Śląska ze Stalą Ostrów Wielkopolski. Hit I ligi okazał się starciem, które spełniło oczekiwania najbardziej wybrednych fanów basketu.

Po sobotniej porażce MKS Dąbrowy Górniczej i wysokim zwycięstwie AZS-u Kutno nad Polonią Przemyśl jasne było, że Śląsk, by myśleć o pierwszej lokacie musi nie tylko ograć Stal, ale dokonać tego w przekonującym stylu – wygrać co najmniej 19 punktami.

Gdy na trzy sekundy przed końcem meczu po akcji dwa plus jeden Tomasza Ochońki wydawało się, że wrocławianie będą świętować awans na pozycję lidera I ligi Stal szybko wyprowadziła piłkę spod własnego kosza, która momentalnie zatrzepotała w siatce po drugiej stronie boiska! Marek Szumełda-Krzycki rzutem z własnej połowy ustalił wynik spotkania na 88:72, co oznaczało, że Śląsk po czterech ligowych kolejkach musi się zadowolić drugą lokatą w tabeli. 

Od pierwszej minuty niedzielnego pojedynku nie brakowało indywidualnych popisów oraz… sporej liczby przestrzelonych rzutów. Dużą chęć do gry wykazywał zwłaszcza Marcin Flieger, który na początku sezonu zmagał się z kontuzją i dotąd nie miał wielu okazji aby pokazać się wrocławskim kibicom.

– Mam nadzieję, że limit kontuzji na ten sezon już wyczerpałem i z meczu na mecz będę prezentował się co raz lepiej – powiedział zdobywca 17 punktów, 4 asyst i 2 przechwytów, który po raz pierwszy w tym sezonie rozpoczął zawody w pierwszej piątce.

Wrocławianie kontrolowali przebieg spotkania od pierwszej do ostatniej minuty. Tradycyjnie ze świetnej strony pokazał się Paweł Kikowski, a dobrze pod koszem radził sobie Krzysztof Sulima. Blisko czwartego z rzędu double-double był Łukasz Diduszko, zdobywca 9 oczek i 12 zbiórek.

Było to ciężkie spotkanie. Przygotowywaliśmy się do niego bardzo solidnie. Wiedzieliśmy, że Stal gra świetnie w szybkim ataku, a także grozi rzutami z dystansu. Niczym nas dzisiaj nie zaskoczyli – zakończył Flieger.

– Zabrakło nam determinacji. Były momenty, w których doszliśmy Śląsk na kilka punktów i na tym poprzestaliśmy. Mam wrażenie, że brakowało nam wtedy siły – szukał z kolei przyczyn porażki szkoleniowiec Stali Mikołaj Czaja.

Analizy spotkania podjął się również trener Tomasz Jankowski: – Wiedzieliśmy, że Stal poprzednie 3 mecze wygrała głównie dzięki zbiórkom, dlatego chcieliśmy ograniczyć ich w tym elemencie, zwłaszcza na naszej tablicy. To nam się dziś udało.

Wrocławianie po raz pierwszym w tym sezonie swoje spotkanie rozegrali w Hali Orbita. Kolejne dwie okazje do dopingowania Śląska w tym obiekcie już niebawem – przy okazji meczów z AZS Radex Szczecin i Zniczem Pruszków. Co o tym pomyśle sądzą sami zawodnicy?

– Gdybyśmy mieli możliwość tutaj trenować, to wolelibyśmy grać w Orbicie. Tutaj przychodzi o wiele więcej ludzi i w przyszłości atmosfera może być lepsza niż w „Kosynierce” – gdybał Marcin Flieger.

Drugi mecz niedzielnego południa z koszykówką zakończył się minimalnym zwycięstwem Chimek Moskwa nad PGE Turowem Zgorzelec 86:79.

Kolejne spotkanie wrocławianie rozegrają w najbliższą środę w Warszawie. Ich przeciwnikiem w ramach I rundy Intermarche Basket Cup (dawny Puchar PZKosz) będzie II-ligowa Legia.

WKS Śląsk Wrocław – BM Slam Stal Ostrów Wlkp. 88:72 (23:14, 18:19, 25:20, 22:19)

WKS Śląsk: Flieger 17, Kikowski 17, Sulima 14, Ochońko 10, Hyży 9, Diduszko 9, N. Kulon 5, Mroczek-Truskowski 4, Prostak 3, Bochenkiewicz 0.

BM Slam Stal: Olejnik 18, Dymała 13, Szawarski 10, Szumełda-Krzycki 10, Chmielarz 6, Zębski 6, Żurawski 4, Strzelecki 3, Kałowski 2, Sierański 0, Kaczmarzyk 0.