„Krótki zarys wszystkiego” [RECENZJA]

Twórca postanowił wyjść poza ramy. Stworzył spektakl, w którym grę aktorską uzupełniała kinematografia i scenografia rysunkowa tworzona na żywo. W zależności od zajmowanych miejsc można było śledzić spektakl na pionowym ekranie kinowym lub porównywać go z tym, co było widać przed pierwszym rzędem foteli – na poziomowej podłodze. Teo Dumski niczym demiurg dyrygował stworzonym przez siebie światem – pisze Daniel E. Groszewski.

„Krótki zarys wszystkiego” to historia świata – od stworzenia po jego koniec. Co ważne: bez użycia słów. Rysunki na żywo tworzył Sebastian Siepietowski, choreografię opracował Jan Nykiel. Na scenie zobaczyliśmy zespół w składzie: Magdalena Bocianowska, Bożena Bukowska, Katarzyna Janekowicz, Agata Obłąkowska-Woubishet, Kamil Dysiewicz, Przemysław Furdak.

Wszyscy znamy tę historię. „Krótki zarys wszystkiego” to artystyczna wizja historii Świata, poczynając od jego stworzenia po ostateczny koniec. Historia ta, opowiadana przy użyciu nowoczesnych technologii, niesie ze sobą próbę dość odważnej interpretacji dziejów i ukazania procesów społecznych, które determinują nasz los. Jest to ciekawe połączenie sztuki wizualnej, filmowej i sztuki teatru, co pozwala je nazwać performative cinema. Centralnym punktem spektaklu jest kamera, która, ustawiona nad sceną, tworzy niecodzienny punkt widzenia. Technika zapoczątkowana w spektaklu The Floor: w moro po bułki wzbogacona została o rysunek, który na żywo tworzy scenografię dla aktorów oraz sam jest osobnym „aktorem” spektaklu. Zniknęły fizyczne ograniczenia: widz może doświadczyć obrazów wyjętych żywcem spod mikroskopu czy znanych z filmów przyrodniczych, scen batalistycznych czy pełnych abstrakcji. A wszystkie te obrazy tworzone są „tu i teraz” pod jego stopami i dostarczane mu poprzez subtelną pracę kamery, powstającą na żywo rysunkową i malarską scenografię oraz efekty specjalne. Spektakl angażuje nowe media i technologie, tak aby stworzyć synkretyczne widowisko, które podąża z duchem czasu. Wykorzystując kinową formę przekazu, w pełni zachowuje najistotniejszy pierwiastek sztuki teatru: obecność żywego aktora.

Dlaczego, choć przeżywamy wciąż te same historie nie uczymy się na nich zbyt wiele?Historia świata od początku do końca pisana jest krwią.

Historię świata w pigułce poznajemy poprzez serię konkretnych i abstrakcyjnych obrazów ukazujących losy człowieka od zarania dziejów po dzień dzisiejszy. Sam tytuł widowiska budzi skojarzenia z naukowymi opracowaniami Stephena Hawkinga, od „Krótkiej historii czasu” po „Teorię wszystkiego, czyli krótką historię Wszechświata”. I choć podejmuje podobną tematykę, nie proponuje skondensowanego „wykładu”, lecz szereg imponujących estetycznie impresji. Godna podziwu jest oryginalna forma przedstawienia: ustawiona nad sceną kamera rejestruje ruchy poruszających się w poziomie aktorów i przenosi trójwymiarowe obrazy na filmowy ekran. Opowieść z powodzeniem można śledzić na ekranie jak film, niejako nie zauważając, że wszystkie epizody kreowane są tu i teraz. „Dekoracje”, czyli elementy tła, również rysowane są na bieżąco (za świetny rysunek live odpowiedzialny jest Sebastian Siepietowski). Aktorzy z ogromną precyzją wpasowują się w rysunkową scenerię, całkowicie niwelując efekt sztuczności i podtrzymując iluzję trójwymiaru. Widz cały czas jest świadkiem twórczych działań aktorów, którzy na jego oczach zmieniają kostiumy, ustawiają rekwizyty czy przegrupowują się, przygotowując kolejne sceny.

Opowiadana przez artystów historia świata rozpoczyna się od niemal malarskich przedstawień biblijnego raju i upadku człowieka (skojarzenia z obrazami Michała Anioła nasuwają się same). Po nich następuje dłuższy epizod tworzenia i dzielenia się materii, powstawania pierwszych organizmów żywych, których ewolucja ukazana jest w skrócie poprzez serię trafiających w sedno rysunków. Oglądamy ludzkie wzloty i upadki (rewelacyjne sceny skoku ze spadochronem i górskiej wspinaczki!) panów i niewolników, czasy wojny i pokoju. Opowiadana przez artystów historia świata to jednak przede wszystkim opowieść o walce o byt, przemocy, zwycięstwie silniejszego. Obraz ludzkości, wyłaniający się z poszczególnych scen, jest niestety bardzo gorzki (m.in. szlachetny w swej istocie podbój kosmosu staje się pretekstem do chorej rywalizacji). Szczególnie sugestywnie odmalowane są sceny z czasów dwóch wojen światowych: od krwawych walk w okopach po powstanie nazizmu i masowe mordy. W jednej z najbardziej przejmujących scen na rosnącym stosie zwłok wznoszą się nowoczesne budynki, co podkreśla bolesny banał jednostkowego losu wobec przemiany pokoleń i nadejścia „nowego”.
W spektakl włączone są również fragmenty filmowe, jak choćby urywki pierwszych kreskówek z Myszką Miki. Połączenie filmu z rejestrowanym kamerą ruchem w żywym planie pozwala m.in. na zaprezentowanie efektownego danse macabre z pląsami rysunkowych szkieletów. Wizerunek radośnie gwiżdżącej Myszki towarzyszy także scenom wojennym, w których aktorzy formują ze swoich ciał wielką swastykę: efekt przerażającego kontrastu i nieprzystawalności motywów jest źródłem siły ich emocjonalnego oddziaływania. Napięcie i rytm przedstawienia podkreśla również żywa, pulsująca rytmem muzyka, budząca skojarzenia ze starymi kronikami filmowymi.„Krótki zarys wszystkiego” to artystyczna jakość unikatowa na tle dzisiejszych teatralnych zjawisk. Gra wyobraźni, a zarazem świadome wykorzystanie dobrodziejstw teatru, filmu i innych sztuk wizualnych, są rzeczywiście imponujące.
Spektakl pozwala widzowi spojrzeć na świat i jego historię z bezpiecznego dystansu, ale i budzi uzasadniony niepokój. Kiedy wśród zmieniających się na ekranie dat pojawia się rok 2016, aktorzy patrzą na nas z niemym pytaniem: kim jesteśmy i jak wyglądamy dziś, na tle zaprezentowanych wizji przeszłości. Czy w epoce Facebooka, MacDonalda, powszechnej komunikacji i lotów kosmicznych jesteśmy inni niż walczący o byt przodkowie? Ów splot estetyki z etyką jest największą siłą przedstawienia. „Krótki zarys wszystkiego” pokazuje historię w pigułce. Bardzo gorzkiej