Nie płacze się po człowieku, który miał długie i udane życie. Za Kazimierzem Kutzem też nie zapłaczę. Za to chętnie uśmiechnę się na myśl o tym, że tacy jak on to rzadki gatunek, wymagający ochrony.

Był pełen pasji, namiętności, uporu, mądry swoją prostotą, choć nie prosty w swojej mądrości. O takich jak Kazimierz Kutz filmy należy kręcić, choć kiedy o tym dłużej pomyśleć, wszystkie jego filmy były też trochę o nim. „Kiedy wybierałem drogę życiową, kierowałem się tym, żeby robić to, co mi sprawi przyjemność. Bo zawód musi ten warunek spełniać. I ta przygoda stała się dla mnie czymś wspaniałym. Bo przecież życie ma być ciekawe! Jeśli jest nudne, trzeba stawać na głowie, żeby to zmienić” – powiedział Kazimierz Kutz w wywiadzie udzielonym „Gali”. Kiedy to mówił miał 79 lat, 17-letniego syna, a na koncie sporo klasyków rodzimego kina. Wśród nich „Sól ziemi czarnej”, „Perłę w koronie” czy „Śmierć jak kromka chleba”. Zmusił też Marka Kondrata by płakał na widok nagich piersi Renaty Dancewicz, za co wdzięczne będą mu jeszcze kolejne pokolenia kinomanów, bo taki sposób na pokazanie niemal nabożnej fascynacji kobietami  mógł narodzić się tylko w głowie człowieka, którego całe życie kręciło się wokół kobiet, który nie krył, że były – obok pracy – jego największą życiową miłością, celem, dla którego warto było rano wstawać i walczyć z przeciwnościami losu. Wiele lat po sukcesie „Pułkownika Kwiatkowskiego” Marek Kondrat wspominał, że taki szalony pomysł, jak płacz na widok nagich piersi u każdego innego reżysera wyszedłby fałszywie. Ale nie u Kazia Kutza. On wierzył, że kobiety, erotyka są siłą napędową mężczyzny.

I umiał tym kobietom pokazać ich pełnię. Anna Dymna, która zagrała u Kutza swoją pierwszą po ciąży rolę, wspominała wielokrotnie jak jej pomógł pogodzić się z transformacją fizyczną, jaką przeszła. W krótkim czasie przybrała na wadze 30 kilogramów. To dużo, jak na drobną dziewczynę, którą przez lata była. Wstydziła się swojego ciała, a Kutz mówił jej, że wreszcie wygląda jak kobieta, bo ma cycki i tyłek. Na próby wołał ją słowami: stara gruba baba na plan! – O dziwo mi to pomogło! – wspominała po latach aktorka.

Był też Kutz polityk, senator, obrońca wolności. Bo wolność była tym, bez czego obyć się nie umiał. I walczył o tę wolność dla innych. Brał udział w paradach równości, sprzeciwiał się ruchom faszyzującym i skrajnie prawicowym, widząc w nich jawny dowód na ucieczkę od wolności, na lęk przed odmiennością. Był zdeklarowanym ateistą. Był też przede wszystkim człowiekiem odważnym, nie obawiającym się głosić własnych poglądów. Człowiekiem, jakim teraz nam potrzeba. I chyba tego będzie mi najbardziej brakowało. Tej jego odwagi w byciu dokładnie tym, kim być chciał. To rzadka umiejętność. Rzadka i cenna. Może czas, by ją sobie przyswoić, choćby ku pamięci największego śląskiego reżysera i miłośnika kobiet, jaki kiedykolwiek zasiadał w senackich ławach.

Kazimierz Kutz zmarł 18 grudnia w szpitalu w podwarszawskim Józefowie. Pozostawił czworo dorosłych dzieci.


Autor: Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka
Zdjęcie: scan z youtube