„Las, 4 rano” [RECENZJA]

Najnowsza produkcja Jana Jakuba Kolskiego jest kinem kameralnym i mocno autorskim. „Las, 4 rano”, to bardzo intymna wizja reżysera o stracie, bólu i próbie pojednania się z losem. W znakomitej formie na duży ekran powraca Krzysztof Majchrzak – pisze Sabina Misakiewicz.

Pierwszym ogniwem była książka pod tym samym tytułem i stała się inspiracją do filmu. Kolski wraz Majchrzakiem napisali scenariusz. „Las, 4 rano”, to  kino Kolskiego, które jest specyficzne. Reżyser przez lata przyzwyczajał nas widzów do swojego języka. W najnowszym filmie ten język stał się bogatszy o znakomite zdjęcia. Kolski chciał mieć władzę absolutną na swoim dziełem i poza produkcją, napisaniem scenariusza i reżyserowaniem stanął również za kamerą.

Las 4 rano materiałyprasowe

Głównym bohaterem „Lasu” jest Forst. Człowiek pełen sprzeczności. Poznajemy go jako ostrego, wulgarnego szefa korporacji, który nie stroni od używek, przygodnego seksu, a pławienie się w luksusie jest chlebem powszednim. Forst pewnego dnia staje przed lustrem i podejmuje decyzję o przewartościowaniu swojego dotychczasowego życia. Porzuca je i zostawia za sobą, jak coś, do czego nie chce się wracać. Przemiana bohatera jest uderzająca. Z typowego macho nie zostaje nic, na jego miejscu pojawia się leśny Dziad mieszkający w ziemiance, sypiający w dziurze w ziemi, która przypomina mu o jednym, że z prochu powstał i w proch się obróci. Kolski wraz Majchrzakiem wprowadzili do filmu niesamowity baśniowy świat zwierząt, którymi otacza się bohater. Żyje z nimi w absolutnej symbiozie. Relacje międzyludzkie nawiązuje jedynie: z Natą (prostytutką, połączyła ich samotność i jakiś nieokreślony, nienazwany ból) i  nastoletnią Jadzię. Te kontakty nie są  niestety pasmem szczęścia.

Las 4 rano kadr z filmu

Cały ból, z którym boryka się bohater jest tak dotkliwy i namacalny, że nie można wyjść z kina obojętnym. Piękne są sceny, w których akcja zastyga i niby niewiele się dzieje, jednak ogrom emocjonalności przenika z ekranu. Majchrzak jest znakomity, kroku dotrzymuje mu Marysia Blandzi, znana z poprzedniego filmu Kolskiego „Serce, serduszko”. Olga Bołądź w roli prostytutki Naty ukazuje nieznaną twarz „dziewczyn do towarzystwa”. Jest piękna i wrażliwa, a świat zwyczajnie bywa zły i niesprawiedliwy.

Las 4 rano, to ważny i poruszający film. Można się w nim doszukiwać terapeutycznej roli. Jednakże reżyser wyraźnie odżegnuje się od takiego myślenia. Faktem jednak jest, iż swój obraz zadedykował swojej zmarłej córce Zuzi. Pomimo wielkiego rozdarcia emocjonalnego bohaterów przez leśne ostępy niesie się jednak nadzieja, że coś dobrego jeszcze może się zdarzyć.

Autor | Sabina Misakiewicz

  • Film obejrzałam dzięki uprzejmości Kina Nowe Horyzonty