- REKLAMA -

Scenarzystka takich produkcji jak „Daredevil”, „The Defenders” czy „Power” producentką nadchodzącej adaptacji prozy Andrzeja Sapkowskiego. Wiadomość podzieliła fanów przygód Geralta.

Problem nie leży w samym wyborze, nikt bowiem nie jest wstanie przewidzieć, czy Schmidt sprawdzi się jako scenarzystka i główna producentka, zwłaszcza, że nie będzie sama. Towarzyszyć jej będą producenci wykonawczy: Sean Daniel i Jason Brown z firmy Sean Daniel Company, a także Tomasz Bagiński i Jarek Sawko z Platige Image. W projekcie swoje palce maczać będzie także sam Andrzej Sapkowski, który ma pełnić rolę doradcy.

Wszystko spina razem Netflix, który doświadczenie w produkcji seriali ma niemałe, skąd więc całe to niezadowolenie? Otóż Lauren Schmidt nie może pochwalić się wybitnym portfolio jako scenarzystka, a w roli producentki będzie debiutować. Druga kwestia to duże prawdopodobieństwo, że amerykański Geralt będzie raczej serią dla nastolatków niż brutalnym widowiskiem dla dorosłych.

Obawy rozumiem, choć ich nie podzielam. Wiedźmin Redów (CD Projekt RED) faktycznie był skierowany do starszego odbiorcy, jednak same książki już niekoniecznie. W całym cyklu niewiele jest momentów, które na ekranie mogłyby szokować, no chyba, że odpowiednio je doprawić pikanterią. Druga sprawa, czyli odmawianie kompetencji Lauren Schmidt, to typowe szukanie dziury w całym. Nie jest ona pierwszą lepszą osobą z ulicy, pracowała już przy poważniejszych i bardziej ambitnych projektach. Mam tutaj na myśli „Power”, który wypadł całkiem nieźle, no i, co już wcześniej podkreśliłem, nie działa ona sama.

Reasumując, choć nie lubię „Daredevila”, a „The Defenders” jest kiepski, to nie przekreślam „Wiedźmina”. Wręcz przeciwnie, cieszę się, że to właśnie Schmidt obsadzono w roli scenarzysty i głównego producenta (showrunnera). Wierzę, że oprócz doświadczenia jej pracę będzie cechowało także zaangażowanie i presja pracy nad tak dużym projektem, wierzę, że będzie się jej zależeć na tym, by stworzyć coś naprawdę dobrego.


Autor: Patryk Wolny