- REKLAMA -
Eleven Bike Fest

W każdej legendzie istnieje ziarno prawdy, którego poszukiwanie spędza sen z powiek licznym historykom. W przypadku ustanawiania się Polski na mapie średniowiecznej Europy możemy mówić o prawdziwej studni bez dna. Począwszy od kronikarskich legend, a skończywszy na tożsamości naszego pierwszego władcy – Mieszka I, mamy do czynienia z lawiną sprzecznych źródeł, wśród których wersja wydarzeń znana ze szkolnych podręczników nie wydaje się być słuszną.

Polska urojona Wincentego Kadłubka

Kwestia dotycząca powstania państwa Polan być może na zawsze pozostanie tajemnicą. Jest to rezultat charakteru pism, z jakimi spotykamy się, badając te odległe czasy. Najczęściej są to bowiem kroniki, a te w wiekach średnich spełniały rolę, używając współczesnego języka, stricte medialną i polityczną. Dyktowane na zamówienie danego władcy, nadawały dynastii swojego zleceniodawcy kolorytu i opisywały wydarzenia patetyczne, a zarazem nierealne, ale legitymizujące pozycję króla.

Wystarczy zwrócić uwagę na poczynania Wincentego Kadłubka, obecnie w środowisku historycznym kojarzonego, jako wielkiego bajkopisarza i erudytę, który w swoich zapisach omawiał bitwy Polaków toczone pod Krakowem z wojskami Aleksandra Macedońskiego, Juliusza Cezara (ten nawet wydał swoją siostrę za króla Polski) lub Galów. Starcia te, w myśl relacji kronikarza, przynosiły gigantyczne korzyści prestiżowe i terytorialne protoplastom piastowskiego rodu (np. pod postacią Bawarii jako kontrybucji za wygraną wojnę). Wizje m. in. Kadłubka stały się współcześnie pożywką do tworzenia teorii tzw. Wielkiej Lechii, której co mniej wykształceni czytelnicy przyklaskują.

Wraz z biegiem stuleci przez ziemie polskie przetaczały się konflikty doprowadzające kraj do ruiny ekonomicznej i kulturalnej. Płonęły zamki, pałace, grody, kościoły, całe wsie i miasta. Bezpowrotnie utracono tzw. Annales Polonorum, określane najstarszą, spisaną kroniką na ziemiach polskich. Ten sam los podzieliły Roczniki Małopolskie i Kazania Świętokrzyskie. Utrata tych fundamentalnych źródeł zmusiła polskich historyków do budowania dziejów naszego państwa z tego, co pozostało, a zatem z nieszczęsnego Kadłubka, Galla Anonima, Jana Długosza oraz kronikarzy ościennych Nestora, Thietmara, Kosmasa i innych.

Teoria Wielkiej Lechii w ostatnich latach zyskała sobie rzeszę zwolenników. Historia ta jest jednak oparta na fałszywych przekazach.

O Lechu, Czechu i Rusie, czyli kronikarskie kopiuj-wklej

Postać Dalemila Mezeritzkiego nie mówi zbyt wiele przeciętnemu Polakowi. Pewna część historyków również może wzruszać ramionami, słysząc jego imię (choć nie powinna). Jest to osoba kluczowa w kontekście omawiania naszych narodowych legend. W roku pańskim 1314 ów kanonik napisał pierwszą kronikę w języku czeskim (wierszowanym), tzw. Kronikę Dalimila, w której została zawarta legenda dotycząca trójki braci: Lechu, Czechu i Rusie. Mieli oni po latach wędrówki osiedlić się i dać początek krajom zachodniosłowiańskim – Polsce, Czechom i wschodniosłowiańskiej Rusi. Andrzej Zieliński, warszawski dziennikarz i doktor nauk politycznych w swoich „Początkach Polski” wskazuje, że jest to powieść w całości stworzona przez kanonika, owoc kronikarskiej imaginacji, który został zapisany, rozgłoszony i upowszechniony. Zbliżone wersje legendy krążyły jednak w średniowiecznym obiegu i zostały przedstawione w Kronice polsko-węgierskiej (1222 r.) oraz Kronice wielkopolskiej (1296 r.).

Skąd zatem taka teza? Nie dysponujemy oryginałami powyższych kronik, tylko ich odpisami z lat późniejszych. Na tyle późniejszych, by przekroczyć pamiętny rok 1314. Można zatem uznać przekaz Dalemila za pierwowzór. Mezeritzki stworzył piękną legendę bez oparcia w jakichkolwiek źródłach. W czeskiej historiografii funkcjonował wyłącznie mit o wielkim założycielu Czechu Bochemie, który nie posiadał braci, więc nie mógł w niej pojawić się Rus i Lech. Na wschodzie również o powyższej trójce nie wspomniano. Oddajmy głos czeskiej kronice:

Rozrodziwszy się naród słowiański tak licznie, że ziemia własna, szczupła i nieobfita, objąć ich nie mogła, spowodował, że książęta ich umyślili losowanie, które pokolenia ustąpić miały z Ojczyzny, to jest z Kroacji Starej. Los wypadł na Czecha Bochema, Lecha Polaka i Rusa Rutena, książąt Bochemów, Polaków i Rutenów […], którzy z ludami swymi wyszli.

Kronika Dalemila Mezeritzkiego jest równie barwna pod względem ilustracji, co zawartej w niej treści.

Zaskakujący jest dobór miejsca – Kroacji Starej. Chorwacja leżała bowiem wystarczająco daleko, by nie można było w sposób rzetelny jak na średniowieczne warunki, zbadać opisywaną historię. Dodatkowo Mezeritzki wspomina, że ów książęta byli braćmi, synami tego samego ojca. Nie mogli zatem prowadzić różnych ludów. Pewnikiem w całej relacji jest jedynie kierunek wędrówki, czyli północ. Kronikarz nie wspomina jednak dlaczego nie osiedlili się po drodze. Czyżby ziemia węgierska albo bułgarska okazała się nieurodzajna?

Nawet jak na legendę przekazywaną ustnie, natrafiamy na olbrzymią ilość nieścisłości. Powód tego jest nadzwyczaj prosty. Legenda nie została nie tylko wymyślona, co zapożyczona z innego, znacznie starszego dzieła. Mowa o Powieści minionych lat Nestora powstałej już w 1113 roku. Ta najstarsza kronika dziejów Rusi stała się inspiracją czeskiego kanonika. Oryginał tej historii dotyczy wyprawy trzech jarlach wikingów, jakimi byli Ruryk, Sineus i Truwor. Waregowie (bo tak nazywano na Rusi wikingów) po latach wspólnych walk postanowili się rozdzielić i na wschodzie Europy zdobyć własne ziemie. Pierwszy z nich dał nawet początek rosyjskiej dynastii – Rurykowiczów.

Wena twórcza czeskiego kronikarza ma swoje odbicie w teraźniejszości. Przykład: fontanna przedstawiająca Lecha, Czecha i Rusa w Pobiedziskach (Wielkopolska)

Mieszko, Mieczysław, Meszek, Dago, Dagome?

Przy próbie identyfikacji Mieszka I można spotkać się z licznymi problemami. Już sama interpretacja imienia władcy budzi poważne kontrowersje. W powszechnie uznanej wersji założycielem dynastii Piastów był sam Piast Kołodziej, będący, według relacji Jana Długosza, mieszczaninem z Kruszwicy, którego odwiedziło dwóch aniołów w czasie postrzyżyn jego syna – Ziemowita. W przekazach zachowała się nawet biblijna parafraza, mówiąca o rozmnożeniu piwa w czasie tego wydarzenia. Oczywiście na ziemiach Polan nie można było mówić o sporych ilościach wina, co tłumaczyłoby ów zręczny zabieg. Podobną historię i ten sam rodowód podają także Gall Anonim, czy Wincenty Kadłubek, wspólnie recytując drzewo genealogiczne Piastów: Piast, Ziemowit, Leszek, Siemomysł i wreszcie Mieszko I. Tyle z kronik.

Z tożsamością Mieszka I próbował zmierzyć się prof. Przemysław Urbańczyk z Polskiej Akademii Nauk w swojej książce „Mieszko I tajemniczy”. Mediewista wskazał kilka tropów m. in. relację Ibrahima ibn Jakuba. Ten Żyd z Tortosy został wysłany przez Arabów z misją handlową na daleką północ. To właśnie na terenach Czech usłyszał po raz pierwszy informację o księciu Polan, którego imię zapisał za pomocą spółgłosek Mszkh. Jest to poważne utrudnienie, biorąc pod uwagę, że samogłoski zarówno w arabskim jak i hebrajskim są zupełnie domyślne. Być może, nie wiedząc jak spisać godność sąsiadującego władcy, posłużył się znanym mu wyrazem Meshekh, czyli… Meszek. Nie chodzi tu jednak o coś delikatnego i miękkiego w dotyku. Nazwą tą określało się biblijny lud Jafeta, który miał przepaść bez słuchu gdzieś na północy.

Drugim pomysłem jest przyjrzenie się saskiej kronice Rerum gestarum Saxonicarum  libri tres Widukinda. Ten, podobnie jak żydowski podróżnik, posłużył się wyrazem Misaca, od starotestamentowego Miszacha, którego babiloński Nabuchodonozor mianował gubernatorem. Gdy saski kronikarz trudził się nad spisaniem imienia Mieszka, ten wysłał w roku 968 do Ottona I delegację z mieczem Wichmana, krewniaka cesarza, który został pokonany przez Piasta, broniącego swych ziem przed najazdami. Tutaj nie powinno dziwić pojawienie się kolejnego imienia, jakim jest Mieczysław.

W roku 967 Mieszko I pokonał Wichmana, chcącego najechać ziemię polskie. Było to jedno z pierwszych spisanych zwycięstw władcy obok znanej bitwy pod Cedynią.

Najwięcej zamieszania wprowadził wydany około roku 991 dokument Dagome Iudex, w którym rzekomy Dagome oddawał swoje ziemie (których opis odpowiada granicom ówczesnego księstwa Polan)  pod opiekę Stolicy Apostolskiej. Dlaczego Dagome? Być może chodziło o bardziej germańskie Dago albo Degen oznaczające po niemiecku miecz (odwołanie do Mieczysława?). Część badaczy próbuje zaistniałą sytuację wytłumaczyć błędem skryby przy spisywaniu tekstu, którego treść miała brzmieć Ego Mesco dux, czyli ja, książę MieszkoInni wskazują na dość interesujący trop. Dagome może bowiem pochodzić od normandzkiego Dagstygg.

Nie tylko Ikea – teoria Mieszka z północy

Główną trudnością i koronnym argumentem podważającym treść piastowskiego rodowodu Mieszka jest pierwsza data jego spisania: 1112-1113 rok. To właśnie wtedy Gall Anonim za czasów panowania Bolesława Krzywoustego podjął się przedstawienia władców Polan. Niemal 150 lat po chrzcie Polski. Wystarczająco długo, by mógł wkraść się błąd. A co jeśli obecne przekonanie o pochodzeniu księcia Polan można zakwestionować? Przecież jedyne, czym dysponujemy to legendy o Piaście Kołodzieju. Wychodząc z założenia wcześniej wspomnianego Dagome Iudex i pokrewieństwa Dagome z Dagstyggiem rysuje się alternatywna wizja, w której Mieszko mógłby (lub jego przodkowie) przybyć na ziemie Polan z dalekiej północy. Wszakże sam Ruryk przypłynął na tereny Rusi ze Skandynawii, dlaczego więc miałoby być inaczej w kwestii Polski, która leżała bliżej i z pewnością była odwiedzana przez wikingów. Nikt w środowisku historyków nie podważa faktu grabieżczych wypraw nordyckich langskipów w górę Odry, czy Wisły, co tylko zwiększa prawdopodobieństwo na udział Waregów w kształtowaniu państwowości polskiej. Nie zaprzeczają temu także znaleziska archeologiczne. Wikiński oręż był i jest często odnajdywany na naszych ziemiach (choć nie w takiej ilości, jak na Rusi), a archeologowie napotykają na ślady po zniszczonych grodach na Wielkopolsce i Kujawach z okresu 1. połowy X wieku. Dodatkowo zaraz przy ujściu Odry leżał Jomsborg – osada i port nordycki kontrolujący południową strefę Bałtyku z nadania duńskiego (położony na wyspie Wolin). Zaskakująco blisko rdzennych ziem Piastów.

Historia niezbadana

Teorię o udziale Skandynawów w powstaniu Polski gorączkowo zwalczali polscy historycy, począwszy od XIX wieku, a skończywszy na latach PRL-u. Powody ku temu były różne, lecz posiadały wspólny trzon, czyli politykę. Narodowa duma nie pozwalała przecież wziąć pod uwagę dominacji północnych Germanów nad Słowianami, gdy kraj znajdował się pod zaborami, rywalizował z III Rzeszą, czy z imperialistycznym RFN. A co jeśli prawda wygląda inaczej, niż ta forsowana w podręcznikach i nie byliśmy w pełni niezależni w budowaniu własnego państwa? Obecnie narasta moda na wikingów m.in. dzięki znanemu w popkulturze serialowi, polskiej literaturze pięknej (twórczość Elżbiety Cherezińskiej), czy grom komputerowym (czyt. Skyrim). Nie dajmy się jednak ponieść inwencji twórczej i stąpajmy twardo po gruncie. Nie bez powodu przecież mówimy o nordyckiej teorii, która nie przeistoczyła się jeszcze w żadną tezę. Być może powinniśmy lepiej zbadać źródła skandynawskie, które zachowały się znacznie lepiej niż polskie. Dobrym tropem jest także wykonanie testów genetycznych, które mogłyby wykazać pokrewieństwo pierwszych Piastów z ludami północy. Jak widać, historia to ciągle otwarta nauka, w której każdy może dokonać przełomowego odkrycia.


Autor: Wojciech Kosek
zdjęcia: wikipedia commons,