Za nami 6. kolejka Lotto Ekstraklasy, która przyniosła kolejną zmianę lidera. Tym razem na czele stawki Lechia Gdańsk, która szczęśliwie pokonała Jagiellonię w Białymstoku. Cztery z ośmiu meczów zakończyły się remisem i tylko raz wygrali gospodarze. W dalszym ciągu w kryzysie jest mistrz Polski, który awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów.

Śląsk Wrocław – Wisła Płock  0:0
Trzeci raz w tym sezonie Śląsk Wrocław bezbramkowo zremisował przed własną publicznością. Tym razem na Stadionie Miejskim podejmowali beniaminka z Płocka, z którym bilans meczów na najwyższym szczeblu rozgrywkowym mają nadto niekorzystny (same porażki). W pierwszej połowie goście dwukrotnie próbowali szczęścia, ale za każdym razem dobrze między słupkami spisywał się Mariusz Pawełek. Golkiper Śląska złapał strzał Siergieja Kriwca, a później Dominika Furmana. Śląsk odpowiedział uderzeniem Petera Grajciara, ale na posterunku był Seweryn Kiełpin. W drugiej połowie znów swoje okazje marnowali Kriwiec i Grajciar, ale to nie oni byli najbliżej zdobycia gola. Najpierw dogodną okazję dla gości zepsuł Arkadiusz Reca, a cztery minuty później odpowiedział Lasha Dvali, ale piłka po jego strzale odbiła się od słupka.

Bruk-Bet Termalica – Lech Poznań  0:0
Kolejny piątkowy mecz nie obfitował w bramki. Kibice zebrani w Niecieczy obejrzeli widowisko ze strony swoich piłkarzy, a ekipa Lecha po raz kolejny może mówić o braku skuteczności. Gospodarze przespali pierwszą połowę a goście stworzyli trzy groźne sytuacje. Najpierw „centrostrzałem” próbował zaskoczyć Radosław Majewski, dobijał Tomasz Kędziora, ale za każdym razem czujny między słupkami był Krzysztof Pilarz. Golkiper Termalici trzy minuty później znów zaliczył dobrą interwencję po strzale Szymona Pawłowskiego. Podopieczni Czesława Michniewicza przespali pierwszą połowę meczu. Pierwszą dobrą sytuację gospodarze mieli w 65. minucie kiedy groźnym strzałem zza pola karnego popisał się Patryk Miszak, ale futbolówka minęła bramkę gości. Trzy minuty później na prowadzenie mógł wyjść Lech, ale strzał Majewskiego odbił Pilarz. Przez resztę meczu przeważali piłkarze Kolejorza, a najdogodniejszą sytuację zmarnował Jan Bednarek, który oddał strzał głową po rzucie rożnym, a instynktowną paradą popisał się Pilarz.

Cracovia Kraków – Ruch Chorzów  1:1
Kibice Lotto Ekstraklasy na pierwsze gole w tej kolejce musieli czekać do meczu Cracovii z Ruchem, choć podobnie jak w dwóch poprzednich przypadkach spotkanie zakończyło się remisem. W pierwszej połowie lepiej prezentowali się gospodarze, stwarzali więcej okazji pod bramką rywala, ale do szatni schodzili z jednobramkową stratą. Najpierw dogodne sytuacje marnowali: Mateusz Szczepaniak, Marcin Budziński i Eric Jendrisek, a tuż przed przerwą niespodziewanie za sprawą Jakuba Araka Ruch wyszedł na prowadzenie. Drugą połowę dobrze zaczęli goście, którzy chcieli iść za ciosem. Dwie groźne akcje przeprowadził Piotr Ćwielong, w tej drugiej zagrał do Araka, a ten powinien lepiej przymierzyć z bliższej odległości. W 63. minucie Arak znów miał szansę na gola, ale jego strzał głową instynktownie obronił Grzegorz Sandomierski. Chwilę później kunszt bramkarski pokazał Kamil Lech, odbijając fenomenalny strzał Deleu z rzutu wolnego. Niestety dla młodego bramkarza Ruchu dobre chwile przeplatał tymi złymi, a jego błąd w 84. minucie dał szansę Cracovii, którą wykorzystał Miroslav Covilo.

Piast Gliwice – Pogoń Szczecin 0:2
Na fali wznoszącej są ostatnio piłkarze Pogoni Szczecin, którzy tym razem przywieźli cenne trzy punkty z Gliwic. Portowcy objęli prowadzenie w 26. minucie meczu kiedy w polu karnym gospodarzy świetnie odnalazł się Seiya Kitano i z najbliższej odległości pokonał Jakuba Szmatułę. Wynik do przerwy już nie uległ zmianie, a obraz gry w drugich 45 minutach nie uległ zmianie. Cały czas lepsi byli goście ze Szczecina, którzy często gościli pod polem karnym Szmatuły. Po dwie dobre okazje mieli: Adam Gyurcso i Mateusz Matras, ale brakowało im odrobinę szczęścia. Piłkę do bramki Piasta po raz drugi w tym meczu wpakował Kamil Drygas po asyście Gyurcso, a miało to miejsce w doliczonym czasie gry. Chodzą plotki, że bramkarz Pogoni – Dawid Kudła po tym meczu zapisał się do szczecińskiego Urzędu Pracy, bo przez całe spotkanie nie miał ani jednego celnego strzału w kierunku swojej bramki, przez co został określony mianem bezrobotnego.

Legia Warszawa – Arka Gdynia  1:3
Mistrz Polski nadal kompromituje się w rozgrywkach ligowych. Tym razem przy ul. Łazienkowskiej po raz pierwszy w historii wygrała Arka Gdynia – tegoroczny beniaminek. Po dwóch groźnych akcjach gospodarzy na początku meczu gola zdobyli przyjezdni. Wielbłąda w polu karnym zaliczył Jakub Rzeźniczak, co umiejętnie wykorzystał Marcus da Silva. W 19. minucie było już 0:2. Prawą flanką popędził da Silva, ograł nieobecnego w tym meczu Rzeźniczaka, dograł wzdłuż pola karnego, piłka szczęśliwie trafiła za szesnastkę do nadbiegającego Adama Marciniaka, ten huknął i dramatu ciąg dalszy. Wynik do przerwy już się nie zmienił, choć dla Legii próbował Stojan Vranjes, a Arka stworzyła jeszcze dwie groźne okazje. Druga połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia przyjezdnych. Dośrodkowanie z rzutu rożnego da Silvy, strzał głową Marciniaka i mamy 0:3. Jak tu nie przyznać racji temu, że Legia fatalnie w tym sezonie broni podczas stałych fragmentów? Gospodarze wreszcie odpowiadają, a bramkę zdobył Kasper Hamalainen. Rozmiary porażki w 71. minucie mógł zmniejszyć Aleksandar Prijović, ale piłka po jego strzale minęła lewy słupek bramki Konrada Jałochy.

Zagłębie Lubin – Górnik Łęczna 0:0
Czwarty remis w tej kolejce, a trzeci bezbramkowy był wynikiem konfrontacji Zagłębia Lubin z Górnikiem Łęczną. Gospodarze rozpoczęli mecz od mocnego natarcia na bramkę Sergiusza Prusaka. Najpierw próbował szczęścia Michal Papadopulos, później Łukasz Piątek, następnie Jakub Tosik i znów Piątek, ale za każdym razem bramka przyjezdnych była jak zaczarowana. Do kuriozalnej sytuacji doszło w 34. minucie meczu, kiedy wstrzelona piłka w pole karne Górników odbiła się od Arkadiusza Woźniaka, zmierzała do bramki, dotknął ją jeszcze Papadopulos, co spowodowało, że sędzia asystent podniósł chorągiewkę, sygnalizując pozycję spaloną. Jak się później okazało nic podobnego nie miało miejsca i Zagłębie zostało okradzione ze słusznie zdobytej bramki. Emocjonująca pierwsza połowa dobiegła końca, a w drugiej znów przewaga Zagłębia, które raz po raz nękało obronę z Łęcznej, ale fantastyczne zawody miedzy słupkami rozgrywał Prusak, który został okrzyknięty mianem piłkarza meczu, a dziennikarze Canal+ słusznie wybrali go do „11” kolejki. Na cztery minuty przed końcem spotkania gospodarzy mógł skarcić Kamil Poźniak, ale fatalnie chybił w dogodnej sytuacji. Po tym remisie Zagłębie straciło fotel lidera.

Jagiellonia Białystok – Lechia Gdańsk 0:1
Mecz w Białymstoku zakończył się zwycięstwem Lechii, co sprawiło, że zespół z Gdańska objął prowadzenie w ligowej tabeli. Pierwsza połowa przebiegała pod dyktando gospodarzy, którzy stworzyli sobie trzy dogodne sytuacje do zdobycia gola. Najbliżej był Konstantin Vasiljew, który popisał się fenomenalnym strzałem z rzutu wolnego z dalszej odległości, ale końcami palców interweniował Damian Podleśny, który zastąpił między słupkami Vanję Milinkovicia-Savicia. Nie minęło 35 sekund drugiej połowy i Jaga powinna prowadzić w tym meczu, ale fatalnie spudłował Fiodor Cernych w sytuacji oko w oko z bramkarzem Lechii. A o tym, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić przekonał Aleksandar Kovacević. Pomocnik Lechii fantastycznie przymierzył w 63. minucie i goście wyszli na prowadzenie. Z biegiem kolejnych minut znów przewagę miała Jagiellonia, ale seryjnie marnowali okazje strzeleckie. Najpierw Cernych w poprzeczkę, potem Marek Wasiluk nie trafił do pustej bramki głową, a na koniec sprytnym strzałem z ostrego kąta próbował zaskoczyć Vasiljew, ale Podleśny był na posterunku.

Korona Kielce – Wisła Kraków 1:0
Piątą z rzędu porażkę zanotowali piłkarze Wisły Kraków. Tym razem podopieczni Dariusza Wdowczyka nie dali rady kieleckiej Koronie. W pierwszej połowie z boiska wiało nudą. Dwa strzały w kierunku bramki Michała Miśkiewicza oddał Siergiej Pilipczuk, ale za każdym razem golkiper Wisły wychodził obronną ręką z opresji. Wiślacy odpowiedzieli strzałem głową Arkadiusza Głowackiego, ale kapitanowi gości zabrakło skuteczności. W drugiej połowie do 80 minuty dominowali Wiślacy, którzy nie potrafili pokonać dobrze dysponowanego Macieja Gostomskiego. Najpierw próbował Głowacki, później Patryk Małecki, a na końcu Mateusz Zachara. Kiedy wydawało się, że mecz zakończy się bezbramkowym remisem, Korona wyprowadziła zabójczą kontrę. Dobre podanie w pole karne Mateusza Możdżenia wykorzystał Jacek Kiełb i gospodarze niemal równo z ostatnim gwizdkiem sędziego przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

Tabela Lotto Ekstraklasy

drużyna m. pkt. br.
1 Lechia Gdańsk 6 13 10:6
2 KGHM Zagłębie Lubin 6 12 9:1
3 Arka Gdynia 6 12 12:7
4 Jagiellonia Białystok 6 10 11:5
5 Bruk-Bet Termalica Nieciecza 6 10 7:10
6 Pogoń Szczecin 6 8 10:6
7 Cracovia 6 8 11:8
8 Wisła Płock 6 8 8:8
9 Korona Kielce 6 8 9:10
10 Ruch Chorzów 6 8 8:12
11 Śląsk Wrocław 6 7 2:2
12 Legia Warszawa 6 6 5:7
13 Piast Gliwice 6 6 4:9
14 Górnik Łęczna 6 5 4:6
15 Lech Poznań 6 5 3:9
16 Wisła Kraków 6 3 5:12

W 7. kolejce zagrają: 

Piątek, 26 sierpień: 

Wisła Płock – Korona Kielce    godz. 18:00
Wisła Kraków – Śląsk Wrocław    godz. 20:30

Sobota, 27 sierpień: 

Pogoń Szczecin – Cracovia Kraków    godz. 15:30
Górnik Łęczna – Jagiellonia Białystok   godz. 18:00
Arka Gdynia – Zagłębie Lubin    godz. 20:30

Niedziela, 28 sierpień: 

Lechia Gdańsk – Bruk-Bet Termalica    godz. 15:30
Lech Poznań – Piast Gliwice    godz. 15:30
Ruch Chorzów – Legia Warszawa   godz. 18:00

Autor | Damian Serwicki

  • Zdjęcie | www.lechia.pl