Podczas gdy jeden z redaktorów portalu Variety przewiduje przełożenie startu zdjęć do drugiej odsłony „Legionu Samobójców”, Warner Bros ujawnia nazwisko reżysera „Birds of Prey” – innego filmu z uniwersum DC. Obrazu, w którym pojawi się Margot Robbie jako Harley Quinn.

Od pewnego czasu obserwuję poczynania Warner Bros i odnoszę wrażenie, że ich wizja uniwersum DC coraz bardziej gubi się we mgle. Nie licząc chwilowego przebłysku, związanego z bardzo ciepłym przyjęciem „Wonder Woman”, absolutnie nic nie wróży świetlanej przyszłości, a najgrosze, że wcale nie chodzi tutaj tylko o jakość ich produkcji, ale o plany na przyszłość.

„Legion Samobójców”, pomimo bardzo przyzwoitego przychodu, okazał się filmem wątpliwej jakości. Film powstawał w dużym pośpiechu. David Ayer otrzymał zaledwie sześć tygodni na przygotowanie scenariusza – ostatecznie tempo prac w znacznym stopniu przyczyniło się do ostatecznego kształtu obrazu i wielu słów (zasłużonej) krytyki. Warner Bros wyciągnęło (czy aby napewno?) wnioski – kontynuacja dostanie tyle czasu, ile tylko okaże się potrzebne, aby wszystko dopiąć na ostatni guzik, nawet, jeśli fani mieliby czekać wieczność.

I wszystko wskazuje na to, że tak się właśnie stanie. Zaledwie kilka dni temu Warner Bros ogłosiło, że za kamerą „Birds of Prey” stanie nie kto inny jak sama Cathy Yan – reżyserka znana z niczego, która na swoim koncie posiada zaledwie jeden film, który zadebiutował na tegorocznym festiwalu Sundance. Wcześniej była dziennikarką pracującą dla „Wall Street Journal”. Jednak najgorszy nie jest dobór twórców, a fakt, że Margot Robbie, zaangażowana w pracę nad „Birds of Prey”, nie będzie mogła zagrać w kontynuacji Samobójców.

Wniosek nasuwa się sam: brak jednej z głównej postaci oznacza przełożenie zdjęć na kolejny rok. Pisał już o tym Justin Kroll (redaktor portalu Variety) na swoim twitterze, i choć nie potwierdziło tego Warner Bros, to zdaje się to więcej niż pewne.

I teraz najlepsze: Warner Bros chciałoby robić to, w czym jest dobre, przestać naśladować Marvela, jednak prawie nikt już nie pamięta, w czym oni są dobrzy. Jeszcze kilka nieudanych filmów i całkiem możliwe, że wielkie DCU zniknie tak szybko, jak się pojawiło. Pozostaną jedynie pojedyncze filmy kręcone od czasu do czasu. Inna sprawa, że to właśnie teraz mamy czas superbohaterów, a nie oszukujmy się, prędzej czy później on przeminie.


Autor: Patryk Wolny