- REKLAMA -
Eleven Bike Fest

Choć co roku inni artyści wydają nowe krążki pełne wariacji na temat kolęd Feliz Navidad czy Last Christmas, to ja mam na swojej półeczce dwie wciąż aktualne płyty, które zapętlam przed świętami. Towarzyszą mi zarówno przy porządkach, ubieraniu choinki, jak i podczas rozmów po Wigilii.


Scott Bradlee’s Postmodern Jukebox – A Very Postmodern Christmas

Scot Bradlee to człowiek, który dotykając różnych utworów za sprawą swoich aranży zmienia je w złoto. 3,1 miliona subskrypcji na YouTube (to tam zaczynał Scott) świadczy samo za siebie. Biorąc się za takie utwory jak Halo czy  My heart will go on nadawał on im nowego brzmienia, przenosząc je w czasie, do epoki saksofonów, puzonów, trąbek i sukienek w frędzle.

Ich płyta świąteczna to przede wszystkim zbiór kolęd przearanżowanych w charakterystyczny dla Scotta sposób. Jest zatem vitage’owo, z ogromną dozą staroświeckości, która przenosi te utwory na zupełnie inny poziom. Poza tym jest jeszcze Pan od tamburyna.


Michael Bublé – Christmas

Tego Kanadyjczyka raczej nie trzeba przedstawiać, to kolejny mistrz coverowania znanych utworów w jazzowej stylistyce, który chyba jako pierwszy dorównał chociażby Sinatrze w wykonaniu Jingle Bells.


Zapewniam Was, że w natłoku kolejnych płyt klejonych z tej samej gliny i w tej samej formie te dwie nie zawiodą ani Was, ani domowników.

Wesołych Świąt!


Autor Patryk Rudnicki

Zdjęcie: mat. pras.