„Lew na ulicy” [ZAPIS ROZMOWY]

O spektaklu dyplomowym IV roku Wydziału Aktorskiego PWST „Lew na ulicy” w reż. Cezarego Ibera opowiadają jego twórcy.

*

Może zacznijmy od reżysera. Opowiedz mi o swoim pomyśle na Lwa. Kim dla Ciebie jest? Kim są inni bohaterowie? Jaka jest Twoja wizja?

CEZARY IBER: – Lew jest jakby metaforą wszystkich rzeczy, które odkładają się w nas. Złych, negatywnych rzeczy, które są na dnie naszej duszy i są to rzeczy, które kreują i kształtują bestię. Za każdym razem powtarzam, że jest to bestia, która śpi w każdym z nas. Przy odpowiednich negatywnych bodźcach ta bestia jest w stanie się obudzić, żeby pożerać, żeby przeżyć. I o tym jest spektakl: człowiek człowiekowi wilkiem.

Jak to w życiu. Mam pytanie do aktorów. Jak wy się w tym wszystkim, co powiedział Cezary odnajdujecie? Jak wyglądała wasza praca nad tym, co niebawem zobaczymy?

PIOTR WĄTROBA: – Przede wszystkim było to spore wyzwanie aktorskie. Każdy z nas gra przynajmniej dwie postaci. Niektórzy nawet trzy albo i cztery, i nie da się mówić o jakieś kontynuacji postaci. W jednej scenie jesteśmy sobą albo półprywatnie, w następnej spotykamy się, jako postać z sytuacjami, które są absolutnie skrajne w życiu tych postaci i to jest bardzo ważne doświadczenie aktorskie. Bo w ciągu kilku sekund, jednego momentu trzeba obudzić w sobie najmocniejsze emocje, jakie się ma. To była na pewno ciekawa praca. I to, co jest dobre moim zdaniem w tym spektaklu to to, że jest w nim sporo umowności. Na tym też polega teatr, że widz zdaje sobie sprawę z tego, że przecież to, co się dzieje na scenie nie dzieje się naprawdę, że to wszystko to tylko gra, ale mimo wszystko dotyka nas to.

Jednak my, jako widzowie oczekujemy na scenie prawdy, a nie umowności. Chcemy coś poczuć.

PIOTR WĄTROBA: – Oczywiście, że tak i właśnie w momencie, kiedy otrzymujemy prawdę, jesteśmy w stanie się w to zaangażować emocjonalnie. I to jest fajne, że wiemy, że to się nie dzieje, a mimo wszystko podążamy za historią i wierzymy w nią.

MAŁGORZATA SANIAK: – Ciekawe jest też to, i to jest coś, co ja bardzo lubię w teatrze, że historia nie przechodzi gdzieś obok nie pozostawiając śladów, tylko jest to opowieść o czymś, co buduje każdego z nas codziennie, czyli opowieść o konfrontowaniu się ze swoja przeszłością. I tym, że czasem w bolesny sposób trzeba się z nią rozprawić, żeby moc iść dalej. Myślę, że to jest ciekawe.

CEZARY IBER: – Ja jeszcze dopowiem tylko, że cały spektakl jest rozliczeniem się z przeszłością. Tytułowy Lew próbuje dokonać jakiegoś aktu oczyszczenia, czy nawet rozgrzeszenia. I próbuje prześledzić rzeczy, które zdarzyły się w jego przeszłości, czyli w pewien sposób wszystkie sceny połączone są z tytułowym bohaterem.

Lew jest jeden czy każdy z bohaterów ma lwa w sobie?

CEZARY IBER: – Lew jest jeden, ale tak naprawdę w każdym z nas jest bestia, która …

MONIKA JANIK: -… jest drapieżna.

CEZARY IBER: – Momenty kluczowe dla danych bestii wykreowały Lwa. Żeby dojść do tego, dlaczego zdarzyło się to, co się zdarzyło i w jaki sposób do tego doszło.

Wszyscy podobnie myślicie o bestii, Lwie w każdej postaci, czy się zupełnie nie zgadzacie?

KACPER SASIN: – Raczej się zgadzamy. Chcę powiedzieć, że mnie się podoba w tym spektaklu, że w tej retrospekcji i w tym powrocie jest cały wachlarz spraw, które nas wszystkich dotykają. Poruszamy kwestie bardzo trudne, od Boga po przemoc na tle seksualnym. Są też zagmatwane sytuacje w sprawach damsko-męskich i śmierć. Czyli bardzo dużo rzeczy, nad którymi warto się zastanawiać i na temat, których ciężko znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Każdy z nas jest przedłużeniem tytułowego Lwa, bo w każdym z nas siedzi ta bestia. I to, jaką odpowiedź znajdziemy na właśnie te ważne metafizyczne pytania: od Boga, poprzez relacje damsko-męskie aż do tych wszystkich innych ważnych spraw, zależy czy skończy się tragicznie. I to mi się bardzo podoba, że każdy z nas, każdy widz po danej scenie może sobie odpowiedzieć na pytanie z innej płaszczyzny.

A co dla Ciebie było najważniejsze w pracy nad spektaklem?

KACPER SASIN: Dla mnie?

WSZYSCY: przerwy (śmiech).

KACPER SASIN: … przerwy, przerwy no i po trzecie koniec prób (śmiech). Ale po czwarte najważniejsze były dla mnie sceny, w które się zaangażowałem, dzięki których mogłem się zbliżyć do tematyki danych scen. W każdym razie… no właśnie zapraszam wszystkich widzów, żeby zobaczyli, co dla mnie było najważniejsze.

Ładnie wybrnąłeś.

MONIKA JANIK: – Chcę powiedzieć, że w całym tym tekście, który gramy, bohaterowie zostają zastani w ekstremalnie skrajnych sytuacjach życiowych. To jest ciekawe. Że nie są to codzienne sytuacje, których znamy tysiące tylko naprawdę ekstremalne.

Czyli jest to spektakl dla widzów o mocnych nerwach?

MONIKA JANIK: – Tak, tak myślę.

MAŁGORZATA SANIAK: – Na pewno nie jest to lekkie. Porusza ważne kwestie i wymaga zaangażowania zarówno od nas jak i od widza. Bo jeśli tego nie będzie…

PIOTR WĄTROBA: -… no i to nie jest spektakl, na którym można się wyłączyć na 5, 10 minut i trafić na to samo.

CEZARY IBER: – Staramy się tu zrobić coś, co nie jest teatrem mieszczańskim. Co nie jest rozrywką. Staramy się robić sztukę. Coś, co dotyka, co jest naszą wypowiedzią polityczną, moralną. Staramy się powiedzieć jakąś prawdę. Jak naukowiec, jako narzędzia używa nauki, czy wszyscy mistycy używają całej duchowości, tak artysta używa sztuki, jako narzędzia pracy i docierania do prawdy. Wszystko, co nie dotyka prawdy nie jest sztuką. Dla mnie też nie jest teatrem. To znaczy może jest jakąś formą wypowiedzi teatralnej, ale nie jest teatrem dla mnie. A my staramy się tu dotknąć czegoś, co jest sztuką.

Rozumiem. To bardzo ciekawe co mówisz. Chciałabym jeszcze wiedzieć o tym, jakich środków wyrazu scenicznego używacie. Czym się bawicie, czym gracie. Czy tylko mówicie i poruszacie się czy też tańczycie i śpiewacie? Czy wszystko jest w jednym tyglu wymieszane?

NATALIA ŁĄGIEWCZYK: – W tym spektaklu jest to, że Cezary, jako reżyser i jeden z ostatnich pedagogów w tej szkole, bo jesteśmy na czwartym roku, kończymy już te studia, wybrał tekst i rodzaj pracy i też formę taką, żeby każdy z nas mógł pokazać wachlarz swoich możliwości. Tak, więc śpiewamy, tańczymy, recytujemy. Wchodzimy w różnego rodzaju cięższe stany. Praca nad tematem była taka, że wytworzyła w nas silne relacje. To jest spektakl zespołowy, po prostu. Że bez jednego elementu on nie działa. I to jest chyba najpiękniejsze w tej pracy, że mogliśmy współdziałać przez cały czas.

MAŁGORZATA SANIAK: – Cezary na pewno nas nie oszczędzał. Ale na dobre nam to wyszło.

CEZARY IBER: – Zobaczymy.

MALGORZATA SANIAK: – Dużo się nauczyliśmy. A efekt już jest wtórną rzeczą.

To tak na koniec chciałabym, żebyście odpowiedzieli na nasze standardowe pytanie. Pytanie, które zadajemy zawsze i wszystkim, bo każdy z Was inaczej postrzega spektakl, przez swoją rolę i zajmowane w nim miejsce. Dlaczego warto przyjść na ten spektakl?

MONIKA JANIK: – Bo jesteśmy fajni (śmiech).

EWELINA PANKOWSKA: – Myślę, że będąc uczestnikiem tego wydarzania można doznać emocji, które są pewnego rodzaju odzwierciedleniem lęków chyba każdego człowieka i każdy może znaleźć coś, co ukłuje jego serce.

KACPER SASIN: – Bohaterowie są zastani w momentach, które są momentami krytycznymi, które prowadzą do rozliczenia z tymi wszystkimi lękami i sprawami i ja myślę, że warto przyjść, dlatego, by móc zastać te postacie właśnie w tych krytycznych momentach i zastanowić się nad swoim życiem i do takiego krytycznego momentu nigdy samemu nie trafić.

MAŁGORZATA SANIAK: – Ja mam podobne zdanie. Chodzi mi  o to, że każdy z nas gdzieś tam musiał rozliczyć się ze swoim lękiem, a przynajmniej on przyszedł mu do głowy. Kiedy to robiliśmy, kiedy robiliśmy spektakl każdy snuł jakieś rozważania na ten temat. Z niektórymi nawet udało mi się rozprawić, więc myślę, że może ludzie, którzy będą to oglądać też dojdą do takich wniosków. Że staną oko w oko ze swoim lękiem i z nim się ostatecznie rozliczą. I będzie im lepiej z samym sobą.

NATALIA ŁĄGIEWCZYK: – Warto przyjść na spektakl, żeby się skonfrontować z sobą i z tym, co mamy w głowie. Z jakimi demonami się mierzymy. Każdego dnia i każdej nocy. Żeby wiedzieć, że nie jesteśmy w tym sami, bo każdy jest w tym samym bagnie.

MONIKA JANIK: – Włożyliśmy w spektakl dużo pracy, dużo serca, dużo prywatnych emocji. Grzebaliśmy głęboko w sobie, żeby te sceny były jak najprawdziwsze i jak najbardziej dotykały odbiorców i chyba też czekamy na ten moment chcemy się zmierzyć z tym momentem, kiedy przyjdzie widownia i jak zostaniemy odebrani. Wierzę, że daliśmy z siebie bardzo dużo.

CEZARY IBER: – To może jeszcze ja coś powiem. Warto tu przyjść, bo studenci są naprawdę bardzo dobrzy. Oddali temu swoje serce, swoją pasję, swój talent. Całe doświadczenie, które dała im szkoła i ich życie prywatne. Ale myślę, że widz, mimo że spektakl naprawdę jest ciężki, to znaczy może się wydawać, że jest ciężki, … że widz wyjdzie oczyszczony z tego spektaklu. Liczę na to antyczne katharsis, które poprzez zetknięcie z tymi wszystkimi rzeczami i konfrontacje tak naprawdę obmyje duszę, czy ten mrok duszy wyczyści.

KACPER SASIN: – To jest też nasza największa obawa, przynajmniej moja, czy ci ludzie, którzy to zobaczą przeżyją przynajmniej w pięćdziesięciu procentach to, co my w tym gronie na scenie przeżywamy.

NATALIA ŁĄGIEWCZYK: – W stu, w stu procentach niech przeżyją.

Trzymamy więc kciuki, żeby wszystko, o czym opowiedzieliście się udało.

WSZYSCY: – Zapraszamy! Do czerwca gramy!