„Lobster” to dobry wybór [RECENZJA]

Homarów się u nas się raczej nie jada, a już na pewno niełatwo trawi się je w wersji filmowej. „Lobster” Giorgosa Lanthimosa zmierzał do polskich kin leniwie, sama podróż zajęła mu ponad pół roku. W końcu dotarł, jednak czy warto było czekać?

Obraz Giorgosa Lanthimosa z pewnością do łatwych w odbiorze nie należy. Jego wizja swoistej antyutopii może być myląca. Świat funkcjonuje i na pozór ma się całkiem dobrze, jedynie ludzie wydają się od niego oderwani. Łatwo zauważyć, że niekoniecznie dobrze czują się z systemem, który ich otacza. Problem jednak leży dużo głębiej, niż może nam się początkowo wydawać.

W przyswojeniu historii pomaga nam narrator, który początkowo może irytować. Niekiedy tłumaczy widzowi rzeczy oczywiste, wprost podaje fakty, których przecież sam mógłby się domyślić. Zachowuje się jak małe filmowe ministerstwo propagandy. Jednak ma to sens, a jej (narrator jest kobietą) rola zyskuje na znaczeniu wraz z postępującą akcją.

Oprócz narratora mamy także gwiazdy wszelakie, z Colinem Farrellem, za którym nie przepadam i szczerze nie spodziewałem się po nim niczego odkrywczego, na czele. Farrell, obsadzony przez Lanthimosa w głównej roli, gra jakby się do niej urodził. Nawet jeśli zdarzają mu się mniejsze potknięcia, to ogląda się go z prawdziwą przyjemnością. Na ekranie towarzyszy mu Rachel Weisz (laureatka Oscara) w roli tajemniczej krótkowzrocznej kobiety, a także Olivia Colman – Kierowniczka hotelu, John C. Reilly I – Sepleniący mężczyzna, czy Léa Seydoux grająca piękną liderkę ludzi samotnych. Imiona są zbędne, postaci są na tyle charakterystyczne, że z łatwością zapadają w pamięć.

lobster_

Scenariusz, zaskakujący w swojej prostocie, opowiada o losach Dawida, świeżo upieczonego singla, który trafia do Hotelu dla samotnych, gdzie otrzymuje 45 dni na znalezienie swojej drugiej połówki. Brzmi banalnie? Otóż nie, bowiem, jeśli mu się nie powiedzie, zostanie zamieniony w dowolnie wybrane przez siebie zwierzę. Jest też haczyk: łączyć się w pary mogą tylko ludzie, którzy mają jakąś cechę wspólną. Ostatecznie Dawid wybiera tytułowego homara, dowiadując się od Kierowniczki hotelu, że to dobry wybór.

Świat wykreowany przez Lanthimosa dzieli się na Miasto, które zamieszkują szczęśliwe pary. Hotel przypominający obóz reedukacyjny oraz las, w którym żyją (polują na nich mieszkańcy Hotelu) dzicy samotnicy. Przypominają oni reżimowych uchodźców, którzy kryjąc się po krzakach odrzucają przyjętą przez społeczeństwo ideologię. Starają się być tak odmienni, że sami popadają w szaleństwo, o czym może świadczyć system kar grożący za próby łączenia się w pary. Flirtowanie może zakończyć się krwawym pocałunkiem, czyli rozcięciem ust, jak u Jokera z Batmana, a następnie zmuszeniu zakochanych do pocałunku. Oczywiście istnieją też bardziej wyszukane metody edukacyjne, jak choćby krwawy stosunek.

Historia rozwija się powoli i, pomimo że momentami potrafi naprawdę zaskoczyć, fani kina akcji czy widzowie mniej cierpliwi po prostu mogą przysnąć, zrezygnować z seansu w połowie. Wspomniałem, że to nie jest łatwe kino, może okazać się ono nie lada wyzwaniem.

Muzyka w filmie dobrze współgra z obrazem, jednak samodzielnie niemal nie istnieje. Wtapia się po prostu w całość, uzupełnia ją, jednak nigdy nie wychodzi na pierwszy plan, nie zaskakuje, nie porywa. Po prostu jest. „Lobster” to film stonowany w swym założeniu.

Na cierpliwych czeka nagroda, bowiem samo zakończenie, cóż – nawet, gdybym się tego spodziewał – i tak pozostałoby w mojej głowie na długo. „Lobster” nakłania do wielu przemyśleń, stawiania pytań, na które nie ma łatwych odpowiedzi. Dlatego uważam, że świat przedstawiony przez Giorgosa Lanthimosa wcale nie jest z założenia pejoratywny, możemy go tak postrzegać, ponieważ trudno nam przyjąć ideologię wpajaną mieszkańcom Miasta. Jednak to, że nie chcemy, lub nie potrafimy czegoś zaakceptować, niekoniecznie musi oznaczać, że jest to rzecz zła. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że za bardzo się od bohaterów nie różnimy. My także potrafimy zachowywać się jak zwierzęta, kierować się schematami, które narzuca nam środowisko.

Reasumując, warto poświęcić niecałe dwie godziny i zastanowić się, czy życie zaproponowane przez greckiego reżysera uznalibyśmy za piękne, czy też wręcz przeciwnie.

 

Autor | Patryk Wolny