Łukasz Burzyński: Jeszcze jeden krok

Od początku sezonu, koszykarski Śląsk spisuje się zdecydowanie powyżej oczekiwań. Hala Orbita wypełnia się po brzegi. Jeszcze lepiej wygląda to wszystko po przyjściu niesamowitego Łukasza Wiśniewskiego i Vuka Radivojevicia, który w ostatnim meczu praktycznie w pojedynkę rozstrzelał Trefla Sopot. W kontekście walki o tegoroczne podium, może się to jednak okazać zbyt mało.

Problemy pojawiają się, kiedy spojrzymy na sytuację podkoszową Śląska. Ciężko nie zgodzić się, że Mladenović jest centrem, jak na polskie warunki, świetnym. Stawia dobre zasłony, fajnie gra tyłem do kosza, a jego haki sieją postrach. Nie ma jednak zmiennika, który po wejściu na parkiet dawałby drużynie przynajmniej połowę tego co on. Robert Tomaszek słynie bowiem nie ze świetnych umiejętności, a raczej z boiskowej głupoty, którą udowadnia praktycznie w każdym meczu.

Nie lepiej jest na pozycji numer cztery. Lawrence Kinnard nie do końca spełnia pokładane w nim nadzieje, Michał Gabiński to jednak nie ta liga, a Radek Hyży ma na karku już 38 lat i mimo ogromnej sympatii wrocławskich kibiców, nie jest w stanie pomóc kolegom. Tłoczno zrobiło się na obwodzie, ale ktoś we Wrocławiu zapomniał o strefie podkoszowej.

Najrozsądniejszym wyjściem byłaby wymiana Kinnarda na zawodnika mogącego grać na pozycjach cztery/pięć, jednak zdecydowanie bliżej kosza niż Amerykanin. Dobrzy centrzy kosztują, a Śląsk w tej chwili nie jest raczej w stanie wyłożyć sporej sumy na nowego zawodnika. Dużo taniej wyjdzie pozyskanie wysokiego silnego skrzydłowego z predyspozycjami do grania na centrze.

Tak czy inaczej, wzmocnienie pod koszem jest w tej chwili we Wrocławiu priorytetem. Nie ważne czy będzie to center, czy silny skrzydłowy, w walce o medale sprowadzenie go bądź nie, będzie miało bardzo istotne znaczenie. Czas ucieka, a nadzieje wrocławskich kibiców rosną. Mam nadzieję, że zarząd uczyni jeszcze jeden, ostatni krok w tym sezonie, resztę zostawi trenerowi Rajkoviciowi i zawodnikom, a na szyjach zielono-biało-czerwonych znów zawisną medale mistrzostw Polski.

Autor | Łukasz Burzyński

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułImprowizacje #1 – ciąg dalszy
Następny artykułEwelina Zambrzycka-Kościelnicka: Wielki brat patrzy
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.