Łukasz Burzyński: Koszmar ma na imię eLka…

I wcale nie mówię tu o tej, która cudnie całowała w piosence Wilków czy o tej, która ostatnio przegrała batalię o Mistrzostwo Polski w piłce nożnej. Chociaż chyba właśnie o tych wolałbym mówić. Kilka lat temu zostałem jednak kierowcą i jak z każdego uczestnika ruchu drogowego w końcu musiała wyjść ze mnie frustracja. Do tego, jak to w poważnym życiu bywa, ponad rok temu wyprowadziłem się z domu i udało mi się zamieszkać na Tarnogaju. Dosyć blisko do centrum, połączenie całkiem dobre.

Szczęście nie trwało jednak długo. Właściwie do pierwszego razu, kiedy wsiadłem za kółko i próbowałem ruszyć się gdzieś w godzinach szczytu. A godzinami szczytu w tym rejonie jest zarówno popołudnie jak i poranek. Wielkie było moje zdziwienie, kiedy odcinek kilkuset metrów pokonywałem przez 10 minut, a na jednych światłach przyszło mi stać cztery cykle. To właśnie wtedy zorientowałem się, w jaką kabałę się wpakowałem. Elki. Mnóstwo elek, w końcu Tarnogaj, Gaj i okolice to strefa egzaminacyjna dla tych, którzy chcą zostać kierowcami. Autobusy elki, Clio elki, motory elki, każda szkoła jazdy wysyła swoich adeptów właśnie w ten obszar miasta.

I nie kieruję moich zarzutów w stronę młodych (niekoniecznie wiekowo) kierowców. Każdy się uczył i każdy robił błędy, to zrozumiałe. Uderzam w instruktorów, którzy, świadomie bądź nie, robią z nich drogowe kaleki, inwalidów komunikacyjnych, którzy po kursie wsiadając za kółko są tak samo przerażeni jak przed nim. Zamiast uczyć jeździć, uczą jedynie zdać egzamin, po którym i tak nauka jazdy rozpoczyna się na nowo. I broń boże, nie wzywam tutaj do szaleńczej jazdy, przekraczania przepisów, palenia gum i driftowania na rondzie. Ale do diabła, jeżeli jest ograniczenie do 50 kilometrów na godzinę, to niech te 50 na liczniku będzie.

Śmiem twierdzić, że większe zagrożenie na drodze powoduje ten, który jadąc w terenie zabudowanym telepie się 30 km/h niż ten, który przyspieszy do 60, 70 czy czasami nawet 80, w przypadkach przejazdu przez Armii Krajowej gdzie mamy dwa pasy i droga nie jest za bardzo zatłoczona. Osoba jadąca trzydziestką, powoduje nerwy i zniecierpliwienie tych, którzy muszą telepać się za nią i którzy posuwają się wtedy do prób wyprzedzania czy wciskania się na pas obok. Aby zobaczyć do czego to prowadzi, często wystarczy włączyć TV4 i obejrzeć odcinek drogówki.

Nie mówię już nawet o korkach, które w dużej mierze spowodowane są wyjeżdżającymi na drogę elkami, a których spokojnie można by uniknąć. Przejazd przez Tarnogaj niestety wciąż jest utrapieniem i szczęściem niebywałym jest to, że pracuję tak blisko, że mogę docierać do pracy na piechotę. I pozostaje mi już tylko czasami pomachać znudzonym, dłubiącym w nosie instruktorom nauki jazdy, ich przerażonym uczniom, którzy z kursu wynoszą praktycznie jedynie teorię i wściekłym do granic możliwości spieszącym się do pracy innym uczestnikom ruchu drogowego. Świat bez samochodu w tej części miasta jawi się w zdecydowanie cieplejszych kolorach.

Autor | Łukasz Burzyński

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułEwelina Zambrzycka-Kościelnicka: Nie odkładaj myślenia na później
Następny artykułPrezentacja MAN-a
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.