Łukasz Burzyński: Nadzieja na lepsze jutro

Kiedy Romuald Szukiełowicz opuszczał Śląsk Wrocław, zostawiając drużynę rozbitą i pozbawioną jakiegokolwiek stylu, wydawało się, że nic nie uratuje zespołu ze stolicy Dolnego Śląska przed degradacją. Mało kto wierzył, że Mariusz Rumak, który został nowym szkoleniowcem, zdoła w tak krótkim czasie nie tylko zmienić nastawienie zawodników, ale i zdobyć tyle punktów, żeby móc w przyszłym sezonie znów walczyć na najwyższym szczeblu rozgrywkowym.

Były szkoleniowiec Lecha Poznań i Zawiszy Bydgoszcz dokonał jednak tego co wydawało się niemożliwe. Choć w jego debiucie, Wrocławianie bezbramkowo zremisowali z Ruchem Chorzów, to w ich grze widać było świeżość i zalążek niezłej dyspozycji. W dwóch ostatnich kolejkach Śląsk pokonał faworyzowane drużyny z Poznania i Krakowa, które w najbliższych tygodniach walczyć będą o europejskie puchary i przeskoczył w tabeli Górników z Łęcznej i beniaminka z Niecieczy. Chociaż przed zawodnikami jeszcze długa droga do tego aby móc odetchnąć z ulgą, to sama gra wygląda tak dobrze, że we Wrocławiu nie powinni zbytnio martwić się utrzymaniem.

Jednak nie tylko dyspozycja czysto sportowa może cieszyć. Z popiołów powstaje także marketing trójkolorowych. W bólach co prawda, ale powstaje. Dlaczego w bólach? Usilne próby przyciągnięcia kibiców na stadion i przywrócenia klubowi nieco zszarganego wizerunku nie obywają się bez wpadek. Kolejne konkursy z biletami, prężne działania w mediach społecznościowych, wybory miss Śląska, atrakcje dla najmłodszych kibiców przybywających na sektor rodzinny, rozpoczęcie współpracy z Panthers Wrocław czy włączenie kibiców do wyboru trykotów na kolejny sezon przeplatają się z niezbyt trafionymi akcjami, jak ostatni atak na dziennikarzy Gazety Wyborczej i derbowych rywali – Zagłębie Lubin, czy zrzucenie winy za wciąż nienaprawioną zbitą szybę oddzielającą sektory na spółkę zarządzającą stadionem. Nie tak powinna wyglądać polityka wizerunkowa klubu aspirującego do miana największej piłkarskiej firmy na mapie Polski.

Cieniem na ostatnich dobrych występach i ruchach marketingowych kładą się także ciągłe nieporozumienia wśród włodarzy Śląska. Zarówno konsorcjum jak i miasto Wrocław, nie chcą już inwestować w klub. Jedni i drudzy zapowiadają, że chcą jak najszybciej pozbyć się swoich udziałów, jednak nie mogą dojść do porozumienia w jaki sposób to zrobić. Nieoficjalnie wiadomo, że konsorcjum żąda za swój pakiet pieniędzy zupełnie nieadekwatnych do obecnej kondycji klubu. Miasto natomiast ma w tej sytuacji związane ręce, ponieważ nie może dogadać się z drugim udziałowcem w sprawie odkupienia ich udziałów, a wątpliwe jest aby znalazł się ktoś, kto będzie chciał wykupić pakiet mniejszościowy, który w żaden sposób nie uprawnia do zarządzania klubem. Ostatnią propozycją jaka wyszła ze strony magistratu jest próba wspólnego sprzedania akcji, jednak mało prawdopodobne jest to, aby konsorcjum zgodziło się na taki układ.

Chociaż walka o utrzymanie wciąż trwa, a marketing wciąż jest niejako w powijakach, to ostatnie tygodnie napawają we Wrocławiu optymizmem. Przekonany jestem, że w ciągu tych 7 spotkań grupy spadkowej, Śląsk pewnie wywalczy ilość punktów gwarantującą utrzymanie. Obecne działania działu marketingu są na dobrej drodze, aby Stadion Miejski odwiedzało coraz więcej osób, a już niedługo jedynym zmartwieniem może pozostać przejęcie klubu przez kogoś kompetentnego, kto w końcu na poważnie zajmie się poszukiwaniem sponsorów. Bo wbrew temu co można przeczytać w internecie, w stolicy Dolnego Śląska wciąż wierzy się w lepsze jutro zielono-biało-czerwonych.

Autor | Łukasz Burzyński