Łukasz Burzyński: Nagroda nagrodzie nierówna. Dla piłkarki kurs gotowania!

Każdy, kto kiedykolwiek rywalizował w zawodach sportowych, bądź po prostu uprawiał wyczynowo sport, wie jak wielkie rozczarowanie przynoszą porażki. Jednak już tylko ci najlepsi znają smak rozgoryczenia, kiedy nagrodą za ciężką pracę i zwycięstwo, okazuje się jedynie niesmacznym żartem. Tym razem, obiektem tak nieudanej gratyfikacji okazała się Katarzyna Kiedrzynek, bramkarka Paris Saint-Germain.

Sam jestem sportowcem. Amatorem, co prawda, ale wyczynowcem. Biorę udział w zgrupowaniach, obozach, turniejach, które zdarzyło mi się wygrywać. Niejednokrotnie, mimo wielkiego wysiłku włożonego w przygotowania, w moich rękach lądował jedynie, dobrze znany wszystkim sportowcom-amatorom, tak zwany uścisk ręki prezesa. I co najwyżej jakiś marnej jakości skrawek papieru, powszechnie zwany „dyplomem”.

Nie wyobrażałem sobie jednak, że do podobnych sytuacji może dochodzić na planie plebiscytów, takich, jak ten organizowany w weekend przez tygodnik „Piłka Nożna”. Wielkie nazwiska, tysiące widzów, którzy z zaciekawieniem oczekiwali na wyniki. I wielka klapa. W kategorii „Piłkarka roku”, swoje przeciwniczki pokonała bramkarka francuskiego PSG – Katarzyna Kiedrzynek. Pomyślałem, że to bardzo fajnie, że w Polsce w końcu zaczyna się dostrzegać kobiecy futbol, także na tego typu galach. I w uśmiechu trwałem do dnia kolejnego, kiedy na swój twitterowy profil, sama zainteresowana wrzuciła zdjęcie swojej nagrody, którą było… zobaczcie zresztą sami.

katarzyna kiedrzynek

Zastanawiam się jak bardzo nietaktownym człowiekiem trzeba być, aby nie wstydzić się przekazać czegoś takiego profesjonalnemu sportowcowi, dziewczynie, która 365 dni w roku haruje na to, by ten jeden jedyny raz zostać wyróżnioną. Rozumiem, że sponsor, że trzeba było go pokazać. Można to było jednak zrobić na tysiąc innych sposobów. Facetom można było zasponsorować bony na buty, dlaczego więc dziewczyna, nie mogła dostać bonu na określoną sumę, na którym pisałoby – „Ufundowane przez Sokołów”. Naprawdę trzeba było uciekać się aż do takiego faux pas?

Sama zawodniczka próbowała sprowadzić tą sytuację do żartu, dziękowała, a w swoim kolejnym tweecie zapewniała, że nie ma nikomu nic za złe, że na gali było super i czuje się zaszczycona. Wydaje się to jednak raczej śmiechem przez łzy, niż faktycznym zadowoleniem. Co bowiem innego mogła napisać? Pęto kiełbasy lepsze niż frykasy?

Wydawało mi się, że w kraju, w którym zainteresowanie futbolem stale rośnie, coraz większe sumy przeznaczane są przez sponsorów, którzy upatrują w niej doskonałej platformy reklamowej, w kraju, którego wyróżniony na tej samej gali zawodnik jeszcze przed chwilą bił się z najlepszymi zawodnikami świata o Złotą Piłkę, nie może dochodzić do takich sytuacji. Wstyd, cóż więcej można powiedzieć. No ale parafrazując Johanna Wolfganga Goethego: „Zobaczyć Wolę Suchożebrską i umrzeć”.

Autor | Łukasz Burzyński