Łukasz Burzyński: Nie skończyć jak Plaku

Nowi zawodnicy w Śląsku, zakontraktowani zostali po wielodniowych testach pod okiem Tadeusza Pawłowskiego. Popularny „Teddy” miał czas przyjrzeć się zarówno Rumunowi Andreiowi Ciolacu jak i Słowakowi Milosowi Lacnemu. Wcześniej zostali podpisani także Peter Grajciar z Czech i Bartosz Machaj, a o miejsce w drużynie wciąż walczy Szymon Przystalski. Wszystko wskazuje na to, że walkę tę wygra.

Przed chłopakami duże wyzwanie. Grajciar ma z miejsca zostać zastępcą Sebastiana Mili, Ciolacu i Lacny wiosną powalczą między sobą o miejsce u boku Marco Paixao, a od czerwca sami mają stanowić o sile ataku, bo chyba nikt już nie wierzy w to, że sympatyczny Portugalczyk we Wrocławiu zostanie. Machaj i Przystalski na pewno na początku będą jedynie uzupełnieniem kadry. 21-letni skrzydłowy będzie musiał powalczyć o miejsce z Flavio Paixao i Robertem Pichem i, zwłaszcza po tym co zauważyłem w pierwszym tegorocznym sparingu z Górnikiem Łęczna, nie sądzę, aby był w stanie na dzień dzisiejszy któregoś z nich wygryźć. Przystalski natomiast w tym samym sparingu zaprezentował się co najmniej dobrze, jednak Pawłowski, zanim wprowadzi go na dobre do drużyny, będzie musiał z nim jeszcze trochę popracować.

We Wrocławiu, w przeciwieństwie do transferów chociażby braci Paixao czy Dalibora Stevanovicia, nie dmucha się balonika wokół któregokolwiek z graczy. Kibice raczej chłodno podchodzą do nowych zawodników, a Ci czekają na swoją szansę udowodnienia, że są w stanie przydać się drużynie. Wierzę w nos „Teddy’ego”, bowiem do Wrocławia przyjechali goście, o których tak naprawdę niewiele można powiedzieć. Napastnicy, sumując ich osiągnięcia, w ostatnim roku zdobyli 2 bramki w 26 spotkaniach, a Grajciar przez długi czas praktycznie wcale nie grał w piłkę.

Ci zawodnicy mają być wzmocnieniami. Z pewnością są, dla klubowej kasy. Dzięki zrezygnowaniu z usług Mili i podpisaniu tych chłopaków na niskich kontraktach, Śląsk zaoszczędził bardzo dużo pieniędzy. Pytanie jednak jak długo można ciąć koszty, jeżeli chce się walczyć o najwyższe cele?

Jeden już taki był. Przyjechał znikąd. Niespecjalne CV, ale trener za niego ręczył. Szybko wszedł do drużyny. Strzelił piękną bramkę Brugii. Zniknął. Bo jak inaczej można powiedzieć o skrzydłowym, który w 29 ligowych meczach trafia jedynie raz i tylko raz asystuje? Pojawił się ponownie w ostatnich tygodniach. Walczy z klubem o odszkodowanie, ponieważ kazali mu trenować. Trzy razy dziennie. Niesłychane. Jak można było nałożyć tak drakońską karę na księcia Albanii?

Mam nadzieję, że Pawłowski nie pójdzie w ślady Levy’ego i nie okaże się zbieraczem szrotu z europejskich boisk. Oby ci chłopcy faktycznie dali zespołowi impuls do tego, by powalczyć o tegoroczne podium. Oby nie skończyli jak Plaku.

Autor | Łukasz Burzyński

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułW poszukiwaniu wrocławskiego drwala
Następny artykułEwelina Zambrzycka-Kościelnicka: Ciężkie życie ekologa
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.