Łukasz Burzyński: Od kroku do cudu

Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że szczypiorniści wrocławskiego Śląska skazani są na spadek z PGNiG Superligi. Zajmowali wtedy przedostatnią lokatę, wyprzedzając jedynie Nielbę Wągrowiec, a do miejsca pozwalającego uniknąć bezpośredniej degradacji tracili 2 punkty. Do rozegrania pozostawały dwa spotkania: z Zagłębiem Lubin i właśnie z piastującym trzecią od końca lokatę Wybrzeżem Gdańsk (Ci natomiast grali jeszcze z czerwoną latarnią ligi – Nielbą).

Eksperci i kibice w całej Polsce pogrzebali zespół Śląska. Zwłaszcza po ich porażce z Zagłębiem w przedostatniej kolejce. Wydawało się, że jedynie cud może sprawić, że Wybrzeże, które do uniknięcia spadku potrzebowało tylko jednego punktu, nie podoła wyzwaniu. I cud się zdarzył. Gdańszczanie przegrali w Wągrowcu i o wszystkim zadecydował ostatni mecz sezonu. Śląsk na Pomorzu nie dał szans rywalom i zrobił pierwszy krok w stronę utrzymania, które wydawało się już bardzo odległe.

Teraz wrocławianie muszą postawić kolejny krok. Przed nimi wcale nie łatwe derbowe baraże z głodną awansu Miedzią Legnica. Nie wyobrażam sobie jednak, aby po wypruciu sobie żył w walce o pozostanie w Superlidze, podopieczni Przybeckiego dali sobie odebrać miejsce w elicie. Wszystko będzie zależało od psychiki, jeżeli bowiem potrafi się wygrać różnicą 8 bramek z zespołem posiadającym w składzie takie nazwiska jak Marcin Lijewski, walka z Miedzią powinna być formalnością.

W mediach chodzą słuchy, że pomimo sukcesu wrocławian, ich miejsce w PGNiG Superlidze może zająć… Wybrzeże. Mogłoby się tak stać, gdyby problemy finansowe Śląska okazały się na tyle duże, że nie byliby oni w stanie podjąć rywalizacji w przyszłym sezonie. Osobiście nie wierzę w taką sytuację. Miasto w ostatnich latach niejednokrotnie pokazywało, że na sporcie mu zależy i nie przechodzi obojętnie wobec będących w potrzebie klubów. Jestem przekonany, że pieniądze na szczypiorniaka się znajdą i za rok w stolicy Dolnego Śląska znów będziemy emocjonować się rozgrywkami Superligi i czekać na derby z Zagłębiem, Chrobrym czy przyjazd naszpikowanych gwiazdami zespołów Wisły Płock i Vive Kielce, licząc na niespodziankę i zwycięstwo z potentatem.

Dzięki środowemu zwycięstwu i bardzo prawdopodobnemu utrzymaniu w najwyższej klasie rozgrywkowej znów gdzieś z tyłu głowy pojawia się nadzieja, że rok 2016 będzie tym, który będzie miał szansę stać się powtórką z potrójnej korony z roku 1977. Nadzieja oczywiście złudna, bo zarówno sekcja piłki nożnej, szczypiorniaka jak i koszykówki borykają się z problemami, a do mistrzostwa bardzo im daleko, to jednak w głębi serca gdzieś wiara się pojawia, że przyszły rok będzie tym przełomowym. Bo przecież kibic głupi jest, a nadzieja matką głupich…

Autor | Łukasz Burzyński

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułDzielnice Wrocławia 35/2015
Następny artykułEwelina Zambrzycka-Kościelnicka: Mamadżer do spraw wszystkich
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.