Łukasz Burzyński: Odrodzenie wrocławskiego sportu [FELIETON]

Wrocław to piękne miasto. Nie ma chyba na świecie osoby, która by się z tym nie zgodziła. Połączenie tradycji i nowoczesności, które widoczne jest zwłaszcza w ostatniej dekadzie, przyciąga turystów z całego świata. Piękne parki, cudowny ogród zoologiczny a do tego wyremontowany i świeżutki dworzec kolejowy, galerie handlowe, biurowce, robiący wrażenie Sky Tower. Co jednak ze sportem? Słabo było, oj słabo. Poza piłkarskim Śląskiem, wrocławski sport leżał na całej długości. Zwłaszcza ostatnie kilka lat i zwłaszcza dyscypliny zespołowe. Zdecydowanie zmienił to rok 2014. Znów można powiedzieć, że jest się dumnym wrocławskim kibicem. Niezależnie od tego, jaką dyscypliną się kto interesuje. Ten tekst będzie tego dobitnym przykładem, a przy okazji swoistym podsumowaniem sportowego 2014 roku.

Zacznijmy może od siatkówki, gdzie niesamowity sukces przyniosła organizacja meczów Mistrzostw Świata. Mimo, że we Wrocławiu Polska reprezentacja gościła jedynie podczas meczów fazy grupowej, to fantastyczna atmosfera na trybunach, a także pękająca w szwach strefa kibica przed Halą Stulecia udowodniły, że stolica Dolnego Śląska tęskni za wielką siatkówką. Zainteresowanie turniejem przerosło chyba nawet władze miasta, które imprezę rozpromowały niezwykle nieumiejętnie i oprócz okolic areny na której mecze były rozgrywane, nie było widać, że cokolwiek w mieście się dzieje.

Będąc przy siatkówce, nie można pominąć także fantastycznego sezonu, jaki zanotowały zawodniczki Impelu Wrocław. Podopieczne Tore Aleksandersena, sięgając po srebrny medal Mistrzostw Polski, zgotowały wrocławianom nie lada niespodziankę. Sukces przeszedł przez miasto nie bez echa. Na finałowych spotkaniach z Chemikiem Police kibice po brzegi wypełnili Orbitę i gromko podziękowali siatkarkom za trud włożony w ponowne zaistnienie zespołu na polskiej scenie kobiecej siatkówki. Ostatni taki sukces przydażył się bowiem w 1986 roku, jeszcze pod szyldem Gwardii.

2014 rok był, mam nadzieję, przełomowy także dla wrocławskich piłkarzy ręcznych. Śląsk świetnie zakończył sezon 2013/2014 i, po czterech latach rozłąki, awansował do elity. Co prawda wciąż borykająca się z problemami finansowymi drużyna nie może się, póki co, mierzyć z zespołami z ligowej czołówki, jednak już sam fakt powrotu do Superligi cieszy. Nie tylko mnie. Wrocławscy pasjonaci szczypiorniaka na każdym meczu zapełniają trybuny. Niestety, obecne nasycenie miasta pierwszoligowymi zespołami w różnych dyscyplinach, w hierarchii których szczypiorniak nie zajmuje wysokiego miejsca, nie zawsze pozwala rozgrywać mecze w hali do tego odpowiedniej i Śląsk swoje mecze rozgrywać musi na hali AWFu, która jest w stanie pomieścić jedynie 700 widzów.

Kończącym się rokiem nie mogą być zawiedzeni również fani koszykówki. Po nieudanym sezonie 2013/2014, kiedy to Śląsk nie zdołał awansować do playoffów, nowe rozgrywki przyniosły zmianę o 180 stopni. Od pierwszych spotkań widać, że Wrocław głodny jest osiemnastego mistrzostwa Polski. Zarówno na parkiecie, jak i na trybunach. Co prawda podopieczni Emila Rajkovicia (którego ściągnięcie do Śląska było strzałem w dziesiątkę), do końca roku rozegrają jeszcze dwa spotkania, jednak już stali się ligową sensacją. 8 zwycięstw i tylko dwie porażki czynią z nich bardzo mocnych kandydatów do gry w finale Tauron Basket Ligi. Celowo nie używam tutaj stwierdzenia „kandydatów do mistrzostwa” ponieważ każdy, kto interesuje się koszykówką, wie że na dzień dzisiejszy Turów Zgorzelec jest w tej lidze nie do pokonania. Mimo to, bardzo cieszy mnie, że mogę śmiało powiedzieć: wrocławski basket powstaje z kolan! I wierzę, że jeszcze doczekamy się we Wrocławiu kolejnej złotej ery koszykarskiego Śląska.

Czy komuś obiła się o uszy nazwa Ślęza Wrocław? Pewnie, że tak. Ale zmartwię was. Albo nie, zaskoczę. A prawdopodobnie także ucieszę. Koszykarki w żółto-czerwonych trykotach nie zabłysnęły jedynie wystąpieniem z piłkarzami Śląska we wspólnej sesji do kalendarza, o którym ostatnio głośno. Nasze zawodniczki powróciły do Basket Ligi Kobiet, gdzie jako beniaminek, dzielnie stawiają czoła potentatom żeńskiej koszykówki. Mam szczerą nadzieję, że w ciągu najbliższych kilku sezonów dziewczyny wrócą do ligowej czołówki i powalczą o sukcesy z jakich Ślęza znana była przede wszystkim w latach 80.

Zadowoleni z ostatnich 12 miesięcy mają prawo być także fani piłki nożnej. Po tym, jak na początku roku z drużyną rozstał się Stanislav Levy, a nowym trenerem został, będący jedną z legend klubu, Tadeusz Pawłowski, w grze Wrocławian zmieniło się wszystko. Był piłkarzem znakomitym (do dziś jest najlepszym strzelcem Śląska w Ekstraklasie), jednak byłem stanowczym przeciwnikiem zatrudnienia go we Wrocławiu. I Boże, jak bardzo się myliłem! Pawłowski wydobył ze sportowego dna Sebastiana Milę i wyciągnął zespół z miejsc zagrożonych spadkiem z ligi, kończąc sezon 13/14 na 9. miejscu. Po braku wzmocnień i odejściu kilku piłkarzy, wydawało się, że kolejna kampania również przyniesie walkę o utrzymanie. I znów się myliłem. Od początku sezonu, podobnie jak koszykarze, wrocławscy zawodnicy są rewelacją ligi i rok zakończyli na drugim miejscu, tracąc do, wydawałoby się nieosiągalnej, Legii zaledwie 3 punkty. Panie Pawłowski, chapeau bas!

Nieco mniej kolorowo wyglądał ten rok we wrocławskim żużlu. Borykająca się z problemami finansowymi Sparta Wrocław od początku sezonu rozczarowywała, choć rozczarowanie to chyba zbyt duże słowo, bowiem przy składzie jaki udało się zakontraktować, o nic więcej niż o utrzymanie, żółto-czerwoni walczyć nie mogli. Do tego doszły informacje, jakoby pani prezes Krystyna Kloc, zamierzała wycofać się ze speedwaya, a wrocławski zespół mógł w ogóle w przyszłym sezonie nie wystartować. Jakby tego było mało, miasto, w związku z World Games 2017, zapowiedziało remont Stadionu Olimpijskiego, co oznacza, że przez półtorej roku Sparta zostanie bez własnego toru. Znaleziono co prawda rozwiązanie zastępcze, ale zdecydowanie nie jest ono dla klubu korzystne. Tak czy inaczej, zawodnicy z Wrocławia w 2015 roku wystartują, jednak w związku z remontem, będzie to kolejny sezon, który trzeba po prostu przetrwać.

Mimo, iż football amerykański dopiero w Polsce raczkuje, to Wrocław należy do tych miast, w których rozwija się naprawdę solidnie. Po połączeniu Giants i Devils, we Wrocławiu powstała drużyna Panthers Wrocław. Przez rok organizacja prężnie się rozwijała i na dzień dzisiejszy jest polskim potentatem, a rok 2014 ukoronowała wicemistrzostwem Polski. W kolejnym sezonie Panthers chcą być jeszcze mocniejsi. Przed kilkoma dniami do drużyny dołączył jeden z lepszych biegaczy grających na europejskich boiskach, wcześniej kontrakt podpisali między innymi doświadczony amerykański rozgrywający Kyle Isreal i trener Nick Johansen, który w swoim dorobku ma dwa klubowe Mistrzostwa Europy i staż w występujących w NFL Oakland Riders.

Oczywiście, o sukcesach zawodników ze stolicy Dolnego Śląska można by pisać jeszcze wiele. Był przecież złoty medal Mistrzostw Europy Karate Kyokushinkai zdobyty przez Patryka Sypienia, złoty medal w Drużynowych Mistrzostwach Polski we florecie i wiele innych, jednak gdybym o wszystkim miał tutaj napisać, z pewnością niewielu dotrwałoby do końca tekstu. Skupiłem się więc na tych najbardziej rozpoznawalnych i popularnych drużynach, tych które elektryzują wrocławskich kibiców i były najważniejsze dla postrzegania miasta w sportowym świecie. Cieszę się niezmiernie, że Wrocław, po latach posuchy, znów zaczyna żyć sportem. Nie ma bowiem drugiego miasta, które może pochwalić się tak dużą liczbą drużyn na najwyższym krajowym poziomie. Wrocławianie, bądźmy dumni!

Autor | Łukasz Burzyński