Łukasz Burzyński: Panu już podziękujemy [FELIETON]

Kiedy jeszcze za dzieciaka trenowałem piłkę nożną, słowo trenera było dla mnie święte. To co nakazał, wszyscy wykonywaliśmy. Bez wyjątku. No dobra, były wyjątki, które prędzej czy później się wypalały. Wszyscy wiedzieliśmy, że tylko dzięki słuchaniu rad i sugestii jesteśmy w stanie się rozwijać i osiągać dobre wyniki.

Podobnie pewnie myśleli młodzi koszykarze wrocławskiej Gwardii, którzy po 28 minutach, przekraczając limit przewinień, zakończyli mecz z KKS Kobierzyce w Dolnośląskiej Lidze Kadetów. Spotkanie zakończyło się wynikiem 9:147. Niestety to nie cyferki widniejące na tablicy świetlnej były powodem zainteresowania zawodami.

To zresztą nie pierwsza taka sytuacja w polskiej koszykówce. Kilka tygodni temu, podobny przypadek odnotowano w Chorzowie, gdzie miejscowa Alba podejmowała rezerwy MKS Dąbrowy Górniczej. Tutaj jednak, cała sytuacja miała odrobinę inny wydźwięk, bowiem przerwanie meczu poprzez wykorzystanie limitu przewinień było protestem przeciwko grze w drużynie gości zawodników z pierwszej drużyny.

Przeciw czemu jednak protestować miała Gwardia? Przeciwko temu, że klub Adama Wójcika wystawił do gry zawodników starszych? Miał takie prawo, bowiem mieścili się w limicie. Zresztą i tak KKS nie zagrał pierwszą piątką. A może przeciwko temu, że starsi i silniejsi zawodnicy zastosowali obronę na całym boisku? A może trzeba pójść dalej? Do kobierzyckiego klubu w niedalekiej przeszłości dołączyło kilku zawodników Gwardii. Nie, nie zostali oni przez Wójcika w żaden sposób zwerbowani, wykupieni, sterroryzowani. Przeszli do KKS-u w skutek rozpadu zespołu Gwardii z tego rocznika, który po kilku miesiącach został powołany z powrotem. Nie wszyscy jednak chcieli wrócić. I wcale się nie dziwię.

Młodzi Gwardziści nie radzili sobie na parkiecie, raz po raz tracąc piłkę i jasnym było, że w ich szeregi wkrada się rezygnacja, rozgoryczenie i zaczyna kierować nimi sportowa złość. Też przez to przechodziłem. Jednak czy polecenie trenera, jakoby mieli zakończyć mecz przez faulowanie rywali można w ten sposób usprawiedliwiać?

Potrafię zrozumieć zachowanie chorzowian, których protest, mimo złej formy, jest jak najbardziej słuszny, bowiem także jestem przeciwko wzmacnianiu drużyn rezerw zawodnikami z pierwszego zespołu. Dlaczego walcząca o punkty drugoligowa drużyna musi nagle mierzyć się z koszykarzami występującymi na co dzień w najwyższej klasie rozgrywkowej? Nie dotyczy to jedynie basketu, podobnie sprawy mają się chociażby w piłce nożnej. W prosty sposób z tym problemem poradzili sobie Amerykanie, chociażby w National Hockey League. Zawodnik, będąc zsyłanym do drużyny afiliacyjnej (odpowiednik polskich drużyn rezerw), musi trafić na tak zwaną „listę odrzutków” z której dowolny klub przez 24 godziny ma prawo bez opłaty „ukraść” jego kontrakt. Wymusza to przemyślane żonglowanie graczami i zapobiega sytuacjom jak ta przedstawiona powyżej.

Wracając do Gwardii. Protest, czy jakkolwiek to nazwiemy, trenera młodych miłośników basketu był skandaliczny. Nie chodzi tylko o zabijanie koszykówki. Chodzi głównie o aspekt wychowawczy. Młodzi zawodnicy nie są uczeni tego, by stawiać czoła przeciwnościom losu. Takie podejście wymusza na nich postawę męczenników, oferm i nieudaczników. Czy takie wartości powinien przekazywać swoim zawodnikom ten, od którego przede wszystkim mają czerpać wiedzę i który jest dla nich największym autorytetem?

Mam nadzieję, że Dolnośląski Związek Koszykówki zajmie się sprawą, a osoba odpowiedzialna za całą sytuację poniesie konsekwencję. Nie widzę innej możliwości jak tylko odebranie licencji i odesłanie niesfornego szkoleniowca na przymusową trenerską emeryturę. Jednocześnie mam nadzieję, że odpowiedzialności uniknie sama Gwardia, bowiem każda kara finansowa uderzy nie tylko w klub, ale przede wszystkim w młodych adeptów koszykówki.

Autor | Łukasz Burzyński