Łukasz Burzyński: Postawić na młodych

Wolski, Rybus, Furman, Janczyk, Borysiuk, Fabiański, Bielik – te nazwiska łączy coś więcej niż tylko klub dla którego występowali. Za każdego z tych chłopaków Legia wyciągnęła niebotyczne sumy. Łącznie – 22,2 miliona euro. Żaden z nich z Warszawy nie wyjeżdżał mając więcej niż 22 lata. Najmłodszy, Bielik miał lat 17. Zarobek na transferach to tylko jeden z powodów, dla których warto stawiać na młodych zawodników i dziwię się, że do tej pory we Wrocławiu się o tym nie przekonano.

Legia od kilku lat prowadzi jasną politykę. Wprowadzają do drużyny młodych chłopaków, którzy zazwyczaj nie ustępują umiejętnościami szrotowi sprowadzanemu z zagranicy przez inne drużyny, promują ich i sprzedają za wielkie pieniądze, nawet jeżeli tych pieniędzy warci nie są, o czym świadczy obecna sytuacja Wolskiego, Furmana czy Borysiuka. Za kasę z transferów można dokupić coraz lepszych zawodników, którzy są wzorem do naśladowania dla kolejnych juniorów, którzy za jakiś czas także zostaną sprzedani. Kółko się zamyka, pieniądze się mnożą, a klub ucieka reszcie ligi zarówno pod względem sportowym, jak i finansowym.

Śląsk być może nie dysponuje takim zapleczem jak warszawska drużyna, jednak przez te kilka, kilkanaście nawet ostatnich lat zmarnowano tu potencjał kilku zawodników. Wystarczy wziąć pod lupę Kamila Bilińskiego, który po odejściu ze Śląska podpisał kontrakt na Litwie i stał się czołowym strzelcem Żalgirisu Wilno. Czy w Polsce strzelałby mniej? Być może, jednak nigdy nie dane mu było pokazać na co go stać. Podobnie jak Łukaszowi Tymińskiemu, którego można było sprzedać za solidne pieniądze, jednak nie dano mu szansy i odszedł za darmo, będąc później mocnym ogniwem Jagiellonii Białystok. A ilu było takich o których nigdy nie usłyszeliśmy i nigdy nie usłyszymy? Pewnie jeszcze kilku by się znalazło. Aż wstyd się przyznać, że najdrożej sprzedanym młodym zawodnikiem w ostatnich latach był Paweł Sasin, za którego Lech zapłacił całe 105 tysięcy euro!

Stawianie na wychowanków ma jeszcze jedną zaletę. Kibice ich kochają. Pragną, aby któryś z nich szalał po europejskich boiskach lub z orłem na piersi trafiał do niemieckiej bramki, a oni mogli powiedzieć „patrz, ten chłopak uczył się grać w piłkę we Wrocławiu!”. Tutaj pieniądze odchodzą na dalszy plan. Potwierdzają to tylko komentarze po ostatnim meczu w Krakowie, gdzie kapitalnie spisywał się Jakub Wrąbel. Fani zielono-biało-czerwonych, mimo że to tylko jeden epizod, od razu zakochali się w tym niespełna 19-letnim golkiperze i domagają się jego częstszych występów. Owacją na stojąco witają zawsze wchodzącego z ławki rezerwowych Kamila Dankowskiego. Taki jest sport. Chociażby niewiadomo jak dobry był zawodnik, który przyszedł z innej drużyny, nigdy nie będzie tak lubiany jak ten, który się tu wychował.

Nie tylko w piłce takie sytuacje mają miejsce. Niesamowitą wrzawą wypełnionej po brzegi Hali Orbita witany jest zawsze na parkiecie Maksym Kulon. Jednak on także nie dostaje swoich szans. Nawet gdy Śląsk prowadzi 20-30 punktami (co ostatnio niezwykle rzadko się zdarza) 22-latek na parkiecie pojawia się na zaledwie kilkadziesiąt sekund. Ciężko nie odnieść wrażenia, że w przeciwieństwie do wrocławskiej publiczności, trener Emil Rajković nie jest zwolennikiem talentu Maksa i za jego kadencji, kariery on raczej nie zrobi.

Piłkarski Śląsk w ostatnich miesiącach zaczyna zmieniać swoją politykę, a młodzi gracze dostają coraz więcej okazji do błyśnięcia piłkarskim geniuszem. Nie jest to jeszcze co prawda Warszawa czy Poznań, jednak za sprawą Pawłowskiego wszystko idzie w dobrym kierunku. Widać, że trenerskie szlify Teddy zbierał na zachodzie, gdzie promowanie młodych zawodników jest czymś naturalnym. Można by tylko powiedzieć: Odważniej Panie Tadeuszu, odważniej!

Autor | Łukasz Burzyński

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykuł„Smoki” [WYWIAD ZBIOROWY]
Następny artykułEwelina Zambrzycka-Kościelnicka: Procentowo doładowani
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.