Łukasz Burzyński: Powiew świeżości

Kolejny etap budowy wielkiego Śląska można uznać za zamknięty. I paradoksalnie nie chodzi tutaj o pożegnanie Sebastiana Mili czy prawdopodobne odejście Marco Paixao. Kilka dni temu Wrocław obiegła jakże szczęśliwa informacja, że spór z albańskim księciem Sebino Plaku zakończył się rozwiązaniem kontraktu, co pozwoli zaoszczędzić około 40 tysięcy złotych miesięcznie.

Oddech ulgi zielono-biało-czerwonej sakiewki czuć było chyba na drugim końcu miasta. To definitywny koniec kominów płacowych we wrocławskiej drużynie, a przy okazji uwolnienie się od czarnego PR-u jaki klubowi w ostatnich tygodniach robił Albańczyk.

Za te same pieniądze Śląsk utrzyma Graciara, Ciolacu i Lacnego razem wziętych. Według ostatnich doniesień, zarabiający najlepiej z nich, Słowak otrzymuje około 10 tysięcy zł miesięcznie, co w porównaniu do niedawnych zarobków niektórych zawodników jest kwotą co najmniej zabawną.

Cieszy kierunek w którym idzie budowa drużyny. Paweł Żelem wykonuje naprawdę dobrą robotę naprawiając lekko zawiane klubowe finanse. Śląsk w końcu zaczął na siebie zarabiać, jednak do spłacenia wciąż zostało jeszcze sporo pieniędzy z czasów niemile wspominanego na trybunach Solorza.

Jeżeli taka polityka nie odbije się negatywnie na boiskowych poczynaniach wrocławian, będzie można mówić o swoistym cudzie nad Odrą. Zresztą, nie ma co zastanawiać się nad tym, czy drużyna będzie w stanie powalczyć w tym roku o podium. Odchudzenie sum przeznaczonych na pensje było rzeczą niezbędną.

Czy uda się utrzymać taką tendencję nie tracąc przy tym walorów sportowych? Oby. Jednak jeżeli w Śląsku ktoś będzie chciał myśleć o walce o najwyższe cele, nie będzie można zespołu opierać na zawodnikach grających za czapkę gruszek. Póki co na więcej zielono-biało-czerwonych nie stać i Ci, którzy będą w najbliższym czasie trafią do stolicy Dolnego Śląska muszą liczyć się z tym, że w innych drużynach z ligowej czołówki, pieniądze które będą zarabiać traktowane są jako dodatek na waciki.

Autor | Łukasz Burzyński

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułWrocław odcięty od Niemiec
Następny artykułEwelina Zambrzycka-Kościelnicka: Oscar a sprawa polska
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.