Łukasz Burzyński: Przepis na sukces

Wszędzie się spieszymy. Wstajemy rano, w biegu jemy śniadanie i zapijamy naprędce przygotowaną kawą. Szybkie mycie zębów, buty na nogi i… znowu biegniemy. Warto się jednak zastanowić nad tym czy pośpiech naprawdę popłaca, zwłaszcza, kiedy siadamy za kółkiem.

Mnóstwo jest sytuacji, w których kierowcy przekraczają prędkość. Wiele jest także wypadków powodowanych przez tych, którzy nie zawsze z pośpiechu, a z najczystszej głupoty dociskają do deski pedał gazu. Cytując dobrze znaną polską komedię: „Jechałem szybko gdyż… lubię zapierdalać”. Nazywamy takie osoby dawcami organów, piratami drogowymi, ale spiesząc się na spotkanie, do pracy czy na zajęcia, grubo przekraczając dozwoloną prędkość także się do nich zaliczamy. Nie chcę tutaj piratów bronić, jednak ten kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem.

W różnych częściach świata, innymi sposobami próbuje się walczyć z drogowymi przestępstwami. Wpływające na wyobraźnię, często bardzo mocne kampanie medialne, nie zawsze są w stanie dotrzeć do tych najbardziej zagorzałych fanów prędkości. Oni jeżdżą świetnie, ich to nie dotyczy. Najlepiej z problemem poradzili sobie chyba Skandynawowie. Tam, za przekroczenie prędkości nakładane są takie kary, że pośpiech po prostu się nie opłaca. Wystarczy wziąć taką Norwegię, gdzie za przekroczenie prędkości o 35 km/h otrzymuje się karę minimum 18 dni pozbawienia wolności. 25 km/h więcej skutkuje utratą prawa jazdy, nie mówiąc już nawet o mandatach, jakie niesie za sobą szybka jazda. I nikt nie narzeka!

Do Skandynawskiego systemu próbujemy dążyć i my. Jeszcze przed wakacjami wejść mają w życie przepisy pozwalające na natychmiastowe odebranie prawa jazdy osobie, która, w terenie zabudowanym, przekroczy prędkość o 50 km/h. Wyższe mają być także kary finansowe. Czy spełni to swoją rolę? W wielu przypadkach z pewnością. System ten ma jednak wiele dziur, z których „na górze” chyba nie zdają sobie do końca sprawy. Częste problemy z radarami, ich niezbyt dokładne pomiary i działania służb mające na celu nie poprawę bezpieczeństwa a zarobek, już teraz wywołują wiele kontrowersji, jak głośna sprawa mężczyzny który otrzymał mandat jadąc na rowerze. Nowe przepisy jeszcze bardziej zaognią sytuację, a sądy pełne będą spraw, w których zdeterminowani ukarani będą dowodzić nieprawidłowości w działaniach policji.

Mimo wszystko cieszy mnie fakt, że, w ten czy inny sposób, dążymy do bezpieczeństwa na drogach. Mam tylko nadzieję, że wraz ze wzrostem kar dla kierowców, władze naszej mlekiem i miodem płynącej krainy zastanowią się nad tym, czy w niektórych miejscach tak rygorystyczne ograniczenia prędkości naprawdę są konieczne, podobnie jak wprowadzanie terenu zabudowanego na odcinkach wynoszących często 100-150 metrów, a policja przestanie chować się z radarami po krzakach próbując z końcem roku nadrobić dziury w budżecie. Te można załatać w inny sposób, jak chociażby zarabiając na niezbyt mądrych uczestnikach ruchu, jak ten, który chcąc udowodnić omylność radaru, jeździł z przepisową prędkością w tę i z powrotem dziwiąc się, że za każdym razem pstryknięte zostaje mu zdjęcie. Nie zdawał sobie jednak sprawy, że radar ów wyłapuje także niezapięte pasy. Srogo przyszło zapłacić za detektywistyczny charakter.

Czy nowy przepis okaże się sposobem na zmniejszenie ilości wykroczeń i wypadków drogowych przekonamy się pewnie w pierwszych kilku miesiącach po ich wprowadzeniu. Oby okazał się on przepisem na sukces w walce z drogowymi piratami.

Autor | Łukasz Burzyński

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułDyskusja o kondycji artysty [AUDIO]
Następny artykułEwelina Zambrzycka-Kościelnicka: Mistrz kierownicy ucieka
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.