W sztabie trenerskim dwukrotnych mistrzów Polski – Kosynierów Wrocław zaszły spore zmiany. Z funkcji szkoleniowca zrezygnował ojciec sukcesu wrocławian – Błażej Rokicki. Jego miejsce zajął przybyły niedawno ze Stanów Zjednoczonych Luke Stypulkowski. Rozmawia z nim Marcin Janiszewski.

Luke Stypulkowski / arch. Kosynierów

Marcin Janiszewski: Luke, mówisz po polsku, a Twoje nazwisko wskazuje na polskie korzenie…

LUKE STYPULKOWSKI: – Tak, cała moja rodzina pochodzi z Polski. Rodzice chcieli dać mi na imię Łukasz – ale dla ułatwienia w moim akcie urodzenia widnieje Luke. Ja i moja siostra jesteśmy pierwszym pokoleniem, które przyszło na świat za Oceanem. Urodziłem się w Kanadzie, w Niagara Falls, a w wieku sześciu lat przeprowadziłem się na Long Island w Nowy Yorku.

Jak długo grasz w lacrosse?

LUKE STYPULKOWSKI: – Zacząłem trenować lacrosse w szóstej klasie, czyli jakieś 10 lat temu. Jak na amerykańskie warunki, to i tak dosyć późno. Przedtem cały czas uprawiałem jakiś sport – biegałem, grałem w piłkę nożną, sędziowałem mecze… Dzięki temu miałem później łatwiejszy start w lacrosse – musiałem co prawda nadrabiać zaległości względem rówieśników, ale szło mi to bardzo sprawnie. W końcu zostałem jednym z podstawowych zawodników w drużynie mojej szkoły – Northport High School. Niestety w ostatnim roku nauki kontuzja kolana i jego późniejsza operacja zmusiła mnie do pauzowania. Cały czas byłem jednak zaangażowany w szkolny lacrosse – pełniłem funkcję asystenta trenera, organizowałem i prowadziłem warsztaty.

Dlaczego jako kolejny etap edukacji wybrałeś właśnie wrocławski AWF?

LUKE STYPULKOWSKI: – Głównie dlatego, że w tym mieście mam rodzinę. Od zawsze chciałem robić w życiu coś związanego ze sportem, stąd chęć nauki w tym kierunku. Moje korzenie są w Polsce, a podróż do Europy to zawsze jakaś przygoda, coś nowego.

Skąd dowiedziałeś się o Kosynierach?

LUKE STYPULKOWSKI: – Z internetu, przede wszystkim z Facebooka. Na razie widziałem cały kolektyw w akcji jedynie na Youtubie i na jednym treningu. Przez wakacje spotykaliśmy się tylko na luźnych spotkaniach – żeby trochę porzucać, postrzelać na bramkę. Teraz nie mogę się już doczekać, żeby wziąć się z chłopakami do roboty! W ogóle mówiąc o Kosynierach i lacrosse w Polsce, chciałbym dodać, że bardzo cieszy mnie fakt rozwoju dyscypliny w kraju. To naprawdę super, że od podstaw buduje się ligę, reprezentację, że wszystko się rozwija i idzie do przodu!

Do tej pory wrocławianie opierali swoją grę na jak najdłuższym posiadaniu piłki, szanowaniu jej. Naczelną myślą trenerską było oddawanie jedynie stuprocentowych strzałów, powolne konstruowanie akcji. Jak będą grali Kosynierzy trenera Stypulkowskiego?

LUKE STYPULKOWSKI: – Na pewno założenie, że oddaje się jedynie dobre, pewne strzały, to bardzo dobra podstawa! W Nowym Jorku też tak graliśmy – to ważne, żeby nie marnować posiadania. Z drugiej strony, ostatnimi czasy stawia się w światowym lacrosse nacisk na dużą liczbę strzałów – wystarczy spojrzeć chociażby na wprowadzane shot clocks. Kluczem do sukcesu może być jedynie odpowiednie  połączenie opanowania i przytrzymywania piłki z bardzo szybkimi akcjami wymuszającymi błąd przeciwnika.

Odczuwasz presję obejmując „Kosy” po dwóch sezonach Mistrzowskich?

LUKE STYPULKOWSKI: – Trochę tak. Wrocławska drużyna to nie tylko dwukrotny mistrz Polski – ostatni sezon zakończyli bez porażki, z bardzo dużą różnicą bramek! Moje zadanie na pewno nie będzie należało do łatwych, ale zrobię wszystko i będę z chłopakami ciężko pracował, żeby móc osiągnąć jeszcze wyższe cele. Przede wszystkim celujemy w kolejny sezon mistrzowski bez przegranego meczu. Poza tym wierzę w nasz wkład w rozwój naszego sportu w regionie, w nowych, młodych zawodników.

Skoro mówimy już o młodych graczach – fakt, że spora część dotychczasowych zawodników jest od Ciebie starsza chyba też nie ułatwi Ci pracy…

LUKE STYPULKOWSKI: – Niekoniecznie. Chcę być dla Kosynierów bardziej bratem, niż trenerem. Naszą pracę oprę nie tylko na treningach, ale i na rozmowach oraz wymianie doświadczeń. Jestem pewien, że będę mógł także wiele nauczyć się od wrocławian!

Od czego należy zacząć pracę w aktualnymi mistrzami Polski?

LUKE STYPULKOWSKI: – Musimy dużo popracować nad szeroko pojętymi stickskills. Myślę, że ciekawą i skuteczną metodą może być analiza nagrań wideo z treningów czy meczów. Mam sporo pomysłów i materiałów szkoleniowych. Wierzę że nasze przygotowania zaprocentują. Jak już mówiłem nie mogę doczekać się naszej współpracy!

 

Rozmawiał Marcin Janiszewski

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułW derby Dolnego Śląska górą Śląsk!
Następny artykułJames Hetfield z zespołu Metallica ma swojego krasnala we Wrocławiu
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.