„Mabkbet” [RECENZJA]

Gwałt i mord. Krew, krew i jeszcze więcej krwi. We krwi kobiety, mężczyźni i dzieci. Agata Duda-Gracz nie bierze jeńców. „Makbet” to totalne zło i piękno zarazem. W tym najnowszym spektaklu Teatru Muzycznego Capitol nie ma miejsca na sentymentalizm.

 

Agata Duda-Gracz w swoim „Makbecie” skupia się na złu i władzy. Ukazuje mechanizmy którymi kierowani są bohaterowie. Przerysowanie i nadmiar pewnych zachowań, to celowy zabieg podkreślający, iż świat rysowany przez Szekspira był brutalny i ogarnięty żądzą władzy. Władza tu jest sięganiem po nieswoje, to gwałt, który panoszy się wszędzie.  Dramaturgiczne rozwiązania wprowadzone do spektaklu dają bardzo mocny obraz Makbeta, który jest osaczony przez przepowiednie Wiedźm. Makbet zamknięty jest bowiem w klatce światła, spętany jest swoim strachem, wątpliwościami. W końcu wyrzutami sumienia. Te zaś odbierają mu rozum. Odbierają siłę, aż w końcu odbierają rozpacz po śmierci ukochanej. Chciałoby się po miłości jaką ją darzył, by ta rozpacz była wielka. Jednak powściągliwość zdecydowanie mocnej wpisuje się tu w rys postaci. Klątwa rzucona przez trzy Wiedźmy (Znakomite w spektaklu Helena Sujecka, Agnieszka Oryńska-Lesicka i Justyna Antoniak. Choć tej ostatniej zabrakło odrobinę mocniejszego akcentu, może energii bądź turpistycznej realistyczności, małego atrybutu charakterystycznego dla niej samej.) nie daje możliwości na niespełnienie się. Makbetowie próbują zapobiegać wypełnieniu tej części, która skierowana była do Banqua (bardzo ciekawy Krzysztof Wrona). Mordują, każą mordować. Pozbywają się swoich wrogów w tym właśnie, jedynego sprawiedliwego – Banqua. Piękna jest scena, w której on już znając swój los, przekazuje synowi Fleancowi (Bruno Krywiak) jego miecz. Symbol władzy, którą w przyszłości ma objąć, zgodnie z wiedźmową przepowiednią.

Zło zbiera żniwo. Maszeruje po trupach do celu, do jeszcze większego zła. Anioł ciemności Hekate kroczy w diabelskim świetle, każdy jej krok to jakby pożoga. Gdzie postawi stopy, tam ginie najmniejszy przejaw dobra. Z pieśnią na ustach Hekate sieje zamęt. Znakomita w roli śpiewanej jest Emose Katarzyna Uhunmwangho. Jej głos przyszywa, wyrywa z tej odrobiny strefy komfortu, jaką można by mieć w teatrze. Zaś Łukasz Wójcik ze skalą swojego głosu, (grający Lulacha, syna lady Makbet z pierwszego małżeństwa) komentujący w pieśniach bieżące wydarzenia jest nadzwyczajny. Jeszcze w takiej wersji tych dwojga nie widziałam. Muzyka napisana i wykonywana na żywo przez Maję Kleszcz i Wojtka Krzaka, to temat na osobny tekst. Każdy dźwięk dotyka, buduje wraz obrazami nierozerwalną całość. Ogrom pracy przyniósł niebywały efekt. Czekam by cały materiał został wydany na płycie.

Pierwsza część Makbeta jest przerażająca, przygnębiająca i odziera ze złudzeń.  Tu nic dobrego nie może się wydarzyć. Choć znane są losy bohaterów, to inscenizacja jest nad wyraz bolesna. Mord i krew są wszechobecne. Duda-Gracz daje więc przerwą odpocząć widzowi, jednak po niej trudno na 100% wejść w rozstrzygające losy Szekspirowskiej tragedii. Druga część jest odmienna, zdecydowanie krótsza i lżejsza od poprzedniej.

W całej historii zdaje się nie być lepszych i gorszych postaw ludzkich. Zemsta Macduffa (dobry Wojciech Brzeziński) jest oczywista, lecz jej okrucieństwa już nie widzimy. Można mieć jedynie żal do bohatera, że nie ochronił przed tragedią swoich bliskich. Ale to już do Szekspira. Przejmujące są losy wszystkich kobiet w tym spektaklu. Dwórek, których imion się nie pamięta, żon wysoko urodzonych, które muszą być silniejsze niż mężczyźni. Ich losy nikogo nie obchodzą. Piękną parą są na scenie Justyna Szafran i Klaudia Waszak. Maleńkie, a jakże ważne i głębokie role. Skale szaleństwa Lady Makbet i Lady Banquo są odległe. Bohaterki różnią się od siebie, lecz obie dojmującymi postawami przykuwają uwagę. Cała siła Lady Makbet wybrzmiewa wraz z narastającym obłędem, jakby wypłynęła z niej razem z nieznikającą krwią Duncana. Magdalena Kumorek w roli Lady Makbet jest wyjątkowa. To najlepsza jej rola w spektaklach zagranych u Dudy-Gracz. Ewa Szlempo (Lady Banquo) i jej kruchość oraz głęboka tragedia roli przypominają, że warto zwrócić na nią uwagę. Wyjątkowy jest też Cezary Studniak jako Makbet. Mimo że unieruchomiony w kwadracie światła porywa swoją kreacją. To kolejny dowód na to, że czasem, aby pokazać więcej, trzeba pokazać mniej. Sam spektakl może budzić skrajne odczucia, od zachwytu po złość. Duda-Gracz wytrawnych swoich widzów przyzwyczaiła, do rodzaju emocji, jakie wynosi się po jej przedstawieniach. Rozczarowani ze spektaklu wyjdą ci, którzy przyszli obejrzeć typowy musical. Tu nie jest miło i aktorzy nie śpiewają wesołych piosenek. Spektakl jest dziełem totalnym. Pięknym obrazem. Na tle wielkiej mechanicznej platformy oświetlonej w mistrzowski wręcz sposób przez reżyserkę światła Katarzyna Łuszczyk dzieją się rzeczy magiczne. Praca, jaką wykonała by przy braku scenografii oddać mnogość znaczeń, podkreślić każdą postać, jest godna podziwu. Plastyka tych malowanych światłem obrazów zmienia się w imponujący sposób między innymi dzięki zjawiskowej choreografii Tomasza Wesołowskiego. Jestem gotowa na stwierdzenie, iż jest to jedna z najlepszych jego prac scenicznych. Małym, maleńkim mankamentem jest sposób rozwiązania na łączenie wielu scen, w których to aktorzy turlają się z platformy na podłogę. Przychodzi moment, że zaczyna to przeszkadzać.

Jak zwykle w spektaklach Dudy-Gracz na sukces pracuje cały zespół. Każdy aktor, to osobna historia. To nie jest bezimienny tłum. Nawet bohaterowie, którzy nie wypowiedzieli ze sceny ani słowa są częścią mechanizmu budującego całość. Nie sposób jednak pominąć tu Macieja Maciejewskiego w znakomitym fragmencie monologu odźwiernego, czy Artura Caturiana w roli Malcolma.

„Makbet” wraz z klątwą przypisaną „tej szkockiej sztuce” zapewne stanie się najbardziej kontrowersyjnym spektaklem w tym sezonie we Wrocławiu. Nie zmienia to faktu, że zapewne ta inscenizacja przejdzie do historii.

 

 


Autor: Sabina Misakiewicz
Zdjęcia: Greg Noo-Wak

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułCórka reprezentanta Polski zadebiutowała
Następny artykuł#MeToo, no nie, ja chyba nie…
Pedagog, dziennikarz i animator kultury. Zakochana w teatrze. Jako reżyser postawiła pierwsze kroki, jednak wciąż uczy się chodzić. Swoimi tekstami dodaje teatralnym wydarzeniom emocjonalnego wymiaru i piękna.