- REKLAMA -

Przygodę ze sportem zaczął jako ośmiolatek, a niecałe dziesięć lat później został brązowy medalistą mistrzostw Europy w karate kyokushin. Dodajmy, że jedynym medalistą z Dolnego Śląska na tej imprezie. Marcel Kopij w rozmowie z „Dzielnicami” opowiedział jak do tego doszedł, w jaki sposób się motywuje i  kto jest jego idolem.

*

Oliwia Stasiak: Jak zaczęła się Twoja przygoda z karate?

MARCEL KOPIJ: – Jako dziecko, zacząłem się interesować sztukami walki, bo obejrzałem film z Brusem Lee i inne filmiki w internecie. Wtedy po prostu bardzo chciałem to robić. Prawda jest taka, że byłem bardzo ruchliwym dzieckiem, cały czas musiałem się czym zajmować. W końcu mama zaprowadziła mnie na trening karate na Kościuszki. Bardzo mnie to zaciekawiło, a po pierwszym razie spodobało mi się i tak już zostało.

Zaczynałeś jako ośmiolatek. Zwykle w tym wieku chłopcy wybierają piłkę nożną, a Ty postawiłeś na coś innego.

– Ja właśnie nie chciałem trenować piłki nożnej. Później miałem pewne myśli o tym, ale raczej na zasadzie wyjść i pograć ze znajomymi w wolnym czasie. Nigdy mnie nie ciągnęło, żeby uprawiać ten sport bardziej poważnie.

Masz na swoim koncie liczne osiągnięcia. Wielokrotnie zdobywałeś miejsca na podium podczas turniejów międzynarodowych. Oprócz tego odnosiłeś sukcesy podczas Mistrzostw Polski Juniorów. Z którego z tych dokonań jesteś najbardziej dumny?

– Zdecydowanie z tego ostatniego, czyli z brązowego medalu na mistrzostwach Europy. Pamiętam, kiedy jeszcze nie byłem zawodnikiem, miałem dziewięć – dziesięć lat. Wtedy we Wrocławiu odbywały się mistrzostwa Europy. Poszedłem na tę imprezę z mamą i z wielkim zaciekawieniem patrzyłem na te zawody. To było dla mnie takie niesamowite. Nigdy nie myślałem o tym, że kiedykolwiek będę startował na takich zawodach. Teraz, jak myślę o tym, że jestem trzeci w Europie, to wiele dla mnie znaczy.

Młody Maciej Kopij z trenerem Dariuszem Kwietniem

Istnieje bardzo wiele stylów karate. Jest ich ponad sto. Jaki rodzaj uprawiasz i dlaczego akurat ten?

– Uprawiam styl kyokushin. Przyczyną jest tylko i wyłącznie to, że na taki rodzaj karate zapisali mnie rodzice, którzy jeszcze wtedy się na tym nie znali. Ja w to nie ingerowałem, spodobało mi się. Zostałem przy tym, dlatego że jest to pełno kontaktowe karate.

Na czym polega więc różnica między karate kontaktowym i nie kontaktowym?

– Bezkontaktowe karate cechuje się tym, że walczy się na punkty. Jest bardziej techniczne, ponieważ nie można uderzyć przeciwnika, to walka na dotyk. Natomiast w karate kontaktowym określony jest czas, w zależności od kategorii wiekowej są to dwie minuty dla juniorów lub trzy minuty dla seniorów.

Czyli trenujesz wiele godzin, a walczysz zaledwie dwie minuty?

– Do tej pory walczyłem jako junior, natomiast teraz wchodzę w wiek seniora. Na niektórych zawodach dla seniorów stworzona jest dodatkowa kategoria U21, która obejmuje zawodników od 18 do 21 lat. Różnica między tą, a juniorską, w której teraz byłem jest taka, że zdejmują mi kask i mogę wykonać nogami więcej technik na głowę przeciwnika, ponieważ rękoma można tylko do wysokości szyi.

Marcel Kopij podczas walki
Marcel Kopij podczas walki

Wychodzi na to, że brązowy medal, który ostatnio zdobyłeś był zwieńczeniem Twojej juniorskiej kariery.

– Tak, to jest to ukoronowanie. To mnie najbardziej motywowało przed tymi zawodami, że to była moja ostatnia i jednocześnie najważniejsza juniorska rywalizacja. Mistrzostwa Europy są, jak dla mnie, najważniejszymi zawodami w całym sezonie.

Jak dużo pracy kosztowało Cię przygotowanie się do tego startu?

– Z tym było różnie, bo dużo chorowałem. Miałem też cięższe i lżejsze kontuzje, ale zazwyczaj trenowałem i nadal trenuję pięć razy w tygodniu – trzy razy karate, dwa razy treningi siłowe i stacje. Czasami zdarzało się, że trener mnie wyciągnął w weekend na treningi indywidualne.

Do jakich zawodów przygotowujesz się teraz?

– Teraz pierwszymi moimi dorosłymi zawodami będą eliminacje do mistrzostw Europy. Mam oczywiście nadzieję, że się zakwalifikuję. Bardzo chciałbym rozpocząć swoją młodzieżową karierę w U21 właśnie na tej imprezie, która jest już w listopadzie. Przed tym są jeszcze mistrzostwa Polski.

A jak z kontuzjami?

– Najpoważniejsza kontuzja przydarzyła mi się w 2013 roku na mistrzostwach Polski w Kaliszu, kiedy w półfinale złamałem sobie rękę, uderzając przeciwnika w łokieć. Pękła mi wtedy druga kość śródręcza, na szczęście nie było żadnego przemieszczenia. Co jest w tej historii najlepsze to fakt, że nie tylko wygrałem tę walkę, ale miałem przed sobą jeszcze finał. Miałem całą spuchniętą rękę, ale niewiele sobie z tego robiłem, założyłem ochraniacz i zacząłem walczyć.

Nie mów mi jeszcze, że tę walkę też wygrałeś.

– Tak właśnie było… Po ciężkiej walce udało mi się pokonać przeciwnika.

Od czego w takim wypadku zależy to czy wygrywasz? Bo potrafisz to zrobić nawet ze złamaną ręką.

– Odkryłem, że bardzo duże znaczenie ma stan psychiczny przed zawodami. Jeżeli jestem bardzo pewny siebie to zazwyczaj idzie mi o wiele lepiej niż wtedy, gdy mam jakieś niepewności.

To w jaki sposób motywujesz się przed walką? To jest raczej chwila samotności czy muzyka w słuchawkach?

– Ze wszystkim pomaga mi muzyka, ale jeśli chodzi o karate to wtedy zawsze zapominam wziąć ze sobą słuchawek. Zazwyczaj stoję wtedy gdzieś w rogu, rozgrzewam się i staram się o niczym nie myśleć.

Marcel Kopij
Młody Marcel Kopij

Zaczynałeś jako ośmiolatek, teraz jesteś już dziesięć lat starszy. Przez cały ten czas w życiu towarzyszy Ci karate. Jak to Cię ukształtowało jako człowieka?

– To miało duży wpływ na moje ja, zarówno teraz, jak i wcześniej. Karate to nie tylko walka, pomimo że jest sportem bardzo ostrym, to jest to także filozofia, która kształtuje wiele postaw. Na treningu nakazuje posłuszeństwa trenerowi. Nie wolno się odzywać, trzeba wykonywać zadania, być posłusznym, a zrobić cokolwiek można tylko wtedy, gdy trener na to pozwoli. Trzeba być grzecznym, a jeśli ktoś zapisuje się na karate w tam młodym wieku, jak ja, to ma wpływ na inne dziedziny życia. Karate uspokaja, dzięki temu nie jest się tak nerwowym.

Czy przypominasz sobie sytuację, w których karate Ci pomogło?

– Tak, miałem kilka takich momentów, w których byłem bardzo zdenerwowany przez innych, ale dzięki karate zawsze udało mi się zachować spokój. Również przez to, ile razy w całej mojej karierze czułem stres przez startami, teraz radzę sobie z nim lepiej.

Wiadomo, że każdy sportowiec chciałby tylko wygrywać, jednak zawsze jest też ten drugi. Jak Ty radzisz sobie z przegraną?

– Kiedy przegrywałem zawody na początku to byłem zdenerwowany dosłownie pięć minut i zaraz mi przechodziło. Inaczej było jednak z mistrzostwami Europy. Do tej pory startowałem w tej imprezie cztery razy. Po raz pierwszy odpadłem w 1/8 finału i wtedy byłem bardzo zły na siebie, bo, od początku mojej kariery, medal na tych mistrzostwach to był mój cel. Wtedy wiedziałem, że stać mnie na medal, ale jednak się nie udało i muszę czekać kolejny rok, dlatego to mnie dołowało. Rok później, kiedy doszedłem tylko do 1/4, też byłem trochę zdenerwowany, ale przeszło mi już następnego dnia. W 2017 roku byłem w Danii i znów przegrałem 1/8, ale tym razem czułem się zwyczajnie nie na siłach.

A jakie emocje towarzyszyły Ci podczas tegorocznych mistrzostw?

– Czułem wielki spokój w głowie. Wiedziałem, że jestem dobrze przygotowany. Czułem się pewnie. Dwie pierwsze walki poszły mi bardzo dobrze, więc zakwalifikowałem się grupy medalowej. Wtedy wiedziałem, że chcę iść na mistrza, no, ale ostatecznie przegrałem w półfinale. Mimo to nie czułem się przegrany. Bardzo się cieszyłem z tego, że w końcu mam ten medal.

Marcel Kopij z trenerem Dariuszem Kwietniem
Marcel Kopij z trenerem Dariuszem Kwietniem

Ostatnie mistrzostwa Europy, czyli ważna dla Ciebie impreza odbyła się we Wrocławiu. Jak Ci się tutaj walczyło?

– Wielką różnicę czułem dzień wcześniej, kiedy zazwyczaj jest weryfikacja do zawodów i ważenie. Zawsze, jak jeździłem na zawody, to w ten dzień czułem największy stres, natomiast tutaj tego nie było. Normalnie poszedłem do szkoły, po powrocie zjadłem obiad i pojechaliśmy z tatą na weryfikację. Czułem się, jak u siebie, gdy podczas ważenia przez okno widziałem Arkady. Następnego dnia nic się nie zmieniło.  Było ze mną dużo znajomych, mój najlepszy przyjaciel i dziewczyna.

Mówisz, że przyszli bliscy. Jak ważne jest dla Ciebie ich wsparcie?

– Bardzo, bardzo ważne. Mama, kiedy może, jeździ z nami na zawody. Poza tym cieszy się, kiedy wygrywam, pyta, jak mi idzie. Tata jest ze mną zawsze. Wspiera mnie, jeździ ze mną, wozi na treningi. Jestem mu za to wdzięczny, bo ma duży wkład w mój sukces. Do tego dochodzą przyjaciele, którzy wiedzą, że trenuje. Motywują mnie, trzymają kciuki, kiedy mogą to przychodzą na zawody.

A co z Twoją dziewczyną?

– Ona też oczywiście mnie wspiera. Różnie bywa, jak nie pojadę na trening, to wtedy spotykam się z nią. Mieszkamy tylko dwadzieścia kilometrów od siebie, a dodatkowo chodzimy do tej samej szkoły, więc zawsze po lekcjach można iść na randkę.

Gdzie w takim razie chodzisz do szkoły? Jakie są Twoje relacje z rówieśnikami?

– Teraz pójdę do trzeciej klasy liceum mundurowego na Ślężnej. Z kolegami mam dobre relacje, czasami mnie wypytują o moje treningi i zawody. Generalnie wszystko jest w porządku.

A nauczyciele? Nie mają problemu z tym, że opuszczasz lekcje, bo jesteś na zawodach?

– Tutaj zdarzają się problemy, bo na przykład nie ma mnie na zajęciach w piątek, gdyż zazwyczaj zawody są w weekend i wtedy na nie jadę. Są sytuacje, w których nie ma mnie na sprawdzianie lub poprawie i wtedy mam problem, żeby to nadrobić. Czasami udaje mi się wytłumaczyć, że byłem na zawodach, ale im więcej takich sytuacji tym gorzej. Mimo wszystko uważam, że szkoła jest na pierwszym miejscu.

To jak wygląda łączenie nauki i sportu?

– To jest dosyć pogmatwane. W ciągu tygodnia mam treningi, do tego zajęcia w szkole. Czasami zostają dosłownie dwie godziny w ciągu dnia, żeby się pouczyć. Po treningu zazwyczaj nie mam już na to siły.

Marcel podczas kwalifikacji do ME
Marcel podczas kwalifikacji do ME

Domyślam się, że Twój trening jest wyczerpujący. Powiedz mi, co podczas niego robisz.

– To zależy od założenia. Oczywiście jest rozgrzewka, potem są albo elementy  karate w miejscu, innym razem przygotowanie do walki i tarcze. Nieważne co robię, zawsze uda mi się zmęczysz.

Czy oprócz karate masz zatem jeszcze jakąś pasję? Wspominałeś o piłce nożnej, jako takim dodatku.

– To hobby to głównie kibicowanie Realowi Madryt. Poza tym sprowadza się to do wyjścia na boisko i pogrania ze znajomymi.


Co w takim razie robisz w wolnym czasie?

– Lubię oglądać seriale, na przykład Trzynaście powodów czy Wikingów. Ogólnie jestem fanem takich gangsterskich seriali, jak Narcos czy Breaking Bad. Oprócz tego lubię słuchać muzyki – zespołów metalowych i hip-hopowych. Poza tym muzyka elektroniczna. Książek raczej nie czytam.

Jakie masz marzenia? Co jeszcze chciałbyś osiągnąć w sporcie?

– Chciałbym się dalej rozwijać i osiągać dalej tyle, ile do tej pory udało mi się w juniorach. Jeśli chodzi o marzenia to tak naprawdę nigdy ich nie miałem. Zawsze planowałem swoją przyszłość. Po szkole chciałbym iść do policji, a w dalszej perspektywie być może do jednostek antyterrorystycznych.

To może masz jakiegoś idola, którego naśladujesz w życiu?

– W sporcie, ale nie tylko, moim idolem jest Cristiano Ronaldo. Wynika to z jego podejścia do sportu. Ronaldo starał się udowodnić wszystkim, że jest najlepszy przy tym jest pewny siebie i to mi się w nim podoba. Wykonał bardzo dużą pracę i nawet kiedy doszedł do momentu, w którym wydawało się, że już nie musi, to on dalej to robił. Chciałbym iść w jego ślady i dalej się doskonalić.


Marcel Kopij:
urodzony – 29.05.2000r.
kategoria wagowa – juniorzy do 75 kg
stopień: 2kyu
ostatni medal: brązowy medal ME 2018


Rozmawiała: Oliwia Stasiak
Zdjęcia: prywatne archiwum Marcela Kopija